powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Warszawa. Promocja szóstej książki Witolda Sadowego

9 grudnia w Och-Teatrze odbyła się promocja szóstej książki Witolda Sadowego - "Jedyne, co mi zostało: pamięć".

W roku 2000 Witold Sadowy zaczął swoją trzecią książkę ("Ludzie teatru. Mijają lata, zostają wspomnienia") słowami: "Oddając do druku moją trzecią i zapewne już ostatnią książkę"... Książkę numer cztery, z roku 2009, zatytułowaną "Czas, który minął" otwierały słowa "To moja czwarta książka, tym razem na pewno już ostatnia". We wstępie piątej ("A życie toczy się dalej") wydanej w roku 2016 znalazło się zdanie: "Ta książka to już na pewno ostatnia w moim życiu".

Nie owijając w bawełnę trzeba stwierdzić, że Witold Sadowy, aktor, dziennikarz teatralny, doskonale znany także czytelnikom wortalu e-teatr.pl "żegnacz" odchodzących ludzi teatru, recenzent, a także kronikarz jubileuszy pracy twórczej warszawskich aktorów trzykrotnie minął się z prawdą! Bo oto w niedzielę 9 grudnia o godzinie 16.00 w Och-Teatrze odbył się promocyjny wieczór jego szóstej książki, zatytułowanej "Jedyne, co mi zostało: pamięć. Zapis wspomnień 2015-2018".

Rzeczywiście - jest to zapis wspomnień. Książka składa się z codziennych notatek autora, poświęconych bieżącym wydarzeniom teatralnym, filmowym, społecznym i politycznym. A także z tekstów dziennikarskich (zarówno recenzji, jak i artykułów pożegnalnych i wspomnieniowych), które Sadowy zamieszczał na e-teatrze, w "Gazecie Stołecznej" i "Życiu na gorąco". Nie brakuje też osobistych refleksji Witolda Sadowego na temat codziennego życia w Warszawie i Polsce, oraz typowych dla dzienników zapisków z własnej codzienności, na którą składają się nie tylko wieczory w teatrach na przedstawieniach, czy żegnanie zmarłych koleżanek i kolegów, ale także rzeczy codzienne: spotkania ze znajomymi, rozmowy telefoniczne, awarie komputera, gwałtowne zjawiska pogodowe nad Warszawą, remonty, sprawy lekarskie, domowe...

Och-Teatr pękał w szwach. Ilość wystawionych w hallu krzeseł, choć było ich bez liku, okazała się niewystarczająca i trzeba było, teatralnym zwyczajem, zrobić "dostawki". Wieczór poprowadził Krzysztof Szuster. Aktor, reżyser, wiceprezes ZASP, a prywatnie - od wielu już lat przyjaciel Witolda Sadowego. Na scenie znaleźli się też Lidia Sadowa i Józef Mika, którzy - wspólnie z Krzysztofem Szusterem - przeczytali fragmenty książki. A także Joanna Rawik i Czesław Majewski - autorzy oprawy muzycznej tego wieczoru.

W tym miejscu wymienić trzeba gości - aktorów, muzyków, dziennikarzy, teatrologów i pracowników teatrów, lekarzy (Witold Sadowy ma w środowisku medycznym liczne grono przyjaciół) - którzy przyjechali tego dnia na Grójecką, by gorącymi oklaskami oddać cześć niestrudzonemu Charonowi warszawskich aktorów i, oczywiście, kupić jego najnowszą książkę. W Och-Teatrze zjawili się m.in. Alfred Andrys, Grażyna Barszczewska, Michał Breitenwald, Dorota Buchwald, Elżbieta Burakowska, Agnieszka Byrska, Paweł Dangel, Ewa Decówna, Stefan Friedmann, Adrianna Godlewska-Młynarska, Sławomir Holland, Jerzy Iwaszkiewicz, Kazimierz Kaczor, Irena Karel, Elżbieta Kępińska, Marek Kępiński, Jerzy Kisielewski, Maja Komorowska, Stanisława Kowalczyk, Irena Kownas, Barbara Krafftówna, Zofia Kucówna, Zbigniew Kwietniak (z żoną), Wanda Majerówna, Ewa Makomaska, Marlena Miarczyńska, Tomasz Mościcki, Wojciech Noszczyk, Nelly Obarska, Barbara Osterloff (z mężem), Anna Pawlak, Leonard Pietraszak, Ryszard Pracz, Elżbieta Ryl-Górska, Zbigniew Rymarz, Zdzisław Słowiński, Elżbieta Starostecka, Karol Stępkowski, Andrzej Szopa, Andrzej Tilszer (z żoną), Krzysztof Tomasik, Maria Wilma, Hanna Zoll. Celowo podaję ten zestaw zacnych nazwisk alfabetycznie, by nikt nie poczuł się w żaden sposób "wartościowany". I z góry przepraszam, jeśli kogoś pominąłem. Zjawiła się także delegacja z Domu Aktora Weterana w Skolimowie.

Tym razem Witold Sadowy nie popełnił już błędu z trzech ostatnich książek. We wstępie do "Jedyne co mi zostało..." nie ma ani słowa o tym, że to książka "zapewne" lub "na pewno" ostatnia. Mało tego - na samym końcu, w ostatnim akapicie, Sadowy pisze: "Kończę pierwszą część moich wspomnień. Może uda mi się w przyszłości napisać ciąg dalszy". A Krzysztof Szuster, w krótkim tekście umieszczonym na tylnej okładce dodaje żartobliwie, iż w kontaktach z Witoldem Sadowym trzeba być ostrożnym, bo "autor wszystko może wykorzystać w następnej książce, którą już pisze"... Książka numer 7 jest więc z pewnością jedynie kwestią czasu!