powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Każdy może być mesjaszem

"Mesjasze" Jana Czaplińskiego i Marcina Kąckiego wg György'ego Spiró w reż. Anety Groszyńskiej z Teatru Zagłębia w Sosnowcu na VII Niecodziennym Festiwalu Teatralnym Polska w IMCE w Warszawie. Pisze Wojciech Giczkowski w Teatrze dla Wszystkich.

Spektakl "Mesjasze" jest koprodukcją Teatru Zagłębia i Festivalu Malta w Poznaniu. Partnerem produkcji jest Miasto Sosnowiec. Premiera miała miejsce 16 czerwca 2018 r. na Malta Festival Poznań, ale dopiero 16 listopada 2018 r. widzowie zobaczyli przedstawienie w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu.

Już wcześniej dzieło Anety Groszyńskiej otrzymało zaproszenie do udziału w Festiwalu "Polska w IMCE" w Teatrze IMKA w Warszawie, gdzie można je było zobaczyć 27 i 28 listopada. Sztuka, reklamowana jako polska odpowiedź na "Klątwę" skandalisty Olivera Frljića, na pewno zaskakuje, ale tym razem skandalu i palenia zniczy pod teatrem na pewno nie będzie.

"...cywilizacja, prawdziwie godna człowieka, musi być chrześcijańska" - napisał Adam Mickiewicz w "Księgach narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego". W liście Marii Janion, odczytanym przez Kazimierę Szczukę na otwarciu Kongresu Kultury w 2016 roku, polska badaczka romantyzmu napisała: "Jakże niewydolny i szkodliwy jest dominujący w Polsce wzorzec martyrologiczny! Powiem wprost - mesjanizm, a już zwłaszcza państwowo-klerykalna jego wersja, jest przekleństwem, zgubą dla Polski. Szczerze nienawidzę naszego mesjanizmu". Jeżeli autorzy scenariusza do tego przedstawienia, Jan Czapliński i Marcin Kącki, nie inspirowali się tą wypowiedzią polskiej uczonej, to na pewno wykorzystali jej głośne poglądy o tym, że romantyzm w Polsce skończył się w 1989 roku.

Jako bazę fabularną sztuki wykorzystano głośną powieść Györgya Spiró "Mesjasze", która była wydana w Polsce w 2007 roku. Wykorzystano jednak tylko te fragmenty, które dotyczyły Koła Sprawy Bożej, założonego przez towiańczyków dla emigrantów w Paryżu. Dla tych, którzy nie przeczytali książki, wszystkie wątki pozostały niezrozumiałe, choć pokazane w sposób atrakcyjny i... dowcipny. Zrezygnowano z opisu działania Legionu Mickiewicza i jego wędrówki przez Włochy, gdy zdumieni mieszkańcy włoskich miast witali niewielki oddział pod przywództwem wieszcza. Zniknął cały najciekawszy fragment dotyczący działalności Żyda Gerszona (choć postać pozostała, świetnie zagrana przez Sarę Celler-Jezierską). Działalność ta pokazuje fantastycznie w książce stosunki polsko-żydowskie. Nie widzimy też jego pracy na rzecz maleńkiej ówczesnej diaspory żydowskiej w Jerozolimie, podejmowanej wspólnie z baronem Rotschildem. To jeden z najważniejszych wątków powieści i kto wie, czy w chwili obecnej nie najciekawszy dla widza.

Co dostaliśmy? Zabawne dialogi na temat polskiej spuścizny po romantycznych porywach oraz jak funkcjonują one dzisiaj w naszym społeczeństwie. Adam Mickiewicz został odarty ze swej posągowości przez Rafała Kosowskiego, nie potrafi już pisać i jest manipulowany przez Towiańskiego, którego jako prostaczka przedstawił Michał Bałaga. Najciekawsi są przedstawiciele soli ziemi, czyli zwyczajni powstańcy. Krzysztof Korzeniowski rozmawia z widzami tak, jakby przedstawiał swoje poglądy. Martwi się o skuteczność misji aktorskiej, bo głębokie myśli przedstawione na scenie mają pouczać tych, którzy na przedstawienie nie przyjdą, a ci, którzy przyszli, i tak myślą inaczej od tych, którzy protestowali pod Teatrem Powszechnym podczas przedstawień "Klątwy". Aleksander Blitek (w roli sierżanta), z dziurą w głowie po powstańczej kuli, gra postać najbardziej zaangażowaną. Typowego dzisiejszego kibola, który z głębokiej patriotycznej potrzeby śpiewa o tym, jak "Płonie i spala się". Publicystyczna rozmowa, znana z przedstawień Frljića, jest świetnie wykorzystana przez panie. Agnieszka Bieńkowska jako Ksawera parodiuje tematykę seksu oralnego, opisaną przez Spiro jako sakrament w Kole Sprawy Bożej. Jeszcze bardziej przekonuje nas w swojej wypowiedzi o głupiej interpretacji wiary w nowej wersji ćwiczeń do katechizmu czy uczestniczenia w lekcjach religii, bo to się uczniowi opłaca ze względu na ocenę. Przedstawienie kończy Małgorzata Saniak, która jako Celina Szymanowska-Mickiewiczowa śpiewa piosenkę o ważnych datach z naszej martyrologicznej przeszłości z refrenem: "Popatrz na ich umysłów okropną ruinę."

Zupełnie niesłusznie martwią się aktorzy, kto będzie chciał oglądać ich przedstawienie w Sosnowcu. To pokazane w Warszawie było dopiero trzecim jego wystawieniem w teatrze. Wyważone opinie i ich szerokie spektrum doskonale się mieszczą w naszej debacie publicznej, także wśród mieszkańców Zagłębia. Każdy może znaleźć ten fragment, który jest jego sądem, nawet jeżeli dotyczy krytyki partii rządzącej czy efektów katastrofy smoleńskiej.

Mamy obecnie w Polsce silną polaryzację społeczno-polityczną. Według Arie Kruglańskiego, amerykańskiego psychologa, twórcy tzw. domknięcia kognitywnego, pociąg ludzi do skrajnych idei, rozłam światopoglądowy zbudowane są na przekonaniu o wzajemnej wyższości. Jednostka ma silną potrzebę utrzymania dualistycznej wizji świata i dlatego w przedstawieniu Anety Groszyńskiej nikt nikogo nie chce na siłę przekonywać. Bo każdy i tak ma swoje zdanie. Skoro mesjaszem mógł być Towiański, to dlaczego każdy z nas nie może skupić się na swojej wersji prawdy.