powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Pasja, czyli FC Ajax Mściszewice

Gdański monodram piłkarski nie jest skierowany jedynie do fanów piłki nożnej - nie ma w nim niuansów, które byłyby czytelne tylko dla kibiców. "Pan Trener" to uniwersalna opowieść o pasji napędzającej do życia, o dylematach i wielkich emocjach - a wszystko to z prowincjonalnym boiskiem w tle - o "Panu Trenerze" Szymona Jachimka w reż. Jakuba Ehrlicha w Teatrze Miniatura w Gdańsku pisze Wiktoria Formella z Nowej Siły Krytycznej.

Szymon Jachimek przez lata śledził rozgrywki piłki nożnej w niższych ligach, w których występowali jego bracia. W scenariuszu "Pan Trener" zebrał te doświadczenia. Jak się okazuje nieobce reżyserowi Jakubowi Ehrlichowi oraz odtwórcy tytułowej roli (Wojciech Tremiszewski) w najnowszej premierze Teatru Miniatura w Gdańsku. Perspektywa piątej ligi sprawia, że football w tym przedsięwzięciu traci elitaryzm, a zyskuje prowincjonalną swojskość i nowe spektrum emocji. Doświadczenie kibicowskie i zmysł obserwacji Jachimka ujawniają się także w przywołanej twórczości stadionowej: przyśpiewkach, okrzykach czy komentarzach wszechwiedzących fanów.

Tytułowy pan trener to Rafał Wąsik, który wiedzie normalne życie, razem z żoną Gosią i córką Pauliną mieszkają w Mściszewicach, gdzie pracuje jako listonosz. W istocie nie są to najważniejsze informacje o nim, bo przede wszystkim jest trenerem pięcioligowego Ajaxu Mściszewice. Z pewnością nie wybrał tego zajęcia z pobudek finansowych (płaci się tutaj nabiałem i tynkiem), ale ze względu na pasję. Piłka nożna jest dla niego absolutnie wszystkim, jest dla niej w stanie poświęcić naprawdę sporo. Jego codzienność jest przesycona futbolem. Stare punto wymaga przeglądu i wymiany klocków hamulcowych, jednak, póki co, służy jako miejsce jednoosobowych narad taktycznych, piętrzą się w nim kartki z wariantami ustawień.

Wąsik dysponuje amatorską drużyną, w której wprawdzie gra obdarzony talentem Dzieciak, ale oprócz niego jest dwóch Kozłów (spory o rodzinną firmę kamieniarską przenoszą do szatni), pozbawiony kondycji Andrzej, Beret (ksywka obrazuje niezbyt lotny umysł), czy Afrykańczyk - jak to czarnoskóry, obdarzony świetną kondycją, którą jednak nie nadrabia braków. Drużynie bliżej do oldboyów niż rześkich młodzików, trenują po pracy. Na trybunach nie ma WAGs, tylko sąsiedzi wyznający lokalny patriotyzm. Boisko ma podgrzewaną murawę tylko wtedy, gdy świeci słońce, a o jego kształtach decyduje niesprawna maszyna z wapnem czy wszędobylskie krety. (Może inspiracją były słowa Roberta Lewandowskiego, który niepowodzenie snajperskie w ostatnim, przegranym meczu naszej reprezentacji z Czechami tłumaczył obecnością tego zwierzątka). Słowem - rozgrywki zaczynają niebezpiecznie zbliżać się do A-klasy... Na domiar złego, futbolowej miłości Wąsika nie podzielają bliscy (żona stawia mu ultimatum, a córka zostaje w aucie przed Stadionem Narodowym, bo wstydzi się towarzyszyć ojcu podczas losowania) i miejscowi oficjele. Trener nie znajduje wsparcia finansowego ani u właściciela masarni Leszka Mięsnego, ani u wójta (przeszkadza mu w przeliczaniu pieniędzy), ani u księdza, który zbiera fundusze na remont dzwonnicy.

Spektakl został określony jako monodram piłkarski, choć w istocie Wojciech Tremiszewski wciela się w galerię postaci. Dominują monologi Wąsika kierowanych do widzów, ale poza nimi oglądamy sceny z udziałem epizodycznych postaci: członków rodziny trenera, prezesa klubu, piłkarzy, kibiców, księdza czy właściciela masarni. Duże doświadczenie kabaretowe sprawia, że aktor sprawnie radzi sobie z odgrywaniem wielu bohaterów. Często rysowani są grubą kreską, jednak trudno wymagać zaangażowania do tego zadania zniuansowanych środków wyrazu.

Dynamiczne tempo i wielość postaci sprawiają, że historia wysuwa się na pierwszy plan, a inscenizacja okazuje się mniej istotna. Spektakl rozgrywa się na niemal pustej scenie, przy minimum rekwizytów. Jedynym elementem dekoracji są stadionowe krzesełka, które służą również do zaaranżowania scen w domu, szatni czy w zdezelowanym punto. Reżyser oszczędnie korzysta ze światła i muzyki (kompozycje Marcina Kulwasa), które sugestywnie budują sens i atmosferę dopiero w finale. Wtedy bowiem Rafał Wąsik ma swoje małe-wielkie święto. Rozpoczyna się jedna szesnasta rozgrywek o Puchar Polski, w których Ajaks Mściszewice walczyć będzie z Legią Warszawa, więc trener z tej okazji do dresowych spodni włoży marynarkę. Mimo że mecz (jako jeden z nielicznych w historii klubu będzie transmitowany) prawdopodobnie zakończy się sromotną klęską gospodarzy, wynik nie będzie najważniejszy.

Gdański monodram piłkarski nie jest skierowany jedynie do fanów piłki nożnej - nie ma w nim niuansów, które byłyby czytelne tylko dla kibiców. "Pan Trener" to uniwersalna opowieść o pasji napędzającej do życia, o dylematach i wielkich emocjach - a wszystko to z prowincjonalnym boiskiem w tle.

---

Wiktoria Formella - absolwentka teatrologii o specjalności dramaturgiczno-krytycznej na Uniwersytecie Gdańskim.