powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Okiem widza: This is the real thing

"This is the real thing" wg pomysłu i w realizacji Anny Nowickiej w Nowym Teatrze w Warszawie. Pisze Ewa Bąk na blogu Okiem Widza.

"THE IS THE REAL THING", czyli "to jest to / to jest prawdziwa rzecz", spektakl taneczny w koncepcji i wykonaniu Anny Nowickiej, przedstawia CIAŁO budzące się do życia. Świadomego, giętkiego, stwarzającego siebie i otoczenie bycia, egzystencji, istnienia. Tworzy rzeczywistość widzialną i niewidzialną. Ewoluującą. Poszukującą. W ciągłym rozwoju i zmianie. Przetwarzaniu, tworzeniu.

Na początku dominuje statyka. Minimalizm. Napięcie oczekiwania. Artystka w, wydawać by się mogło białym płaszczu i mięsistych niczym zbroja adidasach, siedzi na podłodze w zupełnie pustej, neutralnej przestrzeni. Wszystko postrzegamy, jakim nam się przedstawia. Ale ten świat nie jest ani pusty, ani jednoznaczny, zadany raz na zawsze. Zmienia się światło, kształty jaki tworzy i kolor, znaczenie, jakie podpowiada. Zmienia się muzyka, dźwięk, jego nasycenie, nastrój, jaki swym brzmieniem, intensywnością niesie. Przede wszystkim jednak zmienia się figura artystki, to co sobą reprezentuje, przedstawia i znaczy. To ona niczym martwy robot, zastygła materia ożywa. Najpierw od drgnienia mięśni, delikatnego ruchu dłoni, mechanicznego tiku głowy nabiera sił do dalszego uruchamiania całego ciała. To ono niezdarne, automatyczne, spastyczne jeszcze, jakby pozbawione wystarczającego napędu z trudem komunikuje się z samym sobą. Uczy się, próbuje, ćwiczy, trenuje w kompletnej ciszy. Najprostszy gest rozwija się w bardziej złożone formy, układy, sekwencje. Ciało poznaje swoje możliwości ale też ograniczenia. Nadal ruchy są mechaniczne, niezborne, toporne. Muszą być powtarzane, doskonalone, rozszerzane. Bo wyraźnie poczuć można opór materii, hamujących, ograniczających ją przyzwyczajeń. Raz po raz wysiłek kończy się całkowitym wyczerpaniem, zastygnięciem w martwym bezruchu, w położeniu doświadczanego niepowodzenia, upadku, porażki. Jednak ostatecznie pozornej, bo zawsze po chwili wytchnienia impuls wewnętrzny, może siła woli, moc zaprogramowana albo nadprzyrodzona ożywia na powrót to, co wydawało się wyczerpane, zużyte, pozbawione siły, życia. I ciało zmartwychwstaje, budzi się, ożywa. Dalej się uczy, przeobraża i poznaje siebie. Normalnieje normatywnie, rozpoznawalnie. To co ukryte odsłania, odrzuca wszystko, co je zasłania, więzi, ogranicza, przeobraża. Wizualnie to wszystko zmienia. Ciało odrzucające normy, kody kulturowe, po prostu takie jakie jest, obojętne, naturalne nie przejawia ani wstydu, ani uczuć, ani emocji. W tym względzie pozostaje niewzruszone, zdystansowane, zimne choć piękne, idealne, sprawne. I sprawdza widzów. Spogląda kontrolnie im prosto w oczy. Lub chce naśladować, małpować, szukać inspiracji. Wsuwa się pod dotąd prawie niewidoczną płachtę i pod nią znika. Ale uwidacznia się nowej formy ruch, wizualizuje ekspresja, która w końcu wypycha, wyrzuca się nowy kształt ciała, tym razem w czarnej powłoce. To nie ciała a jej ruchy porodowe, pulsowanie, witalność znów prowokuje akcję. Ale też wydane na świat sprawne, giętkie, nowe ciało rodzi/ przepuszcza przez siebie/ tworzy nową powłokę, będącą integralną częścią siebie. Na scenie cały czas leżał obok porzucony płaszcz, adidasy, to co wcześniej okrywało, maskowało ciało. Ta materia bez niego stała się martwa, pusta, bez wyrazu, jak porzucony, zużyty kokon.

Co więc tak naprawdę stwarza nas, życie, nadaje mu kształt, znaczenie, napędza rozwój, inicjuje poznanie? Wskazówką jest ruch, jego dynamika, kolor, dźwięk i światło. Obrót materii. Tchnienie niewiadomego. Naśladownictwo. Przez siebie przetwarzanie. Budzenie w sobie nowego. Dążenie do wtopienia się w otoczenie, z nim harmonijne współistnienie. Wzajemne na siebie oddziaływanie. Zwrotne stwarzanie, rodzenie, ożywanie. Dlatego ciało ewoluuje. Dlatego materia staje się nowym choć wyraźnie podobnym poprzedniemu, z ciała narodzonym okryciem, kamuflażem, ubraniem. Zbroją. Wtedy Anna Nowicka się owija urodzoną/przetworzoną przez siebie materią, siada na scenie tyłem do widzów, jest wyodrębnioną ale integralną otoczenia częścią. Patrzy przed siebie na linię świetlistego horyzontu. Podobnie jak my wszyscy w swych ubraniach, mentalnych powłokach na scenie życia, przez chwilę obecni na widowni.

Artyści, z Anną Nowicką w roli głównej, skomponowali piękny estetycznie, hipnotyzujący przekaz. Niesłychanie prosty, czysty, przekonujący. Choć na pewno niejednoznaczny, bo bez słownej narracji pozostający abstrakcyjnym, ruchomym obrazem, otwartą opowieścią, którą każdy z nas ma prawo interpretować indywidualnie. Proszę więc spróbować, bo warto.