powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Obcy

Choć przeszkadza zbyt duża ilość martyrologii, brakuje dystansu do tematu, przedstawienie dowodzi, że gdański teatr konsekwentnie podejmuje marginalizowane kwestie - tym razem deportowanych i repatriantów ze Wschodu - o spektaklu "Ruscy" Radosława Paczochy w reż. Adama Orzechowskiego w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku pisze Wiktoria Formella z Nowej Siły Krytycznej.

Na środku sceny, tyłem do widowni, stoi dziewczyna we współczesnym kostiumie. Wiera (Magdalena Gorzelańczyk) jest jasno oświetlona, jej ciało rzuca dwa cienie po obu stronach sylwetki. Magdalena Gajewska powtórzyła ten pomysł w scenografii. Podłogę Starej Apteki (nowa scena Teatru Wybrzeże w Gdańsku) pokrywa tłuczeń, w tle stoi przepołowiony wagon bydlęcy, taki jakimi wywożono Polaków ze wschodu kraju w głąb stalinowskiej Rosji. Prosty pomysł odzwierciedla główny temat spektaklu wyreżyserowanego przez Adama Orzechowskiego - dramatyczne losy deportowanych i repatriantów, których tożsamość narodowa jest wielokrotnie kwestionowana, a przez to nigdzie nie mogą czuć się zaakceptowani.

Rodzina Wiery od ośmiu pokoleń mieszka w Kazachstanie. Mimo to dziewczyna u progu dorosłości, dzięki staraniom bliskich, czuje się Polką. Urzędniczka w polskiej ambasadzie (Katarzyna Dałek) próbuje jednak zakwestionować jej tożsamość, wtłacza w kulturowy schemat. Przydzielanie obywatelstwa oznacza sprawdzanie wiedzy na temat historii Polski, prawobrzeżnych dopływów Warty, czy patronów poszczególnych miast. Radosław Paczocha w dramacie "Ruscy" bada, czym jest polskość. Wiedzą o historycznych faktach, które są nieznane dla większości rodaków? (Podczas tego osobliwego sprawdzianu aktorzy wymownie kierują wzrok na widzów). Czy wieloletnia walka z sowietyzacją, opłacona niepełną asymilacją z tubylcami, kultywowanie własnych tradycji i religii kosztem pełni praw, jakie przysługują Kazachom, to za mało? Większość Polaków żyjących w Kazachstanie to potomkowie przesiedleńców - nigdy nie byli w kraju, który traktują jako ojczyznę. Znają ją ze wspomnień bliskich, dlatego wykreowali sobie jej wyidealizowany obraz. Twierdzą, budząc rozbawienie widowni, że każdy człowiek marzy o tym, aby być Polakiem. Gdy do ich miejscowości przybędzie dwóch polskich Antropologów (Piotr Chys i Marek Tynda), z troską zadbają o prezencję, ale też wyjaśnią, że to tacy sami Polacy jak oni, tylko lepsi, bo z Polski. Nie dziwi więc, że Wiera - główna przewodniczka po tym świecie, karmiona idyllicznymi opowieściami - grana przez Magdalenę Gorzelańczyk to niezwykle ekspresyjna postać. Jej egzaltowanie zostaje zderzone z chłodem Urzędniczki, która traktuje starających się o obywatelstwo jak intruzów, a kontakt z nią to przecież dopiero początek procedur o przyznanie paszportu.

Wiera jest rozbita pomiędzy dwoma perspektywami. Została wychowana w duchu polskiej martyrologii, doskonale zna historię i okoliczności wywózki z Żytomierza oraz doskwierające jej rodzinie trudy życia w Kazachstanie. Choć wydarzenia z 1936 roku są wspomnieniem, matka Wiery wciąż gromadzi duże zapasy żywności, mimo że sama nie doznała już głodu. Teraźniejszość rodziny jest zawieszona, bliscy skupiają się na rozpamiętywaniu ran, rozpamiętywaniu heroicznych czynów, kultywowaniu wyidealizowanego obrazu ojczyzny i zabezpieczaniu się na wypadek nieszczęścia. Pozytywne emocje i impuls do zmiany wzbudza w Wierze wizyta Antropologów, którzy przekonują, że Polacy oczekują repatriantów ze Wschodu. Dziewczyna przepełniona nadzieją jedzie do mitycznej ojczyzny, aby zdobyć wyższe wykształcenie, a dzięki niemu szansę na lepsze życie. Na miejscu okazuje się jednak, że ze wschodnim imieniem i akcentem postrzegana jest jako obca - Ruska. Deklarowana przez Antropologów otwartość Polaków wobec repatriantów okazuje się sloganem. Dla takich jak ona rodacy oferują gorsze zajęcia (w tym prostytucję), a Polak wyzna jej wprost, że gdyby z jego podatków trzeba byłoby przeznaczyć nawet trzy grosze na pomoc dla niej, nie chce ich w ten sposób rozdysponować. Ironia losu sprawiła, że jeżeli repatrianci otrzymali pomoc od państwa w postaci mieszkań socjalnych, często były to dawne koszary Armii Czerwonej.

Dramat Wiery rozgrywa się w Polsce, gdy rodacy "weryfikują" jej tożsamość narodową. Jej losy komplikują się jeszcze bardziej, gdy zakochuje się w Jurze. Młodzi darzą się większą serdecznością, gdy dowiadują się, że pochodzą z Żytomierza. To, co ich zjednoczyło, staje się przeszkodą nie do pokonania dla Dziadka, dla niego bowiem przeszłość rodziny Jury jest znacząca: "A może jego przodkowie byli w UPA i krzyczeli: My Polaków wyreżim i sobakam otdadim?!". Dziewczyna jest osaczona przez Historię. W ojczyźnie ostatecznie dowiaduje się, że nigdzie nie będzie mogła czuć się "u siebie", bo zawsze pozostanie wyobcowana. Stąd klamra sytuacyjna, która los Wiery naznacza swoistą winą tragiczną - przyjaciółka Natasza (Agata Woźnicka) powie jej, że cokolwiek zrobi, skończy się to dla niej źle. Kultywowanie wiary w mityczną Polskę uniemożliwia jej normalne życie ("A może jak ja idę na randkę, to ja nie chcę iść na randkę przez Syberię i Kazachstan? A może ja nie chcę tylko po kolcach, ale i po płatkach róż chodzić."), dopiero wyprawa do ojczyzny weryfikuje jej idealistyczny obraz.

Radosław Paczocha na tle Historii osadza los grupy deportowanych, a wśród nich wyróżnia rodzinę Wiery, która jednak pozostaje anonimowa. Wydaje się, że mocniejszy efekt osiągnąłby, gdyby skonfrontował widzów z bardziej uszczegółowionymi biografiami i dramatami bohaterów. Przed premierą przyznał, że inspirował się historią Julii Sałacińskiej-Rewiakin (jej doświadczenia były impulsem do powstania publikacji "Deportowani i repatrianci. Trzy pokolenia kazachstańskich Polaków wobec problemu tożsamości"), choć w spektaklu tego nie zaakcentowano. Autor zrezygnował z konkretności na rzecz ponadlokalności, wydobywając tym samym bezdomność i bezpaństwowość bohaterów, ukazując również powtarzalność ich losów. Świadectwami historii są także umiejętnie wplecione w fabułę wiersze: Anny Achmatowej, Fiodora Tiutczewa, Niny Kuczyńskiej i Mariana Jonkajtysa.

"Ruscy" zostali pomyślani jako teatr opowieści. Paczocha dużo uwagi poświęca trudom życia w Kazachstanie: wszechobecnemu głodowi, który starano się zaspokajać przepowiadając przepisy na potrawy; biedzie, która zmuszała do tworzenia kiziaków (opał z suszonych odchodów zwierząt). Informacje na temat przeszłości zostają przedstawione w formie wspomnień Dziadka i Mamy. Być może taka perspektywa wynika z niechęci do utożsamiania się aktorów z bohaterami. Większość aktorów wciela się na zmianę w kilka postaci - deportowanych, funkcjonariuszy NKWD, Antropologów, Nauczyciela czy Księdza - jednak scenariusz i tempo zmian nie dostarcza im odpowiedniego materiału na stworzenie kreacji. Niemniej trudno wskazać aktorski słabszy punkt, w pamięć zapada zwłaszcza czuła Mama, grana przez Sylwię Górę-Weber oraz niemogący zapomnieć o przeszłości Dziadek (Krzysztof Matuszewski). W epizodycznych rolach dobrze odnajdują się Piotr Biedroń (Jura, Ksiądz Bukowiński) oraz Piotr Chys (ograniczony Polak, Antropolog oraz, wraz z Robertem Ninkiewiczem, nieco stereotypowy funkcjonariusz NKWD).

Premiera odbyła się podczas Święta Niepodległości, "Ruscy" polemizują ze stereotypowo pojmowanym patriotyzmem oraz przekonaniem o istnieniu "prawdziwych Polaków". Paczocha wraz z Orzechowskim ukazują mit narodowej jedności, diagnozując obywatelską niegotowość na otwarcie wobec inności. Mimo to spektakl jest pozbawiony publicystyki - powraca zaledwie kilka bezpośrednich nawiązań do nienawistnych wypowiedzi na temat emigracji (że Polacy mieszkający w Kazachstanie - a więc w dalekiej Azji - są nosicielami bakterii i zarazków, na które nad Wisłą nie jesteśmy odporni...). Szkoda, że opowieści nie wzmocniono intrygującą inscenizacją. Oprócz oszczędnej, ale wymownej scenografii, funkcję ilustracyjną (niestety, nie kreacyjną) pełniła muzyka Marcina Nenko, głównie wzmacniając emocje przekazywane w fabule. Ciekawszy, bardziej radosny, a nie patetyczny fragment pojawia się jedynie podczas przybycia Antropologów - zwłaszcza dzięki wykorzystaniu kontrabasu.

Choć przeszkadza zbyt duża ilość martyrologii, brakuje dystansu do tematu, przedstawienie dowodzi, że gdański teatr konsekwentnie podejmuje marginalizowane kwestie - tym razem deportowanych i repatriantów ze Wschodu. "Ruscy" stanowią refleksję na niezwykle ważkie tematy: wartościowania Polaków i (bez)sensowności podziałów, które jednym pozwalają, a innym uniemożliwiają nazywanie się obywatelami tego kraju.

---

Wiktoria Formella - absolwentka teatrologii o specjalności dramaturgiczno-krytycznej na Uniwersytecie Gdańskim.