powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Sosnowiec. "Mesjasze" premierowo w Teatrze Zagłębia

Premiera spektaklu "Mesjasze (albo skoro nie zostało nam już nic do wierzenia, to czy wolno nam podważać coś, w co na nowo moglibyśmy uwierzyć?)" była jednym z głównych wydarzeń Malta Festival Poznań 2018. 16 listopada sztuka będzie miała swoją premierę w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu.

W roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, Aneta Groszyńska, Jan Czapliński oraz Marcin Kącki przyjrzeli się anatomii polskiej duszy owładniętej ideą romantycznego męczeństwa i stworzyli na zamówienie Malta Festival Poznań spektakl inspirowany nagrodzoną "Angelusem" książką węgierskiego pisarza Györgiego Spiró, pt. "Mesjasze". 16 listopada spektakl po raz pierwszy zostanie wystawiony na deskach Teatru Zagłębia w Sosnowcu. Teatr Zagłębia oraz Festiwal Malta są koproducentami tego przedstawienia.

- Nie jest to spektakl historyczny. Historia rozgrywa się gdzieś w naszej wyobraźni, w naszym stosunku do wtedy i do dzisiaj, dzieje się tak naprawdę w jakimś naszym polskim krwioobiegu. U Spiró jest taki cytat, który jest punktem wyjścia dla tego, co tworzymy na scenie jako grupa: "fanatyzm to jest rozpacz, która zamienia się w ślepotę". Punktem wyjścia na pewno jest dla nas ten stan rozpadu, rozpaczy, jakiejś takiej niemocy, która zostaje przetworzona w szaleństwo - Aneta Groszyńska, reżyserka spektaklu.

Mesjasze (albo skoro nie zostało nam już nic do wierzenia, to czy wolno nam podważać coś, w co na nowo moglibyśmy uwierzyć?) to opowieść o polskiej duszy owładniętej ideą romantycznego męczeństwa. W połowie XIX wieku, po klęsce powstania listopadowego, polscy emigranci we Francji zawiązują Koło Sprawy Bożej - dziwną religijno-narodową sektę. Wierzą, że Andrzej Towiański jest nowym wcieleniem Chrystusa, a oni jego apostołami. Członkami sekty są m.in. Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki - czołowi twórcy polskiego romantyzmu. Bezsilni wobec dziejącej się na ich oczach historii, przekuwają frustrację bezpaństwowców w religijną filozofię.

- Przełomowo brzmi stwierdzenie, że zamiast narzekać na społeczeństwo, trzeba tworzyć takie utwory, które docierają i przemawiają do wszystkich. Przede wszystkim zaś rozmawiać w taki sposób, by zachowując własne ideały - nie deprecjonować oponentów. Kto dokona cudu faktycznie dobrej zmiany? - pisze Jacek Cieślak na łamach "Rzeczpospolitej" .