powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Duda otwiera OFF i CYNĘ

- Chciałabym, żeby ludzie tutaj znaleźli miejsce dla siebie i to na wiele, wiele lat. By chcieli tu przychodzić i zawsze wracać. By było to miejsce tętniące życiem - mówi aktorka Małgorzata Duda-Kozera o powstającej na Pradze OFF i CYNIE przy ul. Radzymińskiej 53, w rozmowie z Wiesławem Kowalskim w Teatrze dla Wszystkich.

Postanowiłaś wraz z mężem, Krzysztofem Kozerą, który jest artystą-plastykiem, otworzyć w Warszawie nowe miejsce działalności artystycznej, które ma spełniać funkcję nie tylko galerii, ale również małego, kameralnego teatru, gdzie będzie można obejrzeć spektakle, monodramy, recitale i małe formy teatralne. Jak odkryłaś to miejsce na Pradze?

- Można powiedzieć, że to było dzieło przypadku. Mój mąż znalazł na starej Pradze, w samym jej sercu niemalże, bo na Radzymińskiej 53, cudowną oficynę z duszą, która - kiedy tam pierwszy raz trafiliśmy - była w stanie raczej opłakanym. Zgnilizna, wilgoć, po prostu ruina... Ale to nas zupełnie nie zraziło, bo oczyma wyobraźni widzieliśmy już, że są to klimatyczne i niepowtarzalne wnętrza, w których będą mogły obok siebie koegzystować i galeria i teatr. Zresztą wcześniej ten budynek też należał do artystów malarzy i rzeźbiarzy, tworzyli tu między innymi Państwo Kubiccy. Nazwaliśmy je OFF i CYNĄ. No i zaczęliśmy o to miejsce starać się w odpowiednich urzędach. Potem rozpoczęliśmy na własny koszt remont, bo na razie jeszcze nikt nam w tym nie pomaga, rozmowy z Urzędem Dzielnicy Praga Północ są w toku. Oczywiście prowadzimy na ten temat rozmowy z różnymi urzędnikami i wszyscy widzą, że jest to znakomite miejsce na działalność kulturalną różnego typu - na zajęcia świetlicowe dla młodych ludzi, którzy chętnie przychodzą nam teraz pomagać we wszelkich pracach remontowych, na działania seniorów, warsztaty teatralno-plastyczne, itp. Ale na razie żadne konkretne decyzje jeszcze w tej materii nie zapadły. Cieszę się natomiast, że zaakceptowało nas miejscowe środowisko - teraz tylko należy przekonać najbliższych sąsiadów i mieszkańców tej dzielnicy, by zechcieli do nas przychodzić. Myślę, że w najbliższym czasie to się zmieni. Zamierzamy rozpoczynać nasze spotkania ze sztuką już na podwórku, gdzie stoją dwie kapliczki, bo to też jest znakomita przestrzeń do wykorzystania na jakieś performance czy inne instalacje. W tej chwili na dole działa już galeria, choć jeszcze wciąż w trakcie prac wykończeniowych, a na górze jest mała scenka kameralna, gdzie już pokazujemy dla zaprzyjaźnionej z nami publiczności programy muzyczno-teatralne. Wszystkie wnętrza są wypełnione obrazami Krzysztofa, a ja, i moi goście, pośród tych malowideł śpiewamy. Śpiewam to, co najbardziej kocham - Mickiewicza, Osiecką, Szekspira czy Brela.

No właśnie, w zasadzie takiego oficjalnego otwarcia jeszcze nie było, ale można powiedzieć, że zarówno galeria na dole, jak i scena na górze już działają. Zapraszasz do siebie przyjaciół, znajomych, odbywają się tu różne uroczystości okraszane Twoimi występami.

- Tak, bo choć od wielu lat jesteśmy ludźmi teatru i pracujemy w różnych teatrach repertuarowych, to, aby prowadzić własną placówkę tego typu, musimy się tego nauczyć. Dlatego na razie, na tej materii, jaką otrzymaliśmy teraz od losu, sprawdzamy, jak to działa i jak mogłoby funkcjonować w przyszłości. Jesteśmy na etapie kupowania różnego rodzaju sprzętu, oświetlającego i nagłaśniającego, który potem jest sprawdzany podczas prezentacji różnych programów. Nie mamy tutaj ekipy technicznej, tak jak to jest w teatrze i wszystko musimy zrobić i sprawdzić sami.

Sama też reżyserujesz. Na pierwszy ogień poszedł spektakl słowno-muzyczny "Pragnienie", który przygotowałaś z Dorotą Piasecką - gracie razem w spektaklu "Klimakterium... i już" Elżbiety Jodłowskiej i swoją córką Klarą, która choć poszła w dziedzinę prawa, to jednak talenty artystyczne po rodzicach odziedziczyła.

- To program oparty na twórczości Agnieszki Osieckiej, do którego scenariusz napisałam sama, mówiący o trzech pokoleniach kobiet, o babci, wnuczce i matce - o ich pragnieniu życia, miłości, sławy, kariery, poszukiwaniu szczęścia i swojego miejsca na ziemi, samotności i potrzebie bycia z drugim człowiekiem. Opowiadamy o tym wszystkim w różnych odcieniach i rytmach, również cygańskich - i w ten sposób zapraszamy do zabawy naszych widzów.

Natomiast w okresie zaduszkowym postanowiłaś powrócić do poezji romantycznej - przygotowałaś "Inkantacje" ze śpiewanymi tekstami Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego. Zresztą powiedzmy od razu, że w zasadzie całe Twoje życie teatralne jest związane ze śpiewem - śpiewałaś w spektaklach Adama Hanuszkiewicza, z którym osiemnaście lat pracowałaś, teraz śpiewasz w Teatrze Rampa, w Teatrze Studio Buffo, w Teatrze Capitol...

- Skoro już zacząłeś mi liczyć lata, to sama się przyznam, że pracuję w tym zawodzie trzydzieści lat. I to też był moment, który zdecydował, że pojawiła się we mnie potrzeba posiadania swojego teatru. Czyli takiego miejsca, gdzie moi fani będą mogli przyjść mnie zobaczyć, po ogłoszeniu terminów grania, kiedy tylko tego zapragną. Posiadam w sowim repertuarze pięć monodramów i na pewno będę tutaj do nich wracać, ale jestem też otwarta na współpracę z innymi artystami, którzy już zgłaszają swoje propozycje. Natomiast wracając do Twojego pytania, chciałabym, aby w moim teatrze pokazywać dobrą literaturę, w tym również poezję. W tej chwili rozpoczęły się już przygotowania do spektaklu według opowiadań Antoniego Czechowa pt. "Dzieło sztuki", które wyreżyseruje Żanna Gierasimowa. Znana reżyserka i aktorka, którą można było oglądać w spektaklach między innymi w Teatrze Polonia i w Teatrze Rampa. Premierę planujemy na początek stycznia, jako że musimy opanować sprawy związane z promocją i reklamą tego wydarzenia. Jest to duże przedsięwzięcie, jak na teatr offowy, bo bierze w nim udział sześciu aktorów i obsada jest dublowana. Liczę na to, że uda nam się ten spektakl pokazać na jakichś festiwalach i znaleźć dla niego większą widownię. Bo tutaj w OFF i CYNIE możemy zmieścić ok. pięćdziesięciu osób. Ale każdemu przedstawieniu towarzyszy szereg innych atrakcji - można zjeść specjalnie przygotowaną na tę okoliczność zupę (ostatnio Klara, moja córka, serwowała zupę dyniową), wypić wino, napić się kawy czy herbaty, przy kominku podyskutować czy zwyczajnie porozmawiać... a także coś zaśpiewać czy zagrać.

Starasz się stwarzać w tym miejscu niezwykle twórczą atmosferę, niczym w pracowni czy saloniku artystycznym... czy w związku z tym będzie można u Ciebie organizować jakieś eventy, imprezy typu - imieniny, urodziny czy też innego rodzaju spotkania towarzyskie.

- Oczywiście, jesteśmy jak najbardziej otwarci na tego typu formy działania. Już gościliśmy u nas na takim spotkaniu urodzinowym lekarzy i zamierzamy też zorganizować u nas Sylwestra, na którego już serdecznie do naszej OFF i CYNY zapraszam. Zgłoszenia już przyjmujemy na adres mailowy dudakozera@gmail.com . Chciałabym ten dzień spędzić tutaj w gronie przyjaciół, albo też przyszłych przyjaciół. Zatem jeszcze raz serdecznie z Krzysztofem do nas zapraszamy. Mam nadzieję, że uda się w tym miejscu stworzyć teatralną rodzinną atmosferę i wszyscy, którzy raz tutaj przyjdą, zechcą do nas wrócić na kolejne spektakle, wernisaże i spotkania. Powtarzam - jestem otwarta na wszelkie propozycje, zawsze możemy się spotkać i na ten temat porozmawiać i ustalić szczegóły. Wyszliśmy już z tej największej budowy, ale jak sam słyszysz wciąż jeszcze słychać wiertła i różne roboty trwają. Dlatego oficjalnego otwarcia jeszcze nie było, ale myślę, że w styczniu, wraz z premierą Czechowa, o którym już mówiłam, uda na się tego dokonać.

Ponieważ ja już miałem okazję oglądać w OFFiCYNIE kilka Twoich przedstawień, powiedzmy, że formuła spotkania jest zawsze otwarta i każdy po Twoim występie może coś sam pokazać czy zaprezentować - powiedzieć wiersz, zaśpiewać piosenkę, zagrać coś na fortepianie czy na gitarze. Przy okazji "Inkantacji" kilka piosenek do poezji Achmatowej i Wertyńskiego zaśpiewała przy gitarze Żanna Gierasimowa i nastrojem bardzo pięknie wpisała się w zaduszkowy charakter tego wieczoru.

- Tak, chcielibyśmy, żeby to się stało tradycją, że po moim występie, jeśli któryś z gości będzie miał na to ochotę, była możliwość kontynuowania tego nastroju zaproponowanego w spektaklu. Jesteśmy absolutnie otwarci i liczymy na inwencję i aktywność naszych gości. Jak na razie są chętni i nie trzeba ich szczególnie do tego namawiać. Natomiast sama zachęcam wszystkich do śledzenia mojej strony na Facebooku, gdzie zamieszczane są wszystkie aktualności - w tym daty spektakli, na które jeszcze raz serdecznie zapraszam. Na razie jesteśmy na etapie budowania kontaktu z publicznością, bez której przecież teatr nie istnieje. To też wymaga przyjęcia odpowiedniej strategii promocyjnej, nad którą też wciąż pracujemy. Już zgłaszają się do nas artyści, którzy chcieliby swoje prace plastyczne w OFF i CYNIE pokazać i my na pewno im to umożliwimy. Każdemu wernisażowi będzie towarzyszył mój występ, lub mojego gościa, albowiem naszym założeniem jest, by plastyka zawsze była tutaj powiązana ze sztuką teatru.

Nie jest tajemnicą, że wciąż dużo grasz, i to w różnych teatrach. Czy ta chęć założenia swojej własnej sceny nie wynika trochę z tego, że teatr instytucjonalny przestał Ci jednak wystarczać, czy może już nie spełnia Twoich oczekiwań, tak jak kiedyś? A może spełniasz tylko w ten sposób jakieś swoje marzenie?

- To zawsze było moje marzenie. Już niemal od trzeciego czy może piątego roku życia układałam deski w ogrodzie mojej mamy, gdzie hodowała pomidory i budowałam sobie scenę. Tak było. I pomimo, że niszczyłam rabatki, mama mi pozwalała te deski ściągać. Od tamtej pory potrzeba posiadana własnego teatru zawsze była we mnie bardzo silna. Takiego, w którym będę mogła pokazywać to, co kocham i będę mogła przyjmować swoich gości na specjalnych zasadach. Tutaj w OFF i CYNIE mamy tak skonstruowaną widownię, że można tam się nawet położyć. Można też przyjść i sobie odpocząć. Proszę bardzo, jeśli jest tylko miejsce, nikomu nie bronię. Teatr jest dla mnie spotkaniem człowieka z człowiekiem, międzyludzkim spotkaniem, kiedy ja przekazuję publiczności moją energię, a ona wychodzi z tego spotkania bogatsza, mądrzejsza, radośniejsza czy dojrzalsza. Chciałabym, żeby widzowie przeżywali to, co robię, tak jak ja przeżywam, kiedy wcielam się w jakąś bohaterkę na scenie.

Jak zamierzasz pozyskiwać środki na działalność OFF i CYNY?

- Na razie prowadzimy różne rozmowy, szukamy pomocy, sponsorów, chętnie skorzystamy też z doświadczenia innych, bo wciąż się uczymy i chcielibyśmy się w tym, co robimy rozwijać. Oczywiście bez dotacji się nie obędzie i będziemy o nie sukcesywnie zabiegać. Na razie traktujemy nasze działania jako rodzaj próby z publicznością. Uczymy się jak ją zdobywać i jak do niej dotrzeć.

Słuchając Ciebie, mam wrażenie, że marzy Ci się coś na kształt Piwnicy po Baranami... na Pradze?

- Tak, to prawda. Chciałabym, żeby ludzie tutaj znaleźli miejsce dla siebie i to na wiele, wiele lat. By chcieli tu przychodzić i zawsze wracać. By było to miejsce tętniące życiem, jeśli nie codziennie, to przynajmniej w weekendy. Możliwości działania jest tutaj naprawdę wiele, bo jest jeszcze dużo przestrzeni, którą można zagospodarować. Ale do tego trzeba czasu i znalezienia odpowiednich ludzi, którzy chcieliby się tym zająć. Ja jestem artystką i siłą rzeczy wolałabym tylko wychodzić na scenę, bo sprawy organizacyjne - jeszcze na tym etapie pracy - wymagają ogromnych nakładów nie tylko czasowych, ale i finansowych. Póki co wszystko robimy sami, ze sprzątaniem włącznie, ale mamy nadzieję, że to w najbliższej przyszłości się zmieni. Mam nadzieję, że do stycznia, czyli oficjalnego otwarcia, opanuję te wszystkie organizacyjne rzeczy i będzie już nam łatwiej. Ale zanim to nastąpi, czeka nas jeszcze program "Pastorałka dzisiejsza", który będzie grany w okresie świątecznym. Mam zamiar zaangażować w to przedsięwzięcie młodzież, którą się opiekuję jako pedagog w Domu Kultury w Marysinie. Zawsze mi powtarzał Wojciech Siemion, od którego uczyłam się poezji, żeby nie tylko występować, grać, ale też przekazywać młodym ludziom wiedzę na temat tego czym jest poezja, by mogli się w niej rozkochać i z niej czerpać. Liczę, że może publiczność praska zechce do nas w tym okresie świątecznym zawitać i przestanie się bać przekroczyć nasze progi, bo schody zostały już wyremontowane i nic nikomu nie grozi. Dlatego zamierzam razem z młodzieżą stworzyć taki pastorałkowy korowód kolędników, który ich będzie na nasze spektakle zapraszał.