powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Podwójna czterdziestka Bohdana Łazuki, czyli Baron z Lublina

Bohdan Łazuka zawsze uważał się za dziecko szczęścia. I tak mu pozostało.

W wigilię dzisiejszych 80. urodzin dowiedział się, że spektakl telewizyjny "Biesiada u hrabiny Kotłubaj", który był jego faktycznym powrotem po latach, został uznany przez polską sekcję Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych AICT za najlepszy spektakl Teatru Telewizji minionego sezonu. Konkurencja była silna, bo jury nagrody im. Stefana Treugutta obejrzało nie kilka, jak to miało miejsce w ostatnich latach, lecz ponad 30 produkcji teatralnych zrealizowanych w minionym roku dla poniedziałkowej telewizyjnej sceny.

Łazuka: człowiek - legenda, aktor teatralny, filmowy, estradowy, piosenkarz, jedna z gwiazd legendarnego Kabaretu Starszych Panów, a także kabaretu Szpak i Podwieczorku przy mikrofonie. Fani jego recitali wypełniali bez trudu ogromną widownię warszawskiej Sali Kongresowej. Oglądając jego występy można przyjąć, że był aktorem musicalowym w czasach, kiedy to określenie w warunkach polskich właściwie nie istniało.

Od początku był też bohaterem anegdot. Jego opiekun roku warszawskiej PWST Kazimierz Rudzki powiedział kiedyś: Jestem tylko dlatego profesorem, żeby Bohdan Łazuka mógł zostać magistrem". Jeremi Przybora oglądając występy Łazuki przyznał w jednym z wywiadów, że ten młody artysta nie do końca zdaje sobie sprawę ze skali własnego talentu.

Dzisiejszy 80 latek w swym bujnym życiu artystycznym, towarzyskim i uczuciowym miał powody czuć się dzieckiem szczęścia. W komedii "Nie lubię poniedziałku" reżyser zaproponował mu, by zagrał samego siebie. Łazuka powraca więc nad ranem po jednej z imprez i ponieważ jest wyraźnie pod wpływem alkoholu odstawia samochód i trzymając się korby sunie po nieczynnych jeszcze rano torach tramwajowych w stronę domu.

Prawdziwym żywiołem Bohdana Łazuki zawsze była muzyka. Już w dzieciństwie spędzonym w rodzinnym Lublinie wydawał się być królem życia.. Wiele czasu spędzał z kolegami by słuchać koncertów w Sali "Lublinianki". Nie mając pieniędzy na prawdziwe instrumenty udawali orkiestrę. Jedna z nauczycielek, gdy zobaczyła go udającego perkusistę uznała, że ma świetne poczucie rytmu i namówiła by zdawał do szkoły muzycznej. Jako piosenkarz wylansował wiele przebojów. "Bohdan, trzymaj się", "Dla mnie ty", "Odrobinę szczęścia w miłości", "Miłość złe humory ma". I wiele innych Był też słynny duet z barbarą Krafftówną "Przeklnę Cię" z Kabaretu Starszych Panów i odpowiadająca jego zainteresowaniom sportowym piosenka "Uliczka w Barcelonie" . Na początku tego roku nagrał płytę "Nocny Bohdan". Tak mówił o tym w "Rzeczpospolitej": - Album skomponował i zaaranżował z rozmachem Piotr Remiszewski z pomocą Marcina Nierubca. Wystąpiłem tam w wielu niecodziennych duetach. Z ludźmi, których lubię, podziwiam i cenię. Z Dodą, Miką Urbaniak, Natalią Niemen, Danielem Olbrychskim czy Maciejem Maleńczukiem. Dla czytelników "Rzeczpospolitej" spora niespodzianka, bo słowa do pięknej piosenki "Czy to ten dzień", którą wykonuję z Red Lips, napisał wasz redaktor naczelny Bogusław Chrabota, znany z miłości do bluesa.

Udział w nagrodzonym właśnie spektaklu "Biesiada u hrabiny Kotłubaj", jak przyznaje, okazała się spełnieniem marzenia, by zagrać w Gombrowiczu.

- Za Gombrowiczem tęskniłem od lat. Ciągle miałem wrażenie, że to uczucie nieodwzajemnione, bo żaden reżyser nie wpadł na to, by mnie w nim obsadzić. I kiedy już straciłem wszelką nadzieję, zadzwonił do mnie Adam Hanuszkiewicz. Mówił, że chce zrobić "Transatlantyk". Kiedy zaproponował mi w nim udział, tak się ucieszyłem, że zamówiłem wszystkie tomy "Dzienników". I tu, proszę sobie wyobrazić, kolejny pech. Hanuszkiewiczowi zabrali Teatr Nowy. Bardzo to przeżył, rozchorował się, zamknął się w sobie, zaczął unikać kontaktu z ludźmi, a potem zmarł. I ja, jak się śmiałem, zostałem z tymi dziełami Gombrowicza, jak Himilsbach ze swoim angielskim. I tu nagle minęło kilka lat i zadzwonił do mnie Robert Gliński, że planuje telewizyjną wersję "Biesiady u hrabiny Kotłubaj..." a mnie proponuje rolę barona Apfelbauma. Przeczytałem scenariusz i czułem, że Gombrowicz napisał tę postać dla mnie.