powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Mykietyn: niefajne

Ktokolwiek układał program koncertu, dobrze go ułożył: fajne, masakra, fajne. Gdyby masakrę dać na początek, byłaby masakrą otwarcia, na co wieczór mógłby wziąć i paść, i już nigdy nie wstać - pisze Maciej Stroiński na blogu Destroix.

Gdyby dać na koniec, wieczór by się zesrał i niesmak by został. A tak masakra, włożona w "kanapkę", obłożona fajnym, była jak szpinak, który zeżarłeś w panierce z czegoś innego, czyli nie tak boli. Koniec masakry, a oni mówią, że będą bisować! Dzięki Bogu bis nie był powtórką, był Astorem Piazzollą, tym z "Frantica". Więc słyszą, co grali, i wiedzą, że trzeba było wezwać pogotowie.

Nasi tam byli i to, niestety, w pozycji masakry. "Koncert podwójny na dwa flety i orkiestrę symfoniczną" Pawła Mykietyna na pewno jest ważnym utworem muzyki współczesnej, bo się, kurwa, nie da słuchać! Autentycznie. Piszczenie, rzępolenie, zarzynanie zmysłów. Nie poćwiczysz do tego. Ale taka widać ambicja muzyki wysokiej, by zgnoić słuchacza. Wysoki teatr zachowuje się podobnie.

Paweł Mykietyn jest kompozytorem tylko czasem teatralnym, tylko między innymi teatralnym. Poza tym, jak słychać, ambitnym. W teatrze gra ładnie.

Pyknęli również IV symfonię Beethovena i to było pierwsze fajne. Mogłem się skupić na procesie wewnętrznym, spokojnie posłuchać, spokojnie pomyśleć, usłyszeć sam siebie. Nie będę streszczał, co sobie myślałem, bo to była prawda, a prawda najbardziej boli i mi tego nie wybaczą. Prawda nie dotyczyła sytuacji w filharmonii! Oderwałem się myślami, Beethoven nie przeszkadzał, wręcz pomagał nawet. Wyszedłem z koncertu mocno nasłuchany i tak zaczynam weekend na bogato: jutro premiera Pakuły, w niedzielę operka. Mówię teraz "na bogato", bo po obejrzeniu mogę już nie mieć czym się tak podniecać.

***

Beethoven (op. 60), Mykietyn ("Koncert podwójny na dwa flety i orkiestrę symfoniczną"), Daniel Schnyder ("Koncert na orkiestrę kameralną") - Filharmonia im. Szymanowskiego w Krakowie, dyrygent Charles Olivieri-Munroe