Agnieszka Kurowska (sopran) o przełomach w karierze w rozmowie z Maciejem Weryńskim.
" - Lubi Pani szokować? - Zawodowo? - Oczywiście. - Raczej nie. Nigdy nie zrobiłam czegoś dla szoku. Jeżeli to się czasem zdarza, to dlatego, że partia, którą śpiewam jest szokująca. - Pytam o to oczywiście z powodu ostatniej Pani roli - Kostelnićki w Jenufie Janacka. Udało się Pani zaskoczyć wszystkich - publiczność, krytykę, kolegów. Ta Kurowska, kojarzona z maratonami mozartowskimi i Rossinim, w tak innej i muzycznie, i aktorsko partii... - Tak, to był szok. Tyle że to nie moja zasługa. Przede wszystkim to sprawa muzyki Janaćka. Poza tym głównym sprawcą był dyrektor Stefan Sutkowski, który mnie w tej roli obsadził. O premierze Jenufy mówiło się już od dawna, pragnęła jej reżyserka, Jitka Stokalska, która chciała pokazać ten fragment swojej rodzimej kultury. Cały czas myślałam o sobie jako o Jenufie, a dyrektor zaproponował mi rolę jej macochy. W końcu postanowiliśmy, że czas zacząć nowy etap. Rezygnujemy z ról taki