powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Warszawa. List otwarty w sprawie Instytutu Teatralnego

Do sekcji polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych - AICT Polska.

Szanowni Państwo,

z wielkim zdziwieniem przeczytałem opublikowany 11 października 2018 na stronie AICT Polska tekst "Ujazdowskie pole minowe" dotyczący "sytuacji i programu" Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego. Jego autorem jest Członek Zarządu AICT/IAC Konrad Szczebiot. Wydaje się niemożliwe, że absolwent Wydziału Wiedzy o Teatrze, wykładowca akademicki i człowiek pracujący w teatrze może nie mieć podstawowej wiedzy, jaką instytucją jest Instytut Teatralny i czym zajmuje się na co dzień. A jednak tekst ten jest świadectwem takiej właśnie niewiedzy.

Szczebiot pisze, że "w obecnej formule Instytut stanowi li tylko delegaturę MKiDN (taki "zamiejscowy departament"), całkowicie finansowo i w dużym stopniu programowo temu ministerstwu podporządkowany". Z tego też powodu - dowodzi dalej - dyrekcja Instytutu powinna zostać wybrana przez ministra "spośród zaufanych osób". Stwierdzenia te odsłaniają głębokie niezrozumienie podstawowej zasady autonomii instytucji kultury, działających na podstawie Ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, a nie Ustawy o pracownikach urzędów państwowych. To ważne rozróżnienie sprawia, że Instytut Teatralny nie tylko może, ale nawet musi, prowadzić autonomiczną działalność programową oraz samodzielną gospodarkę finansową (o czym mówi wprost Art. 27 wspomnianej Ustawy). Dlatego kandydat na dyrektora musi przedstawić w konkursie własny program.

Autor dramatycznie odsłania swoją niewiedzę, ponieważ ubolewa nad brakiem zainteresowania obszarami, którymi Instytut zajmuje się każdego dnia. Pyta, dlaczego nie zorganizował do tej pory "polskiego showcase'u" przeznaczonego dla krytyków ze świata, dlaczego nie tłumaczy na inne języki tekstów o polskim teatrze i nie ułatwia obecności polskich twórców na światowych festiwalach (m.in. w Edynburgu). Odkładając na chwilę na bok argument, że promowanie polskich twórców za granicą jest podstawowym zadaniem Instytutu Adama Mickiewicza, warto wskazać choćby fakt, że kilkanaście dni temu ze współfinansowanych i współorganizowanych przez Instytut Teatralny pokazów w Nowym Jorku wrócił spektakl "Cezary idzie na wojnę" Komuny // Warszawa. Pojechał tam prosto z Fringe Festival w Edynburgu. Teksty o współczesnym polskim teatrze i performansie - tłumaczone na język angielski - publikujemy od trzech lat w wydawanym przez IT oraz Akademię Teatralną naukowym czasopiśmie "Polish Theatre Journal". Zorganizowany przez nas w Bydgoszczy showcase "Polska New Theatre" zgromadził blisko 100 osób z całego świata piszących o teatrze - do dziś ta grupa utrzymuje ze sobą silny kontakt dzięki platformie, którą oddaliśmy w jej ręce. A jest to tylko kilka pierwszych przykładów - listę tę można ciągnąć długo.

Działania Instytutu, o których Konrad Szczebiot posiadł jakąś wiedzę, nazywa "niemającą długotrwałych konsekwencji drobnicą". Pisze tak m.in. o organizowanym co roku Dniu Teatru Publicznego i akcji "Bilet do teatru za grosze" (dzięki której na widowniach teatrów zasiada co roku kilkadziesiąt tysięcy widzów); pisze tak o fundamentalnych dla polskiej myśli teatralnej publikacjach tłumaczonych na wiele języków i wydawanych z najlepszymi humanistycznymi wydawnictwami na świecie; pisze o pracy Działu Pedagogiki Teatru IT, który nadał temu pojęciu zupełnie nową rangę i znaczenie; o Konkursie im. Jana Dormana, za sprawą którego wartościowy teatr, mówiący o ważnych sprawach, pojawia się w szkołach; o konkursie "Klasyka Żywa" (w którym Szczebiot jest członkiem Komisji Artystycznej); o Teatrze Polska - programie, dzięki któremu przez 10 lat w 451 miejscowościach i wsiach bez stałego dostępu do teatru odbyło się 1569 pokazów (obejrzało je ćwierć miliona widzów); o Konkursie Fotografii Teatralnej (właśnie zakończyliśmy liczenie zgłoszeń w tegorocznej edycji: 230 zgłoszeń - 1400 zdjęć); pisze w końcu o wortalu e-teatr, z którego zapewne codziennie korzysta oraz o Encyklopedii Teatru Polskiego (i milionie jej użytkowników), której zasoby za kilka lat stanowić będą główne źródło wiedzy o polskim teatrze. Znów przerywam tu wyliczenia, odsyłając po prostu Autora na stronę www.instytut-teatralny.pl (podstrona Projekty).

Nie jest moim wielkim zmartwieniem, że ktoś, kto pisze o pracy IT, nie zagląda w to miejsce. Martwi mnie natomiast, że osobą niemającą pojęcia o tym, czym się zajmujemy, jest były dyrektor Departamentu Narodowych Instytucji Kultury MKiDN, który pełniąc tę funkcję, "opiekował się" Instytutem. Od takiego Autora wymaga się więcej. Powinien na przykład rozumieć obowiązujący w Polsce ład instytucjonalny, rozumieć, czym jest skuteczne upowszechnianie wiedzy o teatrze, wiedzieć o tym, że historia teatru zaczyna się od dokumentacji. Od takiego Autora można wreszcie oczekiwać, że znając historię polskiego teatru, będzie wiedział, do czego prowadzą sytuacje, w których polityka zaczyna zajmować się teatrem, a teatr nie może zajmować się polityką i jakie zagrożenia płyną z zawłaszczania kultury przez władzę. Słuchaliśmy o tym obaj, siedząc w tej samej sali wykładowej w murach Akademii Teatralnej.

Fantazją o wybieraniu przez Ministra "zaufanych osób" Szczebiot podważa nie tylko ideę konkursu jako demokratycznego mechanizmu weryfikacji pracy dyrekcji (bo przecież wygrać może jego zdaniem tylko "człowiek zaufany"), ale przede wszystkim Art. 60 Konstytucji RP, który mówi o tym, że "obywatele polscy korzystający z pełni praw publicznych mają prawo dostępu do służby publicznej na jednakowych zasadach". W przeciwieństwie do niego wierzę, podobnie jak moi Koledzy i Koleżanki z Instytutu Teatralnego, że najważniejszym kryterium w wyborze dyrektora naszej instytucji będą kompetencje, a nie obecność na liście "osób zaufanych".

Dlatego z coraz większym niepokojem przyjmujemy - jako Zespół IT - fakt, że zapowiadany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego konkurs wciąż nie został ogłoszony. Kadencja obecnego kierownictwa kończy się 31 grudnia 2018 roku, a warunki przystąpienia do procedury konkursowej nadal pozostają nieznane. Tymczasem jesteśmy przekonani, że z racji wagi, jaką dla środowiska teatralnego ma nasza instytucja, konkurs ten powinien mieć szczególnie publiczny i transparentny charakter.

Rozumiemy przez to na przykład zawarcie w regulaminie konkursu zobowiązania, że spełniający kryteria formalne kandydaci upublicznią swoje programy jeszcze przed rozstrzygnięciem konkursu. Stworzy to szansę poddania ich koncepcji realnej dyskusji z udziałem całego środowiska. Środowiskowej legitymizacji konkursu służyć może także powołanie do komisji przedstawicieli organizacji i stowarzyszeń, reprezentujących różne środowiska teatralne: twórców, aktorów, badaczy, widzów. MKiDN, jako organizator Instytutu, dysponuje w przypadku tego konkursu aż pięcioma głosami w komisji, co daje dogodną możliwość rozszerzenia przewidywanej w ustawie reprezentacji stowarzyszeń środowiskowych i przeznaczenia dla nich więcej niż dwóch miejsc.

Z całą mocą podzielamy wyrażone przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego przekonanie, że konkurs na dyrektora Instytutu Teatralnego powinien dać "możliwość zaprezentowania różnorodnych koncepcji działalności instytucji i stylów zarządzania" oraz stworzyć ramy do "twórczej dyskusji nad kierunkami rozwoju instytucji". Jesteśmy pewni, że nasze propozycje wzmacniają takie właśnie rozumienie idei tego - i każdego innego - konkursu na dyrektora instytucji publicznej.

Łukasz Orłowski

kierownik Działu Komunikacji i Promocji | rzecznik prasowy

Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego