powiększwersja do drukupoleć znajomemu

VR, techno lub wspólnotowa separacja

"Nietota" Tadeusz Micińskego w reż. Krzysztofa Garbaczewskiego w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Pisze Aleksandra Sidor w Teatrze dla Wszystkich.

To nie pierwszy raz, kiedy Garbaczewski korzysta z technologii VR w swojej pracy artystycznej. W przypadku jednego z jego poprzednich projektów - "Locus Solus" - widz w odosobnieniu zatapiał się w fantasmagoryczny świat, a towarzyszyła mu jedynie bardzo gęsta i przytłaczająca narracja. "Nietota" z założenia jest przeciwieństwem, choć jej rozrywkowa i atrakcyjna forma tworzy iluzję wspólnotowości.

Przed rozpoczęciem spektaklu każda osoba, która wchodziła bez skoku adrenaliny, a tak naprawdę gnębiącego niepokoju o dostępność specjalnych okularów, otrzymywała tzw. "drzewko" - jedną z gałęzi drzewa z rozwidleniami mniejszych gałązek, pomiędzy którymi poprzetykano nitki, wstążki i druty. A te prowadziły do głośnika podczepionego na samym środku głównej gałęzi. Wraz z wejściem na salę uderza pustka w przestrzeni - w zasięgu wzroku można odnaleźć tylko pufy porozstawiane pod ścianami. Osoby z "drzewkami", a później z okularami umożliwiającymi poruszanie się w wirtualnej przestrzeni, zostały usadzone na środku sali. Reszta widzów zajmuje najbardziej bezpieczne miejsca na pufach. W pierwszej części, jeszcze przed wkroczeniem w rzeczywistość wirtualnej "Nietoty", poznajemy ogólne zasady rządzące światem wykreowanym przez twórców - w tym sposób poruszania się w VR-ze poprzez skoki. Z niektórych "drzewek" (czy też "totemów" - jak nazywają je aktorzy) zaczyna dobywać się szum, plusk wody, miauczenie kota. Przechodzimy do alternatywnej, sztucznie wykreowanej rzeczywistości.

Grafika w VR-ze bardzo przypomina tę z gier komputerowych z lat 90. - kanciaste brzegi, przenikanie/rozmywanie się ścian obiektów wraz z naszym ruchem, niejednokrotnie widoczne piksele. To jednak w żadnej mierze nie przeszkadza, gdyż od razu pozwalamy pochłonąć się przez ten świat, dzięki przełożeniu naszego ruchu ze świata rzeczywistego na ten wirtualny.

"Nietota" staje się dla Garbaczewskiego pretekstem do stworzenia oscylującego wokół mityczności, ale i psychodelii świata. Nawet najdłuższe cytowane fragmenty z powieści są w pewnym momencie zagłuszane pulsującą, głośną muzyką lub zostają wyartykułowane przez aktorkę w taki sposób, że nie jesteśmy w stanie nic zrozumieć. Jeżeli mamy szukać jakichkolwiek elementów z "Nietoty" Micińskiego to właśnie w świecie przedstawionym za pomocą technologii. A raczej w jego fragmencie. Widzimy rozpościerające się za horyzontem Tatry, wijącą się przed nami drogę, budynki. Gdy podejdziemy bliżej polany, widzimy mechanicznie poruszające się w powietrzu korpusy ciał, obok nich - przeskalowaną głowę. Gdy popatrzymy w niebo, to zauważymy wstęgi światła - różowego, które przenika się z żółtym, a po chwili z niebieskim. Gdy popatrzymy w niebo, już w czasie wspólnego odpoczynku (przyspieszona sesja medytacji), zobaczymy ostre brzegi kolejnych odcieni nieba - od szarego po granatowy.

Od momentu podzielenia się widzów na tych w środku i tych siedzących na pufach, dochodzi do pewnego zgrzytu, bo już od samego początku mamy do czynienia z wyraźnym podziałem, a w intencji twórców "Nietota" miała być wydarzeniem jednoczącym, wspólnotowym. Na ten fakt wskazuje wykorzystanie tym razem VR-u w taki sposób, aby widzowie w drugiej (sztucznej) rzeczywistości widzieli awatary innych uczestników - tak samo wyglądających, ale też pokracznych postaci. Wszyscy wykonują wspólnie zadania typu: zbieranie totemów, podążanie za wielorybem, wspinanie się po kamiennej drodze. Razem odpoczywamy. Jednak widzowie bez dostępu do technologicznej warstwy spektaklu są dotąd odseparowani - mogą się jedynie przyglądać. Jak nietrudno się domyślić - spektakl z VR-owymi okularami dla kilkudziesięciu osób to droga impreza i tu przy zakupie biletów rządzi zasada "kto pierwszy, ten lepszy". Lecz to skutkuje tym, że wszyscy widzowie mogli czynnie współuczestniczyć w spektaklu dopiero na sam koniec, w czasie wspólnego tańca - sceny przypominającej imprezę techno.

"Nietota" Garbaczewskiego, mimo swoich wad, stała się kolejnym etapem w eksplorowaniu możliwości nowych mediów w języku teatralnym. Przyglądanie się temu, a w szczególności uczestnictwo widzów, jest niesamowicie wciągającym i fascynującym doświadczeniem. W głównej mierze za sprawą aktorów, którzy stają się przewodnikami, ale również współtowarzyszami w psychodelicznej wędrówce. Relacja widz-aktor u Garbaczewskiego nie jest opresyjna czy ofensywna - aktorzy od samego początku starają się nawiązać z publicznością dialog, wzbudzić zaufanie, przez co wykonywanie kolejnych próśb czy poleceń nie wiąże się w żaden sposób z dyskomfortem. W tej relacji tkwi siła poczucia wspólnoty.