powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Rocznicowo

"Deprawator" Macieja Wojtyszki w reż. autora w Teatrze Polskim w Warszawie. Pisze Aneta Kyzioł w Polityce.

Cztery lata temu w Teatrze Narodowym Maciej Wojtyszko z sukcesem wystawił "Dowód na istnienie drugiego", własną wariację na temat spotkań w 1965 i 1966 r. Witolda Gombrowicza i Sławomira Mrożka na południu Francji. Spektakl w lekkiej formie portretował tuzy polskiej literatury (i myśli), konfrontował ich strategie twórcze i życiowe. Jan Englert i Cezary Kosiński dostali świetny materiał i go nie zmarnowali. W wystawionym w Polskim w ramach obchodów 100-lecia niepodległości "Deprawatorze" Wojtyszko wraca na południe Francji i do roku 1966, tym razem każe się spotykać autorowi "Trans-Atlantyku" z Czesławem Miłoszem, jednak ta sztuka ma niestety wszelkie cechy dziełka rocznicowego. Sztuczne dialogi pełne są "polskości", często zresztą brzęczą w nich efekciarskie aluzje do współczesności. Miłosz i Gombrowicz ostro krytykują wady Polaków, zaś dorzucony tu chyba tylko z powodu Roku Zbigniewa Herberta i potraktowany instrumentalnie twórca "Pana Cogito" jest lichym i nieprzekonującym - do tego podkreślana jest jego choroba psychiczna... - obrońcą patriotyzmu na modłę prawicową. W drugiej części sztuka nagle skręca w stronę ckliwego melodramatu, z relacją ze ślubu Gombrowicza z Ritą, z jego choroby, pożegnania i śmierci. Płytkie rozważania o polskości ustępują równie płytkim rozmowom o Bogu. Andrzej Seweryn i Wojciech Malajkat jakoś bronią się w rolach Gombrowicza i Miłosza (zabawna jest też Magdalena Zawadzka jako przyjaciółka Gombrowiczów, polska aktorka Iza de Neyman), ale z próżnego i Salomon...