powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Roboty Stanisława Lema zadomowiły się w warszawskim Guliwerze

"Przyjaciel Automateusza" Stanisława Lema w reż. Michała Derlatki w Teatrze Lalek Guliwer w Warszawie. Pisze Anna Czajkowska w Teatrze dla Wszystkich.

Warszawski Teatr Lalek Guliwer ma nową scenę. Malutką, lilipucią, ale jakże przyjemną. W kameralnej przestrzeni dzieci będą mogły oglądać interaktywne spektakle, uczestniczyć w ciekawych warsztatach i różnorodnych działaniach edukacyjnych. To dobra wiadomość dla wszystkich młodych teatromanów oraz ich opiekunów. Z okazji inauguracji nowej sceny "Liliput" teatr zaprosił dzieci na premierę przedstawienia "Przyjaciel Automateusza", opartego na opowiadaniu o tym samym tytule, pochodzącego ze zbioru "Bajki robotów" Stanisława Lema.

Tytułowy bohater, robot Automateusz, postanawia wyruszyć w wielką podróż. Ale nie chce samotnie przemierzać dróg i dróżek, dlatego kupuje od zwariowanego Wynalazcy niewielkie urządzenie - elektrycznego, mikroskopijnego przyjaciela, rodzaj myślącego czipa, którego może umieścić w uchu. Wuch, bo takie imię nosi ten niezwyczajny przyjaciel, to uosobienie rozsądku i czystego rozumu. Jego zadaniem jest podtrzymywanie przyjacielskiej rozmowy oraz udzielanie swemu panu jak najlepszych, sprawdzonych naukowo rad. Automateusz wraz z Wuchem wsiadają na okręt. Niestety, statek na którym wypłynęli w morze uległ wypadkowi i Automateusz znalazł się na bezludnej wyspie. Zrozpaczony i bezradny oczekuje, że elektroniczny przyjaciel zaproponuje mu najbardziej racjonalne wyjście z sytuacji.

Zbiór "Bajki robotów", wydany po raz pierwszy w 1964 roku, jedno z najoryginalniejszych dzieł Stanisława Lema, polskiego twórcy literatury fantastyczno - naukowej, filozofa, pisarza, futurologa, eseisty i satyryka, przenosi czytelnika w świat podwójnie fantastyczny - świat baśni i literatury science fiction. Reżyser prezentowanej w Guliwerze inscenizacji, Michał Derlatka, pozostaje wierny oryginałowi i podobnie jak Lem umiejętnie łączy świat metafizyczny oraz motywy z klasycznych baśni.

Kameralna, malutka scena zamieniona została w rodzaj naukowo - badawczego laboratorium, gdzie przy użyciu kilku zarówno prostych, jak i skomplikowanych narzędzi - rekwizytów, elektronicznych gadżetów - powstają niesamowite i wspaniałe wynalazki. To znakomita okazja do zabawy i nauki. Opisana przez Lema rzeczywistość, w której króluje nieograniczona wyobraźnia, doskonale pasuje do tego otoczenia. Dzięki sprytnym rozwiązaniom scenograficznym udaje się odtworzyć wyspę, wielką morską podróż, a także wydarzenia, które dzieją się w miniaturowej pralce w uchu bohatera. Technologia, elektroniczne gadżety przyciągają uwagę dzieci. Mali widzowie poznają możliwości techniczne sprzętów, ich działanie. Pojawiają się też inne smaczki - dorosłych zainteresują zapewne takie relikty przeszłości jak telewizor marki Rubin czy peerelowski odkurzacz "jamnik" (niektórzy z nas dobrze je pamiętają).

Przedstawienie to opowieść o przyjaźni, jej chwiejności i sile, a także o nadziei. Twórcy spektaklu pokazują dzieciom, jaką moc ma wiara w niemożliwe. Historia Automateusza w przystępny i w bliski dziecięcemu postrzeganiu sposób obrazuje zderzenie racjonalizmu, pozornie "dobrych" rad, rozsądnych refleksji z wiarą i ufnością. Spektakl jest dynamiczny, a zabawne dialogi, pozornie oderwane od życia fantazjowanie i niezwykłe wydarzenia podobają się dzieciom. Reżyser zachował i umiejętnie uwypuklił charakterystyczny dla Lema język - grę ze słowem, stylizację i parodię. Terminy pochodzące z nauk ścisłych i z baśni są częstokroć zespolone ze sobą, stąd zabawne, "lemowskie" zbitki słowne. Ale najważniejsi są bohaterowie opowieści o przygodach Automka.

Georgi Angiełow w roli Wynalazcy z powołania, i specjalizacji miniaturyzatora, jest znakomity. Wielokrotnie podziwiałam tego doświadczonego aktora na lalkowej scenie i muszę przyznać, że Angiełow w bardzo naturalny sposób, a także z wyczuciem i profesjonalizmem wciela się w każdą rolę. Tym razem jest podobnie. Wynalazca staje się narratorem opowieści, ponadto śpiewa, tańczy, nawet mówi w obcym języku. A wszystko z humorem i mistrzowską dokładnością. W roli Automateusza występuje Paweł Jaroszewicz, który jako przyjacielski, bardzo "ludzki" robot natychmiast zdobywa sympatię dzieci. Jego człowieczeństwo okazuje się górować nad mechaniczną sprawnością intelektualną maszyny myślącej, nawet tak malusiej jak Wuch. W postać złocistego Wucha wciela się Joanna Kowalska. Jej bohater ma w sobie sporo uroku, jednak częściej bywa irytujący. W końcu dzięki tej postaci autor starał się bezlitośnie wykpić racjonalizm. I to ze sporą dawką złośliwości, która na potrzeby spektaklu została nieco złagodzona. Automateusza gra nie tylko aktor, ale i lalka, mały robot, który swobodnie porusza się wśród kabli, desek i przewodów. Znakomity pomysł, który pokazuje dzieciom jak nieograniczone możliwości tkwią w każdym teatrze opartym na wyobraźni.

W "Przyjacielu Automateusza" nie znajdziemy nudnego filozofowania ani natrętnego dydaktyzmu - elementy wiedzy o świecie przekazane zostają w bajkowym opakowaniu, które reżyser wraz z aktorami przenosi na scenę. Absurdalny humor i lekka, baśniowa forma zgrabnie łączą się z przesłaniem i morałem, dzięki czemu dzieci z ogromnym zainteresowaniem śledzą sceniczną akcję, a teatr pozostaje w ich wyobraźni na dłużej, by nieustannie kusić i przyciągać swoją niecodzienną magią.