Kazio bije w kandydatów na prezydenta Wrocławia

"Kazio Sponge Talk Show" w reż. Anny Makowskiej-Kowalczyk i Grzegorza Mazonia we Wrocławskim Teatrze Lalek. Pisze Magda Piekarska w Gazecie Wyborczej - Wrocław.

«Kto nie widział, ten trąba. Wyborczy talk show Kazia Sponge we Wrocławskim Teatrze Lalek miał zaledwie dwudniowy żywot. Trzeba przyznać, że sześciolatek z gąbki rozdawał ciosy sprawiedliwie - obrywało się wszystkim po równo, od prawa do lewa.

I tylko polityczna rzeczywistość zaskoczyła teatr - Kazio nie był w stanie nadążyć za zmieniającą się jak w kalejdoskopie paradą kandydatów na prezydenta Wrocławia. Bo ledwie chwilę temu było ich siedmiu, potem, niedługo przed premierą jeden odpadł, a dosłownie na kilka godzin przed jej rozpoczęciem pojawił się kolejny.

Pominięto za to jednego z dwóch oficjalnie zarejestrowanych - Jarosława Bogusławskiego, przedstawiciela narodowców.

Trochę szkoda, bo stanowiłby znakomity cel satyry. Ale ponieważ teatralny show ma konwencję powstającego częściowo na żywo, na gorąco komentarza do rzeczywistości, trzeba przyjąć i zaakceptować, że sceniczny stan kandydatów nie będzie się do końca zgadzał z tym rzeczywistym. A twórcom spektaklu - Kaziowi, Annie Makowskiej-Kowalczyk (scenariusz, teksty piosenek) i Grzegorzowi Mazoniowi (muzyka) to wybaczyć.

Kazio wprowadza nas w meandry polityki, pokazując - na przykładzie prostej alternatywy między majonezem Winiary a Kieleckim - jak łatwo można podzielić naród, a zachęcając do wspólnego odśpiewania finału piosenki Mirosławy Stachowiak-Różeckiej ("Czuję się jak w niebie") - jak łatwo nim manipulować. I obiecuje - jeżeli przed spektaklem mieliście wątpliwości, na kogo głosować, to po wyjściu z teatru będziecie ich mieli jeszcze więcej.

Przede wszystkim jednak zaprasza na scenę kandydatów, którzy na sobotnim spektaklu pojawili się tylko - niestety - w lalkowej, teatralnej formie. Ich naklejone na karton fotografie twarzy zostały przyczepione do nagich, plastikowych lalkowych korpusów. W większości tej samej wielkości, z jednym wyjątkiem - o kilka rozmiarów mniejszy Jacek Sutryk siedział na kolanach Rafała Dutkiewicza.

Szkoda, że żaden z bohaterów spektaklu nie pofatygował się na premierę osobiście. Zderzenie z taką karykaturą tworzyłoby ciekawe pole obserwacji dla widowni, które mogłoby zaowocować korektą wyborczych preferencji. Kandydat, któremu już na starcie brakuje dystansu do samego siebie, nie rokuje najlepiej. Czyżby przestraszyli się Kazia?

Mieli prawo, trzeba zresztą przyznać, że ich naszkicowane w piosenkach charakterystyki były bardzo trafione. Niezależny kandydat widmo, czyli Robert Butwicki, śpiewał: "Nikt mnie nie słyszał/ Nikt mnie nie widział/ Dobrą zmianę chciałem/ A kosza dostałem". Specjalista kolejkowy, czyli Jerzy Michalak, oświadczał: "A że w głowie mam olej/ Wiem, że to moja kolej!". Dutkiewicz namawiał Sutryka: "Choć zrobimy miastu wała/ Pokieruję cię/ Rządziłem tu w cholerę długo/ Uzależniłem się", żeby usłyszeć odpowiedź: "Przejedziemy przez to razem/ Jak bracia czy kuchenka z gazem".

Stachowiak-Różecka weszła na scenę opasana żółtą gumową kaczuszką niczym pontonem, obiecując, że - w zgodzie z kaczą strategią - "wodne inwestycje/ zmiażdżą opozycję". Katarzyna Obara-Kowalska po oklejeniu całego miasta bilbordami ze swoją twarzą ma tylko jedną wątpliwość - czy to zdjęcie mogłoby się dla ułatwienia znaleźć na wyborczej karcie, tuż obok jej nazwiska?

Dialog Marty Lempart i Małgorzaty Tracz stylistycznie sięga korzeniami teatru greckiego - Kazio sięga tu po "Antygonę" Sofoklesa, a konkretniej - po rozmowę tytułowej bohaterki z siostrą, Ismeną, żeby ją leciutko, na okoliczność wrocławskich wyborów zmodyfikować. Dlatego Tracz (Antygona) pyta Lempart (Ismena): "Cóż więc skłoniło cię by przewodzić miastu,/ Teraz, gdy łączność nasza jest w pełni potrzebna?/ Czyś zasłyszała, czy uszło twej wiedzy/ Że znów wrogowie nasi się jednoczą?".

Siostry nie dochodzą jednak do porozumienia - okazuje się, że walka o władzę dzieli naród jeszcze skuteczniej niż opinia na temat majonezu.

Sobotnia premiera nie była wolna od usterek. Bo choć niektóre elementy radosnej scenicznej improwizacji dodawały Kaziowemu show dodatkowego smaczku (kandydaci uparcie zsuwający się z różowej, zrobionej z rolek papieru toaletowego sofy prowadzącego), to nie wszystkie pomysły wypaliły. Kompletnie niepotrzebna była prasówka czy kącik kulinarny - zbyt wymagające, jeśli chodzi o ogarnięcie scenicznej przestrzeni, zabierające czas na szerszą prezentację kandydatów i interakcję z widownią, sprawiały, że dramaturgia momentami siadała. W niedzielę miało być już lepiej, z większym biglem, z szybszym tempem.

Jednak mimo tych drobnych usterek wyborczy "Kazio Sponge Talk Show" dawał publiczności to, czego w przedwyborczym okresie potrzebuje najbardziej - rodzaj wentyla, pozwalającego spuścić odrobinę powietrza z napompowanych obietnicami kandydatur, nabrać dystansu do polityki, obśmiać jej przedstawicieli z góry na dół, nie oglądając się na to, co i jak wypada powiedzieć.

A choć spektakl mógłby być z powodzeniem grany do 21 października, to jego żywot, zgodnie z formułą, zakończył się w niedzielę. Na kolejną odsłonę tego cyklu, zatytułowaną "Memento mori", WTL zaprasza na 27 i 28 października.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego