powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Od Feminy do Powązek

"Niewarszawa" wg scenariusza i w reż. Michała Walczaka z Pożaru w Burdelu w Teatrze WARSawy. Pisze Wiesław Kowalski na blogu Teatr dla Wszystkich (platformie zastępczej Teatru dla Was).

"Niewarszawa", czyli "muzyczny seans spirytystyczny" w reżyserii Michała Walczaka, pokazany w sierpniowy wieczór w Teatrze WARSawy, to spektakl skromy, w niczym nie przypominający tych przedstawień, które Pożar W Burdelu serwował nam wcześniej na scenach choćby Teatru Polskiego, Syreny czy Studio. Jednak trudno nie zauważyć, że jest on również konsekwencją realizowania zadeklarowanego przez autorów programu "100 wskrzeszeń na 100-lecie niepodległości", zakładającego przypomnienie tych miejsc i tych ludzi, którzy żyją już tylko na kartach historii, w naszych wspomnieniach, anegdotach czy w starych polsko-żydowskich albumach spopielałych zdjęć. Walczak nie stara się traktować historii na kolanach - odgrzebując sylwetki zapomnianych Polaków, i przywołując ich na scenie w postaci duchów, nie stawia im pomników, nie gloryfikuje, nie traktuje z nabożeństwem, ale też i nie ośmiesza czy dyskredytuje.

Założenie i formuła zastosowana tym razem przez Michała Walczaka jest prosta i skromna, nie spodziewajmy się zatem żadnego widowiskowego show czy musicalowej rewii, nie będzie też żadnych nieprzyzwoitych żartów, a już na pewno skandalu - chodzi przede wszystkim o to, by powrócić przy pomocy piosenek i kilku komentarzy z offu do międzywojennej Warszawy, tej, która tętniła życiem rewiowych teatrzyków, operetek, literackich kawiarni, gdzie chodziło się do cyrku braci Staniewskich czy wesołego miasteczka na Pradze, odwiedzało groby na Powązkach, słuchało pieśni w Teatrze Femina (w piosence o nim nie mogło zabraknąć nazwy Biedronki) . Stąd też bohaterami piosenek podczas tego na poły nostalgiczno-sentymentalnego, trwającego zaledwie godzinę wieczoru (naprawdę szkoda, że tak krótko), będą mieszkańcy tamtej Warszawy, gwiazdy i ludzie przedwojennych lat - przede wszystkim aktorki, tancerki, modelki (Krystyna Krahelska) i sławne kobiety, treserzy, klauni, muzycy (August Agbola O'Brown, grający na perkusji), reżyserzy (Michał Daszyński), a także przypomną się bywalcy poetyckiej kawiarni pod Pikadorem, najpierw działającej na Nowym Świecie, potem w Hotelu Europejskim, gdzie swoje wiersze czytali między innymi Lechoń, Słonimski, Iwaszkiewicz, Tuwim czy Wierzyński.

Piosenki skomponowane przez Jacek Kita, który towarzyszy Lena Piękniewska, akompaniując na pianinie, przypominają klimat tamtych lat, co dodatkowo podkreśla kilka zabawnie użytych przez artystkę rekwizytów. Muzyka jest lekko jazzująca, swingująca, co jest ciekawym kontrapunktem dla przywoływania dawnej rzeczywistości. Bardzo istotnym tworzywem tego recitalu są wyświetlane projekcje (dobra robota Karolina Fender Noinska) - fragmenty starych filmów i fotografii, dzięki którym bez trudu przenosimy się na ulice Warszawy, pod pomnik Syrenki czy do miejsc, których już dzisiaj na mapie stolicy próżno by szukać. Obrazom towarzyszy sączący się lirycznie, bardzo spokojny głos Leny Piękniewskiej-Bem, która stojąc przy starym radiowym mikrofonie, próbuje przywołać tamten nieistniejący już świat słowem, dźwiękiem i melodią.

Piękniewska ma bardzo specyficzną, charakterystyczną barwę głosu, która najpełniej wybrzmiewa właśnie w piosence-balladzie tytułowej, znanej już z poprzednich programów Pożaru w Burdelu. To w tym nasyconym podskórną ekspresją utworze, nawiązującym do powstania warszawskiego, aktorka znakomitej trupy kabaretowej idealnie trafia w emocjonalny nastrój, który każe z pewną dozą rozrzewnienia i wzruszenia spojrzeć na zgładzony świat i miasto, którego już nie ma.

Recital wyreżyserowany przez Walczaka broni się jeszcze jednym - zastosowanym poczuciem humoru (jest on w muzyce, zachowaniu artystki, w tekstach piosenek), które w tamtych czasach wynikało z potrzeby szaleństwa, poszukiwania osobliwości, figlarnych postępków czy niewinnych błazenad. Wtedy było to spontaniczne odreagowanie na nową rzeczywistość. Pełne afirmacji życia i wolności. I o tym też przypomina dzisiejsza "Niewarszawa".