powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Dyczko przed Nehringiem

Tegoroczny Festiwal "Chopin i jego Europa" zainaugurowany został koncertem w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej i zebrał imponującą liczbę przybyłych gości i widzów - pisze Wiesław Kowalski na blogu Teatr dla Wszystkich (platformie zastępczej Teatru dla Was).

W tym gmachu, z racji remontu Filharmonii Narodowej, odbywać się będzie większość festiwalowych wydarzeń, na pozostałe trzeba się będzie udać do Studia im. Witolda Lutosławskiego i Zamku Królewskiego.

Na inaugurujący koncert zaproszono Orkiestrę Akademii Beethovenowskiej, dyrygenta Jeana-Luka Tingaud'a i solistów - Łukasz Dyczko (saksofon) i Szymon Nehring - Pianist (fortepian). Działający od 2003 roku młodzi instrumentaliści pod batutą francuskiego dyrygenta zaprezentowali program złożony z kompozycji Krzysztof Penderecki, Claude Debussy, Fryderyk Chopin i Maurice Ravel. Na początku zabrzmiało prawykonanie napisanego specjalnie na otwarcie Festiwalu Poloneza. Krzysztof Penderecki tym razem na zamówienie Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina stworzył utwór w charakterze tradycyjny, z zaledwie kilkoma harmonicznymi deformacjami, który interesująco wpisuje się w jego rocznicowy nastrój związany ze 100-leciem odzyskania przez Polskę niepodległości. Jego urodę można było podziwiać dwukrotnie, bo wykonany został również na zakończenie koncertu jako bis.

Jako pierwszy z solistów na estradzie pojawił się młodziutki, choć już laureat wielu konkursów, również międzynarodowych, saksofonista, Łukasz Dyczko. W jego interpretacji "Rapsodia na saksofon i orkiestrę" Debussy'ego pokazała ogromną wrażliwość i muzykalność studenta UMFC w Warszawie z klasy Pawła Gusnara. Warto przyglądać się i śledzić karierę tego instrumentalisty, który już w 2016 roku był nominowany do Paszportu Polityki. Rapsodia, pisana na zamówienie Elisy Hall, była bez wątpienia najciekawszym muzycznym doświadczeniem podczas tego wieczoru - Dyczko wraz z akompaniamentem orkiestry skupili się przede wszystkim na jej barwie i poetyckości. Efekt jaki osiągnęli, bez uciekania się do wirtuozowskich popisów, by naprawdę fascynujący. Dużo mniejsze wrażenie wywarła kolejna prezentacja z twórczości Debussy'ego - dziesięciominutowe Preludium do "Popołudnia fauna" z 1894 roku w tym przypadku w mało poetycki i malarski sposób oddawało nastrój i atmosferę tego dzieła, w którym dźwięki fletu są egzemplifikacją z jednej strony pożądania, z drugiej wszystkich śródziemnomorskich barw temu towarzyszących. Choć trzeba przyznać, że sekcja instrumentów dętych drewnianych starała się odnajdywać pastelowość zawartych w dźwiękach barw.

Zapewne duże oczekiwania melomani wiązali z występem Szymona Nehringa i jego interpretacją Koncertu fortepianowego f-moll op. 21. Początek, czyli Maestoso, był jednak dość rozczarowujący, coś zaczęło się kluć w Larghetto, ale najlepsze momenty przyniosła część trzecia. Nie było to jednak wykonanie w jakiś szczególny sposób olśniewające czy zaskakujące, choć po reakcjach publiczności można by myśleć inaczej. Dużo bardziej interesująco swoje możliwości pokazał Nehring w preludium "Żagle" Debussy'ego, zagranym na bis, gdzie udało mu się imponująco scharakteryzować całą konfigurację harmonii, kształt sekwencji melodycznych i wszystkie narracyjne zmienności.

Inaugurujący koncert zakończyła Symfonia C-dur "Roma" Georgesa Bizeta. Autor "Carmen" pisał ją długo, niemal dwanaście lat, często ją poprawiał i za życia jej wykonania nie usłyszał. Symfonia jest efektem jego pobytu we Włoszech i podróży, które po tym kraju odbywał. Ma charakter dość eklektyczny, pobrzmiewają w niech echa wielu inspiracji, między innymi Wagnerem, Berliozem czy Gounodem. Ale warto do niej powracać, bo jest dziełem nie pozbawionym wdzięku, momentami ciekawie zorkiestrowanym i dającym możliwość spojrzenia na rozwój kompozytora, który swoje największe dzieła napisał jako twórca dla teatru operowego.