powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Rzeczywistość napisana z Wielkiej litery

24. Międzynarodowy Festiwal Teatralny Kontakt w Toruniu. Pisze Aram Stern na blogu Teatr dla Wszystkich (platformie zastępczej Teatru dla Was).

Idea przewodnia tegorocznej 24. edycji Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego KONTAKT w Toruniu - OD WSCHODU DO ZACHODU została znakomicie odzwierciedlona nie tylko we wszelakich nowatorskich działaniach Laboratorium KONTAKTU, ale także w werdykcie jury. Najlepszym spektaklem festiwalu ogłoszono muzyczne przedstawienie ze stolicy Flandrii Wschodniej - Gandawy, pierwszorzędnym reżyserem oraz najwspanialszą aktorką zostali artyści ze stolicy Rosji, zaś nagrodę dla najlepszego aktora zamieniono na specjalną dla Teatru za niezwykłą odwagą polityczną, drażniącą samego Władimira Putina.

Śmiertelna transgresja Współczesnego Baletu Belgii

Widzowie śledzący KONTAKT od wielu lat spodziewali się zapewne wielkiego wydarzenia teatralnego, jakim w finale festiwalu miała być wizyta w Toruniu zespołu les ballets C de la B - wcześniej dwukrotnie goszczącego w grodzie nad Wisłą, zdobywcy Grand Prix w 2007 roku za spektakl "Vespers/Nieszpory Maryjne (vsprs)" Monteverdiego. W tym roku pod tym samym kierownictwem - reżysera Alaina Platela i kompozytora Fabrizio Cassola - flamandzcy artyści zaprezentowali swoje najnowsze - i jak się okazało równie wybitne - przedstawienie "Requiem dla L" oparte na ostatnim dziele Mozarta. KONTAKTowa publiczność dwukrotnie mogła obejrzeć swoisty rytuał pogrzebowy rodem z gorącej Afryki, w którym reżyser w swym metatekście idealnie stawia przecinki pomiędzy godnością człowieka a przekraczaniem granic kultury i etyki.

Tego typu transgresja rozgrywająca się na podestach przypominających formą pomnik Holocaustu w Berlinie jest osobliwym grobem zbiorowym, w jakim spoczął sam Mozart oraz miliony ofiar II wojny światowej. Muzyka ożywia go strumieniem emocji; strumieniem płynącym ze strony życia w kierunku śmierci, wartko, z chwilowymi skrętami afrykańskiego prądu, ostatnimi spojrzeniami czarnych oczu Lucille. To do niej aktorzy-żałobnicy wyśpiewują w pięciu afrykańskich językach "Requiem", potęgując jego moc swym znakomitym warsztatem muzycznym, pieśnią etniczną i plemiennym tańcem. To od jej twarzy, wydawałoby się współuczestniczki tego obrzędu, nie można oderwać wzroku. Les Ballets Contemporains de la Belgique (Współczesny Balet Belgii) swoim widowiskiem - tak wspaniale łączącym klasykę z rdzenną tradycją i zupełnie nowym językiem scenicznym - bez wątpliwości zachwycił nie tylko publiczność i jury, ale także dziennikarzy akredytowanych przy Festiwalu i Radio GRA, które przyznało twórcy najlepszej oprawy dźwiękowej nagrodę Flisaczka.

Dramat uparcie niewygasły

Na tegorocznym KONTAKCIE równie mocno oczekiwano propozycji ze Wschodu, jaką była moskiewska "Panna bez posagu" Szkoły Sztuki Dramatycznej/Laboratorium Dmitrija Krymowa - z racji indywiduum reżysera będącego oddzielnym zjawiskiem na tle scen rosyjskich, z drugiej zaś z powodu obsadzonej w tytułowej roli wielkiej gwiazdy kina (zagrała m.in. w filmie "Stalingrad" F. Bondarczuka) - Marii Smolnikovej. Dmitrij Krymow swą bohaterkę Larysę Dimitrewną umieścił w nieco "zmurszałej", acz ciągle współczesnej scenografii sowieckiego kino-teatru - z ekranu kolejne postaci dramatu wychodzą na scenę jak w filmie Allena "Purpurowa róża z Kairu". Reżyser tworzy swój teatr genialnie świadomie, wtłaczając go w prostą, acz wysmakowaną sztuczność, zarówno w wiernie odtwarzanych kostiumach typowych dla Rosji u schyłku XIX wieku, ale także puszczając do widzów oko w wielu ukrytych współczesnych przypisach. Tak świadomym zabiegiem opartym na zasadzie modernistycznego mimetyzmu (skrajnie naturalnego, ale i w równym stopniu fałszywego) Krymow niezwykle skutecznie manipuluje publicznością za sprawą swego reżyserskiego kunsztu, umieszczając na scenie zarówno hiperwyraziste sylwety bohaterów dramatu, jak i... zamglonych statystów, stanowiących tło dla głównej bohaterki. Rosyjska Juliette Binoche, Maria Smolnikowa, grą ją na perfekcyjnym przydechu: z jednej strony zagubieniem i nadzieją na wyrwanie się z tego nieruchomego świata z Paratowem, z drugiej szalonym tańcem, śpiewem, tak jakby w jej pustce wszystko było nic nieznaczącą drobnostką. W jednej z najbardziej wstrząsających scen spektaklu - i jak się okazuje przedostatniej - piękna i przewrotna Larysa Ogudałowa ze swym trywialnym uśmiechem powie widzom, że pożyczonej monety już nie odda, gdyż wiadomo..., kto czytał sztukę - ten wie... Maria Smolnikova słusznie otrzymała od jury nagrodę dla najlepszej aktorki KONTAKTU, podobnie jak Dmitrij Krymow za reżyserię tego wybitnego przedstawienia.

Człowiek lepiony dla Putina

Nagrodę specjalną ufundowaną przez organizatorów KONTAKTU otrzymał moskiewski Teatr.doc - scena bohaterska i co chwilę bezdomna. Radość spowodowaną uznaniem dla przedstawienia musiał jednak przygasić fakt nagłej śmierci twórcy Teatru Michaiła Ugarowa (zarazem reżysera spektaklu "Człowiek z Podolska", na zdjęciu), która dokonała się na kilka tygodni przed rozpoczęciem Festiwalu. Feralny los spowodował odejście również i jego żony Eleny Greminy (dramaturżki i współzałożycielki słynnej sceny) na trzy dni przed KONTAKTEM. "Teatr, w którym się nie gra" przywiózł na festiwal przedstawienie dla siebie nietypowe, swoisty teatr absurdu, w którym władza przejmuje argumenty krytyków sztuki, a pojedynczy człowiek poddawany jest stopniowemu praniu mózgu. Bohater przedstawienia (Anton Iljin) - przeciętny mężczyzna mieszkający w Podolsku, mieście niebędącym żadnym symbolem i dla Rosji stereotypowym (co wyjaśnił obecny na KONTAKCIE dramaturg Dmitrij Daniłow) trafia na komisariat. Początkowo "przemoc" policjantów oraz komentarze zatrzymanego wcześniej Człowieka z Mityszcz (świetna rola Andronika Czaczijana) śmieszą nas - publiczność polską, ale KONTAKTowych gości z Rosji na widowni już nie... Moskiewska antyutopia potrafi jednak przerazić i trzeba przyznać, że m.in. z tego powodu obecność Teatru.doc na Festiwalu była wydarzeniem ze wszech miar ważnym.

Trudne relacje z symbolami władzy

"Człowiek z Podolska" Teatru.doc wpisał się idealnie, a wręcz podyktował kierunek społeczno-obyczajowy połowy tegorocznej edycji KONTAKTU. Inne propozycje konkursowe - "Sekretne życie Friedmanów" z Teatru Ludowego, "Po nas choćby kosmos" z Berlina czy monachijskiej sceny Hauptaktion ("Sytuacja z wyciągniętą ręką") oraz pozakonkursowa prezentacja spektaklu "Reykjawik '74" z Teatru im. Wilama Horzycy - nie wywołały wprawdzie u publiczności tak emocjonalnego stosunku i nie znalazły uznania u jury, choć spotkały się z aplauzem i wielowątkowymi dyskusjami w klubach festiwalowych. Największe wrażenie zdecydowanie wywarł spektakl obyczajowy Marcina Wierzchowskiego "Sekretne życie Friedmanów", który - podobnie jak w tutejszym "Mulholland Drive" - "opanował" szereg pomieszczeń toruńskiej sceny dramatycznej, zachwycił detaliczną kompozycją scenograficzną autorstwa Barbary Natalii Ferlak i pierwszorzędną grą krakowskich aktorów, a w szczególności Piotra Pilitowskiego w roli oskarżonego Arnolda Friedmana. Natomiast prowokująca i odważna propozycja Olivera Zahn'a w "Sytuacji z wyciągniętą ręką", badająca historię salutu powszechnie uważanego tylko za hitlerowski gest, sprawiła, iż publiczność obserwująca coraz bardziej wyczerpaną nim aktorkę (Sara Tamburini) czuła się wręcz niezręcznie i cierpiała razem z nią. W kontekście zjawiska coraz silniej narastających grup neonazistowskich w Europie przedstawienie to wywołało silny niepokój, zdecydowanie inny niż w przypadku "Mein Kampf" Rimini Protokoll, prezentowanym na KONTAKCIE w 2016 roku.

Wrzenie na scenie

"Sytuacja z wyciągniętą ręką", podobnie jak "Mein Kampf", wpisuje się w kontekst społeczno-dokumentalny współczesnego teatru, ale także w silnie obecny na Festiwalu teatr ruchu. Już samo niezwykle oryginalne otwarcie tegorocznego KONTAKTU - "Wielkie niebo. Od wschodu do zachodu" w wykonaniu całego zespołu Teatru im. Wilama Horzycy - zapowiadało, że nurt ten będzie podczas tej edycji silnie obecny. Festiwalowa widownia owacją na stojąco nagrodziła trud wielu prób (pod kierunkiem Natalii Iwaniec) do projektu opartego na ruchu Gaga, z jakim dzielnie, niezależnie od wieku i kondycji fizycznej, zmierzył się toruński zespół aktorski. Ruch miał także swoje nieszablonowe odbicie w spektaklu Maxim Gorki Theater z Berlina "Po nas choćby kosmos" w reżyserii Sebastiana Nüblinga. Grupa ośmiorga bohaterek i bohaterów ekspedycji na Marsa swą choreografią (Tabea Martin) w zabawny sposób, ćwicząc i tupiąc, przygotowuje się do występów w reality show i równie groteskowo komentuje współczesną rzeczywistość Niemiec, pełną społecznych i politycznych zagrożeń. Za to największy rezonans, i to w sensie dosłownym, ruch sceniczny znalazł w wielce oczekiwanym spektaklu Łukasza Twarkowskiego "Lokis", zrealizowanym w Litewskim Narodowym Teatrze Dramatycznym w Wilnie. Tu przede wszystkim przemieszczają się kamery, zaglądając w każdy zakamarek spektakularnej scenografii (Fabien Lédé), fenomenalnie zmieniają się obrazy (realizator wideo: Jakub Lech / światła: Eugenijus Sabaliauskas) i magnetyzująco tańczą aktorzy (choreografia: Pawel Sakowicz). W kilkunastominutowym transie, do nadprzeciętnie głośnej muzyki Bogumiła Misali, której świdrujące dźwięki bardzo trudno było wytrzymać. W kontekście nadmiaru bodźców, przemieszania biografii dwóch artystów (litewskiego fotografa, Vitasa Luckusa z jego kontrowersyjnym stylem życia, zakończonym zabójstwem i samobójstwem, oraz Bertranda Cantata, wokalisty francuskiej grupy rockowej Noir Désir - ten znów podczas krótkiej wizyty w Wilnie zabił swoją ukochaną, słynną francuską aktorkę, Marie Trintignant) i noweli Prospera Mérimée "Lokis", trzygodzinne przedstawienie, choć objawiło wspaniałą wizję sceniczną Łukasza Twarkowskiego, potrafiło widza mocno wyczerpać.

Absolut operacji formą

Klasyka na tegorocznym KONTAKCIE to nie tylko wspomniana wcześniej "Panna bez posagu", dramat z 1937 roku, ale też adaptacje tekstów zdecydowanie starszych. "Leonce i Lena" na podstawie sztuki Georga Büchnera, napisanej 100 lat wcześniej, w Teatrze w Bazylei przygotował Thom Luz - młody szwajcarski reżyser, aktor i muzyk, nazywany następcą Christopha Marthalera. Reżyser, choć wywrócił do góry nogami szkolną lekturę, umieścił akcję w przestrzeni totalnie zaprzeczającej przyjętym kanonom scenografii, skrytykował, a wręcz wykpił arystokratyczną, próżniaczą sferę, a z aktorów wycisnął pot do ostatniej kropli - to jednak stworzył piękny spektakl... o monotonii. Być może w obecnych, turbo-szybkich czasach i sam Marthaler nie zachwyciłby już tak KONTAKTOWEJ publiczności, jak miało to miejsce z jego "Murx den Europäer! Murx ihn! Murx ihn! Murx ihn! Murx ihn ab!" z Volksbühne w 1996 roku. A może jedno zetknięcie z artystyczną wizją Thoma Luza to za mało, by ją detalicznie pojąć?

Natomiast, na ile absolut operacji formą może odebrać widzowi nie tyle czas, a katharsis, pokazał Vladislavs Nastavshevs: reżyser, autor scenografii i muzyki do "Medei" Eurypidesa zrealizowanej w Rosyjskim Teatrze w Rydze. Ascetyczna scenografia, składająca się z podestu, dwóch krzeseł i ekranu, uwypukliła pozornie chłodną formę przedstawienia demonicznego świata Medei, która swoje złamane serce próbowała wyleczyć zbrodnią. Nieprawdopodobna maestria, składająca się z ekspresji fizycznej i głosowej wybitnej łotewskiej aktorki Guny Zariny, niewątpliwie pozostawiła w widzach KONTAKTU zachwyt graniczący z ekscytacją - takie aktorstwo spotykamy na scenach nieczęsto. Poszarpana z niebywałą błyskotliwością plastyczną materia dramaturgiczna "Medei", zaangażowanie dwóch chłopców (Andrejs Granenko i Arye Lerman) w podwójnej roli dzieci i nieziemskiego chóru, czy wreszcie komunikat do wieczności przekazany przez Posłańca (Maxim Busel) językiem sygnalistów, to obraz mistrzowsko wysmakowany i trudny do zapomnienia. Może jednak właśnie tak formalny perfekcjonizm sprawił, iż podziałał jak zimny prysznic o poranku i kazał myślami oraz czynami iść dalej przed siebie?

KONTAKTOWY dysonans

Sprawozdawca chciał w tej relacji nie zgłaszać żadnych pretensji w stylu "nie zgadza się z werdyktem" czy też "program festiwalu był letni" - miał być pogodny, wyrozumiały i nie tracić cierpliwości. I tak być powinno, gdyby nie trzykrotny zgrzyt z Paniami z Obsługi Widowni, które nieprzejednanie w CKK Jordanki podczas przerw i po spektaklach kazały piąć się schodami starszym i niepełnosprawnym widzom 17 rzędów w górę na poziom 0! A przecież z poziomu -1 na świeże powietrze powiozłaby ich wygodna winda! Tymczasem gdyby pozwolono widzom pozostać na poziomie - 1, to mogliby obejrzeć "performance" przygotowany przez ekipę "Lokis", czyli pięknie "tańczące" na robotach sprzątających kwiaty doniczkowe.

Takich okołofestiwalowych, najczęściej scenograficznych zauroczeń było na 24. KONTAKCIE więcej i niewątpliwie pozostaną w pamięci w postaci "smaczków" charakteryzujących pierwszą edycję międzynarodowego KONTAKTU przygotowaną przez dyrektorów Andrzeja Churskiego i Pawła Pasztę. Oczyszczające napięcie wywołało przerobienie kresek na ścianie aresztu w "Człowieku z Podolska" w napis "Jestesmy kebabem", a salwą śmiechu przyjęto dopisanie po czasie jeszcze kreski nad literką "s". W osobliwy trans wprawić zaś mogły: przecięte na pół pianino grające wkoło tę samą melodię rękawem koszuli wciąganym w magiel w szwajcarskim spektaklu "Leonce i Lena" i spadające bezustannie z ogromnego wieszaka kostiumy w rosyjskiej "Pannie bez posagu".

Wyżej opisane zabiegi, jakkolwiek ciekawe, nie zdeterminowały jednak przesłania ostatniej edycji toruńskiego KONTAKTU - "Od Wschodu do Zachodu". 24. edycja Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego KONTAKT umożliwiła widzom właśnie kontakt z twórcami rzadko, lub wręcz po raz pierwszy goszczącymi w Polsce, z teatrami, o których głośno za naszą wschodnią i zachodnią granicą, z rozbudowanymi elementami ruchu na scenie, nurtem polityczno-obyczajowym oraz z współczesnym odczytywaniem klasyki na najwyższym poziomie reżyserskim i aktorskim. KONTAKT wyraźnie otworzył się także na mieszkańców miasta poprzez nieprawdopodobnie rozbudowany program Laboratorium (większość z propozycji czynnie angażowała widzów w doświadczanie projektów) i rzeczywiście trwał od wschodu do zachodu słońca (zaczynał się śniadaniami z WEJśCIóWKI, a kończył w środku nocy w klubie festiwalowym PERS). Nie był wprawdzie w stanie pokazać pełnego bogactwa europejskich zjawisk teatralnych, jednakże w porównaniu z poprzednią edycją charakteryzował się niezwykle spójną koncepcją opisującą rzeczywistość z Wielkiej litery.