powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Pa, pa dla sezonu

Moja twórczość krytyczna dzieli się na dwoje. Część piszę dla branży, inną część dla ludzi. Branża to nie ludzie - o mijającym sezonie teatralnym pisze Maciej Stroiński na swoim blogu.

W branżowym tekście na koniec sezonu "Do widzenia po wakacjach" podsumowałem, ale nie ten sezon - napisałem o poprzednim. Trochę dlatego, że ten obecny chciałbym odzobaczyć, a ściślej - odprzeżyć. Tym się jednak różnię od milenialsów, że jak coś mi nie pasuje, wcale nie udaję przed sobą i światem, że to nie istnieje. Dlatego zabisuję już bardziej na temat.

Stary uratowany, o czym będzie później osobny komentarz, bo to gruba sprawa, a tymczasem wszyscy biorący udział, zamieszani w ratowanie mają już wszystkiego potąd. Przeżywamy "krach sukcesu", jak to Freud nazywał: miało się nie udać, ale udało się, i wreszcie rozluźniasz mięśnie, i sam już nie wiesz, co zrobić ze swym zmęczeniem. "ZWYCIĘSTWO! Kochać się zaraz będę ze sobą z tej radości" (Paweł Demirski, "Bitwa Warszawska").

A wracając do przyziemia. W mijającym sezonie sceną wiodącą teatru polskiego był po prostu Facebook. Tam się odbywały najgorętsze przedstawienia, performansy tożsamości, interakcje po nazwiskach. Odkąd nie mam Fejsa, bo usunąłem jak niechcianą ciążę, trochę czuję, że umarłem, o co zresztą mi chodziło, bo kiedy go miałem, miałem go za bardzo. Fejs to nie są kuluary, to nie jest widownia - Facebook to jest SCENA. I jak w analogu rżniemy równo z Niemców, tak na Fejsie z Ameryki. Chcemy mieć te same przewałki obyczajowe, te same triggery, te same szitstormy. No i mamy - znaczy, macie!

Też tak uważacie, że urobek Fejsa nie jest wcale żadną sztuką? Że wiele hałasu o nic, że - dalej Szekspirem - full of sound and fury, signifying nothing? Po tak zwaną twórczość dalej trzeba wyleźć z domu, kupić bilet i wysiedzieć. A gdy już oglądasz, nie da się przełączyć, nie ma na co inne kliknąć.

W sezonie 2017-2018 nie wymieniłbym jednego the besta, ale dwa już łatwiej. Jeden zapadł we mnie z racji swej teatralności, drugi z racji tekstu, czyli swej dramatyczności.

1. "Pod presją", reż. Maja Kleczewska, Teatr Śląski w Katowicach. Ciężko byłoby docenić jego walor literacki, bo w tym przedstawieniu prawie tekstu nie ma! Jest coś lepszego, ważniejszego teatralnie: cisza. Naczelne momenty są, kiedy nic nie mówią, i to jest najtrudniej, wyjść na scenę i świecić oczami. Wtedy zostaje wygląd (na zewnątrz) i energia (wewnątrz). W Pod presją od wyglądu są dekory i kamery, od energii Sandra, gwiazda przedstawienia. Jedno Pod presją, półtorej godziny, więcej robi w sprawie kobiet niż ten cały wrzask na Fejsie. Podobno spektakl nie adaptuje filmu Cassavetesa, tylko wiernie z niego zrzyna. Z czego taki wniosek, że już lepiej cudze, byle dobre było. Może kiedyś było lepiej, kiedyś lepiej potrafili, i nie wstyd pożyczać od nich?

2. "Ciemności" [na zdjęciu], reż. Monika Strzępka, Teatr im. Żeromskiego w Kielcach i Teatr IMKA w Warszawie. Tu z kolei wartość jest głównie tekstowa, głównie literacka. Spektakl lepiej brzmi, niż wygląda, o czym nas uprzedza tytuł. Dramatopisarz pozostaje z reżyserką w związku małżeńskim i w porozumieniu ducha. To miłość mówiła, kiedy reżyserka nazwała swojego męża "naszym czwartym wieszczem", ale ja się zgadzam, nie kocham, ale doceniam, mówiłbym to samo! Paweł Demirski przejdzie do historii jako najważniejszy polski dramatopisarz początku nowego wieku. I za sto, za dwieście lat dalej będą go czytali, będą wystawiali jego wierszowane teksty antyfejsbukowe. "Ciemności" odbijają się od "Jądra ciemności" Josepha Conrada, żeby na lewicy przeprowadzić krytykę wewnętrzną, przywołanie do porządku. Bo poprawność polityczna trochę ostatnio przegięła ze swoją świątobliwością, zbyt się przybliżyła do swojego "przeciwieństwa". Policzkiem w jej twarz poprawną jest Ciotka Europa, jedna z postaci dramatu, która głośno i wyraźnie mówi wszystko to, czego mówić nam nie wolno. Takie święte prawo fikcji literackiej. Nikt nie może mi uwierzyć, że ja to naprawdę lubię. Ale tak, naprawdę! Znam nawet innego, który też naprawdę, tylko on się jeszcze nie zna i dopiero się poznaje, a już się na Strzępce poznał.