powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Nie ma tylko jednej słusznej religii

"Natan mędrzec" Gottholda Ephraima Lessinga w reż. Piotra Kurzawy w Teatrze im. Horzycy w Toruniu. Pisze Anita Nowak.

Powstały w 1779 roku dramat Gotholda Ephraima Lessinga "Natan Mędrzec", którego premierą Teatr im. Wilama Horzycy skończył bieżący sezon, mówi o tym, że nie ma na świecie tylko jednej słusznej religii, bo każda może prowadzić do boga. Pod warunkiem jednak, że uczciwie przestrzega się zasad tej wiary, w której zostało się wychowanym, ale i szanuje pozostałe.

Kwintesencją owej prawdy jest w sztuce przytaczana przez tytułowego bohatera przypowieść o trzech pierścieniach, zaczerpnięta z popularnego w epoce Oświecenia "Dekamerona", a stworzona na początku ubiegłego tysiąclecia przez wygnanych z katolickiej Hiszpanii i Portugalii za wiarę, sefardyjskich Żydów. Wzmocnienie tej teorii stanowi zawieszona na centralnej ścianie sceny drabina. Symbol tej, która przyśniła się Jakubowi i obecna jest tak w judaizmie, jak i w chrześcijaństwie. W tej inscenizacji stanowi ona jedyny znaczący element na tle uniwersalnej szarej przestrzeni, w której rozgrywa się akcja dramatu.

Bohaterami uczynił tu Lessing przedstawicieli trzech nawet nie tyle najbardziej znaczących na świecie monoteistycznych religii, co najbardziej z sobą skłóconych- islamu, judaizmu i chrześcijaństwa. Fabuła utworu jest bardzo interesująca, obfituje w wiele zaskakujących zwrotów akcji. Autor opracowania tekstu a zarazem reżyser przedstawienia Piotr Kurzawa, dokonując dużych skrótów wydobył z utworu logiczną kwintesencję przesłania, chroniąc widzów przed zbyt może nużącą na scenie retoryką oryginału.

Znikomość zaprojektowanej przez Małgorzatę Pietraś oprawy plastycznej i skromność, także w zakresie kolorystyki, kostiumów przenosi całą uwagę widzów, a zatem i ciężar przedstawienia na grę aktorów. A trzeba przyznać, że ci na ogół bardzo sprawnie to trudne artystycznie wyzwanie podejmują.

Rolę Natana, bogatego kupca, a przede wszystkim niezwykle mądrego i uczciwego człowieka, powierzono Michałowi Markowi Ubyszowi. Jego bohater jest spokojny, zrównoważony, w najtrudniejszych nawet momentach bardzo opanowany. Stonowanymi środkami sygnalizuje emocje. Zdenerwowanie wykazując tylko w momencie, kiedy dowiaduje się od Daji o pożarze, w którym mogła zginąć jego córka, a jak się potem okazuje wychowanica, Recha. Co nie znaczy, że jego gra jest monotonna.

Przeciwnie, opalizuje delikatnymi barwami, różnicując je w zależności od sytuacji i reakcji rozmówców. Aktor nie nadużywa też gestów.

Jego przeciwieństwem jest bardzo ekspresyjnie grający postać Templariusza Maciej Raniszewski. Posługuje się żywą gestykulacją, szybko zmieniającą się mimiką. Bardzo różnicowanym tonem głosu reaguje też na nowe sytuacje. Jest współcześnie żywiołowy, emocjonalny, uzasadniając tym samym swoją gwałtowną reakcję podczas pożaru, z którego jako chrześcijanin ratował, w jego i obserwatorów mniemaniu, Żydówkę. Tę daleką od germańskiej natury gwałtowność wytłumaczy też na końcu, jego rzeczywiste, południowe pochodzenie.

Bardzo interesującą grą zwraca na siebie uwagę w tym spektaklu Tomasz Mycan, wcielający się w rolę Saladyna. Choć buduje postać nie wolną od silnych emocji, kreuje ją jakby z dystansem, nastroje rysując głównie mimiką twarzy. Znakomicie oddaje skrywanie przez swego bohatera tajemnicy pokrewieństwa między Rechą i Saladynem.

Z dziewczęcym wdziękiem w postać Rechy wciela się Joanna Rozkosz. Ciekawie komediowych rysów przydaje postaci służącej, Daji, Maria Kierzkowska. To jedna z najciekawszych ról w tym przedstawieniu. Tymczasem mrożącym krew w żyłach wzrokiem i ostrym jak dźwięk stali głosem budzi strach Niko Niakas jako okrutny i bezwzględny Patriarcha. Interesująco w epizodzie Bonafidesa prezentuje się Paweł Tchórzelski. Agnieszka Wawrzkiewicz zaś dobrze gra spokojną, rozsądną Sittah, siostrę Saladyna, która pociągając za niewidzialne sznurki, w dużej mierze steruje poczynaniami brata.

Wymowę przedstawienia wspiera też po części płynąca ze ścieżki dźwiękowej a po części grana na żywo muzyka Pawła Szamburskiego i Patryka Zakrockiego. Pobrzmiewają w niej motywy muzyki sakralnej wszystkich trzech religii.