powiększwersja do drukupoleć znajomemu

To jezioro damy tutaj czyli o polityce teatralnej redaktora Mrozka

Witold Mrozek, mój redakcyjny kolega z "Gazety Wyborczej", poświęcił felieton na portalu e-teatr.pl sprawie budowy nowej siedziby TR Warszawa na Placu Defilad - pisze Roman Pawłowski.

Ten projekt budzi ostatnio wiele kontrowersji, zaatakował go Jan Śpiewak, nieformalny kandydat lewicy na prezydenta Warszawy, który widzi w tym miejscu Park Centralny i chce, aby TR Warszawa pozostał w starej siedzibie na Marszałkowskiej 8, obiecując odzyskanie zreprywatyzowanego budynku przez miasto.

Do populistycznych argumentów i przedwyborczych obietnic Jana Śpiewaka redaktor Mrozek dorzuca swoje trzy gorsze. Kwestionuje sens inwestycji, argumentując, że warszawskim teatrom nie potrzeba nowych budynków, ale "pomyślunku", bo przecież "jest Opera Narodowa, o infrastrukturze porównywalnej z nowojorską MET", jest Nowy Teatr i "prawie niewykorzystywana, a oddana już parę lat temu Sala Laboratorium im. Krukowskiego przy CSW Zamek Ujazdowski", tudzież scena Teatru Narodowego, która ma, jak zachwyca się krytyk, "spektakularne możliwości". Poza tym według redaktora Mrozka koncepcja budowy nowego teatru na Placu Defilad jest zła, bo "minęły już czasy stawiania budynków specjalnie dla wybitnych artystów, odnoszących zagraniczne sukcesy".

Rozumiem przedwyborczą gorączkę na lewicy, ale redaktorowi Mrozkowi temperatura wyraźnie nie służy. Pół biedy, że krytyk miesza instytucje miejskie (Nowy, TR Warszawa) z narodowymi (Opera Narodowa, Teatr Narodowy, CSW), na które miasto nie ma żadnego wpływu. Gorzej, że sugeruje, jakoby nowy budynek na Placu Defilad był prezentem od władzy dla Grzegorza Jarzyny za jego zasługi. "To naprawdę nie jest ten moment w historii Polski i Warszawy, kiedy wystarczy powiedzieć: "Jarzynie należy się nowy osobny teatr przy placu Defilad, bo wielkim artystą jest" - grzmi redaktor Mrozek, bąkając coś o "dyrektorskich ambicyjkach" oraz "latach lobbingu".

Ta teza, nosząca znamiona personalnego ataku, jest nieprawdziwa i krzywdząca. TR Warszawa nie jest własnością jednej osoby: kieruje nim zespół ludzi, a wszystkie kluczowe decyzje podejmowane są kolektywnie. Nie jest to teatr jednego reżysera. W ostatnich czterech sezonach spektakle w TR Warszawa zrealizowało 13 reżyserów i reżyserek. Ostatnio zdecydowaliśmy o przesunięciu na inny termin dwóch dużych produkcji Grzegorza Jarzyny: "Shakespeare. Transformacje" i "Wojny trojańskiej", planowanych na ten i przyszły rok, aby zrealizować projekty innych twórców.

Decyzja, aby to właśnie zespołowi TR Warszawa powierzyć prowadzenie nowej sceny na Placu Defilad jest wynikiem wielu lat pracy i osiągnięć całej grupy twórców, związanych z tym teatrem na przestrzeni ostatnich 20 lat. To oni wypracowali międzynarodową pozycję, jakość artystyczną i wizerunek TR. Czy tego redaktor Mrozek chce, czy nie, TR Warszawa, a wcześniej Teatr Rozmaitości był i jest, by użyć miłego dla ucha krytyka określenia, kuźnią kadr nowego teatru. W teatrach Warszawy i całej Polski pracują dzisiaj ludzie, którzy zdobywali swoje pierwsze doświadczenia w schronie przy Marszałkowskiej 8: reżyserzy i reżyserki, aktorzy i aktorki, scenografowie i scenografki, dramaturdzy i dramaturżki, producenci i producentki, kuratorzy i kuratorki, nie mówiąc już o ludziach z ekipy technicznej i administracyjnej. Sprowadzenie kwestii nowego budynku do nagrody dla Grzegorza Jarzyny to lekceważenie ich dorobku.

TR Warszawa nadal pełni rolę generatora polskiego teatru, konsekwentnie zapraszając do współpracy młodych artystów, promując nowe pokolenia aktorskie, szukając nowych form wyrazu i nowych rozwiązań technologicznych. I taki jest program dla nowej siedziby. Chcemy łączyć w niej to, w czym TR jest najlepszy: wielkie, międzynarodowe produkcje polskich i zagranicznych twórców z rozwojem nowych sił i środków dla polskiej sceny. Teatr artystyczny dla szerokiej widowni z teatrem - laboratorium przyszłości. Tak jak TR Warszawa nie jest własnością Grzegorza Jarzyny, tak nie będzie nią nowa scena na Placu Defilad. Nowoczesny, funkcjonalny teatr w centrum Warszawy, pierwszy od pół wieku wybudowany w stolicy od podstaw, będzie służył wielu pokoleniom artystów i widzów bez względu na to, kto będzie nim kierować.

Najbardziej niepokojący w wypowiedzi redaktora Mrozka jest brak odpowiedzialności za przyszłość teatru i jego rozwój. W chwili, gdy artyści z różnych instytucji łączą się, aby solidarnie bronić teatru przed próbami politycznego zawłaszczania (czego przykładem była produkcja "Procesu" Krystiana Lupy z udziałem czterech miejskich scen), próbuje on dzielić i skłócać środowisko. Kiedy trzeba walczyć o autonomię teatru z władzami, które upolityczniają kulturę, sam wpycha teatr do polityki, przyklaskując populistycznym zabiegom przedwyborczym. Snuje nieodpowiedzialne wizje, jak Jan Śpiewak, sadzący drzewa w miejscu przyszłych budynków TR Warszawa i MSN: zabiera pieniądze z budżetu TR Warszawa, aby przekazać je Komunie Warszawa, wysyła zespół Jarzyny do siedziby Nowego Teatru, a teatr na Placu Defilad lekką ręką oferuje bezdomnemu Teatrowi Żydowskiemu. STUDIO teatrgalerię oddaje "w zarząd" Komunie Warszawa, zapominając o zespole aktorskim STUDIA, którego jeszcze niedawno bronił przed zwolnieniami.

Witold Mrozek i Jan Śpiewak są jak ten dyrektor z komedii "Poszukiwany, poszukiwana", który postawiony na odcinku urbanistyki niedbale przesuwa klocki na makiecie osiedla, stawiając wieżowiec na jeziorze, a jezioro rzucając na plac: "To jezioro damy tutaj". Ta zabawa nie jest śmieszna, bo grozi zmarnotrawieniem milionów złotych z publicznych środków, wydanych na przygotowanie inwestycji na Placu Defilad. W tytule swojego felietonu redaktor Mrozek pyta, czy moje wnuki przyjdą do parku czy na spektakl Grzegorza Jarzyny. Mam nadzieję, że moje wnuki nie staną przed tym niemądrym wyborem.