powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Leszno. Beata Kawka zwolniona

Nie znam szczegółów tej dymisji, domyślam się, że jak zawsze chodzi o kwestie personalne, ale pozbywając się Kawki, decydenci miejscy muszą pamiętać, że tracą nie tylko znakomitego menadżera i świetną artystkę, ale równocześnie tracą część widzów i tak mądrze i konsekwentnie budowany repertuar - pisze Łukasz Maciejewski.

Beacie Kawce [na zdjęciu] nigdy nie wystarczało małe status quo: etat w teatrze, kolejne role w kinie czy w telewizji.

Zawsze miała nowe pomysły. Co więcej, wszystkie te pomysły udawało jej się realizować. Od lat prowadzi przecież w Warszawie świetnie prosperujące studio dubbingowe i muzyczne, produkuje filmy, wydaje książki, realizuje się na wielu płaszczyznach.

"W szaleństwie / w zachwycie / apetyt na życie" - Jan Wołek pisał to chyba właśnie o niej.

Latem 2015 roku, przy miłej kolacji nad Bałtykiem, Beata rzuciła mimochodem: "Wiesz, chyba zrobię nowy teatr". "Co, przepraszam?". "Nowy teatr, w Lesznie. Praca od podstaw, żadnej szmiry, żadnego impresariatu, wszystko od początku, mnie to kręci". I łobuzersko mrugnęła okiem.

Przepraszam, Beatko, ale nie uwierzyłem wtedy, że Ci się to uda. Bo niby jak? Zupełnie nowy teatr? W tych czasach? To przecież niemożliwe.

A jednak niemożliwe stało się możliwe. Kawka błyskawicznie stworzyła w Lesznie znakomite miejsce, a w wykreowanie nowego wizerunku dla tej sceny włożyła całą swoją energię. Wszystko dla Leszna, wszystko dla teatru. I chyba właśnie za to natychmiast pokochali Beatę i jej artystów mieszkańcy. Od wielu miesięcy słyszałem, że bilety na wszystkie spektakle sprzedają się jak ciepłe bułeczki, a w Lesznie objawił się zdrowy snobizm na teatr. O "Miejskim" zaczęło również robić się głośno w Polsce. Nic dziwnego: jako dyrektorka artystyczna teatru, Kawka zapraszała do współpracy znakomitych aktorów (Jan Peszek Mirosław Zbrojewicz, Sławomira Łozińska, Rafał Mohr, Iwona Bielska, Elżbieta Zającówna), reżyserów, ale - co równie ważne - dawała szansę na realizację zawodową debiutantom. W Lesznie pokazywane były najlepsze dyplomy studenckie, debiutowali najciekawsi dzisiaj aktorzy młodego pokolenia (Anka Mrozowska, Sandra Drzymalska czy Natalia Klepacka), szybko zresztą repertuar zaczął się zmieniać, a obok komedii i popularnej klasyki, na afiszu zaczęły pojawiać się sztuki Gombrowicza czy Czechowa, dramaturgia współczesna. Zawsze przy kompletach.

I ta dziewczyna, kochana przez cały zespół, widzów i twórców, dziewczyna, którą powinno się nosić na rękach za ten nadzwyczajny sukces, została właśnie zwolniona!

Nie znam szczegółów tej dymisji, domyślam się, że jak zawsze chodzi o kwestie personalne, ale pozbywając się Kawki, decydenci miejscy muszą pamiętać, że tracą nie tylko znakomitego menadżera i świetną artystkę, ale równocześnie tracą część widzów i tak mądrze i konsekwentnie budowany repertuar. Dobrze wiemy, że są to straty, których nie uda się odrobić. Znając żarliwość i energię Beaty, już wkrótce da wszystkim popalić z kolejnym pomysłem, projektem, inicjatywą. I jak zawsze zrealizuje wszystko to, co zapowie.

Tego samego nie można, niestety, powiedzieć o Teatrze Miejskim w Lesznie. Renomę psuje się łatwo, odbudować jest jednak bardzo trudno.

Tymczasem jeszcze dzisiaj i jutro [26 i 27 maja] odbędą się ostatnie spektakle uwielbianych przez widzów "Małych zbrodni małżeńskich" Schmitta z Beatą Kawką i Mirosławem Zbrojewiczem.

Drodzy lesznianie, podziękujcie dyrektorce za ciężką pracę i sukces jakim było uruchomienie oraz utrzymywanie wysokiego poziomu teatru w Waszym mieście.

Zasłużyła na wdzięczność i owacje.

A może... nie wszystko stracone?