powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Być ofiarą

"Sekretne życie Friedmanów" Daniela Sołtysińskiego i Marcina Wierzchowskiego w reż. Marcina Wierzchowskiego z Teatru Ludowego w Krakowie na 38. Warszawskich Spotkaniach Teatralnych. Pisze Wojciech Giczkowski w Teatrze dla Was.

Każdy może dzisiaj z łatwością połączyć się z internetem i przeglądać dowolne strony, które zawierają filmy nazywane niegdyś "tylko dla dorosłych". Dlatego historia Arnolda Friedmana, który miał kłopoty po sprowadzeniu "świerszczyka" z Holandii, wydaje się zaskakująca i wręcz trudna do zrozumienia. Tragiczną lawinę wydarzeń, która doprowadziła do rozbicia rodziny głównego bohatera, w niezwykle atrakcyjny sposób zrealizował Marcin Wierzchowski, operując tekstem napisanym wspólnie z Danielem Sołtysińskim.

Jednak najpierw był film dokumentalny Andrew Jareckiego "Sprawa Friedmanów" z 2003 roku. Obraz był nominowany do Oscara i zdobył Nagrodę Główną Jury na Festiwalu Filmów Niezależnych Sundance w kategorii najlepszego dokumentu. Przedstawienie Teatru Ludowego, które otworzyło tegoroczne 38. Warszawskie Spotkania Teatralne, w ubiegłym roku zdobyło wszystkie najważniejsze nagrody Grand Prix, a Małgorzata Kochan i Piotr Pilitowski zostali wyróżnieni za najlepszą drugoplanową rolę żeńską oraz najlepszą rolę męską X. edycji Festiwalu BOSKA KOMEDIA 2017, a także nagrodę publiczności na 4. Festiwalu Nowego Teatru - 56. Rzeszowskich Spotkaniach Teatralnych 2017.

Bilety na spektakle w Teatrze Na Woli były praktycznie nie do zdobycia, bo w Krakowie przedstawienie jest grane dla 30 widzów, a w Warszawie przygotowano je dla 70-osobowej grupy. Publiczność wędruje za moderatorem Andrew Jareckim (Ryszard Starosta) po miejscach, w których rozgrywa się akcja dramatu. Ta wędrówka to próba stworzenia nowej estetyki w teatrze. Widzowie wiedzą, że poruszają się w teatralnych dekoracjach, ale na wezwanie sędziny, bardzo wiarygodnej Jagody Pietruszkówny, wszyscy wstają i wysłuchują wyroku. Interaktywna rola widzów pomieszała się podczas pobytu w bardzo ciasnej salce imitującej celę więzienną, a aktorzy w czasie przemieszczania się po korytarzach chętnie rozmawiali z nimi i ustawiali ich potem na scenie jak meble.

Po raz pierwszy widzowie mogli oglądać twarze innych osób spośród publiczności. Stojąc dookoła miejsca akcji, częściej i lepiej widzieli twarz innego widza niż aktora. A reakcje nasze na przedstawienie były zaskakujące. O ile początkowo było widać szok i współczucie dla oskarżonego ojca i syna o pedofilię, to z czasem reakcje stawały się bardziej skryte. Gdy Arnold przyznał się do winy, panie na widowni zaczęły się uśmiechać, bo przecież nie ma kobiet-pedofilek. Odrzuconą przez rodzinę matkę nie spotkało jednak widoczne zrozumienie, bo kryła strasznego męża i syna.

Realizatorzy na zakończenie wyszli poza film Jareckiego i dodali komentarz zawierający nowoczesne interpretacje psychologiczne zachowań oskarżonych, ale przede wszystkim ich ofiar. Na całe szczęście, bo jestem przekonany, że obecnie film nie dostałby nominacji do Oscara. Dziś spotkałby się z atakiem ze strony #MeToo, zwłaszcza po publikacji listów dwóch ofiar, które podtrzymują swoje zeznania sprzed lat o zabawie w nagiego kozła w komputerowej szkole Arnolda Friedmana.

W Polsce tematyka przedstawienia ma swoje drugie dno, bo wszyscy pamiętają aferę z poznańskimi chórzystami, którzy przez lata nie skarżyli się na wykorzystywanie przez dyrygenta. Kreacja Piotra Pilitowskiego przedstawia nam raczej biednego, wykształconego osobnika, który posiada niekochaną żonę. Bohater szuka sublimacji i nie chce przeżyć niechcianych uczuć w stosunku do kobiet. Można go polubić, gdy przyznaje się, że jego skłonności były tylko wewnętrzne, nigdzie niepokazywane. Jednak żona, którą gra Małgorzata Kochan, pozbawia nas złudzeń, wyjaśniając jego łgarstwa aż do końca, czyli do śmierci. Także synowie wspominają pod koniec, jak byli przez rodziciela wykorzystywani seksualnie.

Teatr Ludowy z Krakowa otworzył 38. edycję festiwalu, zapraszając warszawską publiczność na niezwykłe pod względem formalnym i moralnym przedstawienie. Pierwszy z czterech pokazów "Sekretnego życia Friedmanów" w reż. Marcina Wierzchowskiego został nagrodzony gorącą owacją. Ze względu na grę dla kameralnej widowni przedstawienie zostanie powtórzone dodatkowo dwa razy. Bardzo dobrze, bo jego uniwersalność wykracza daleko poza Stany Zjednoczone. Zszokowani widzowie nie wiedzieli, czy interaktywne przedstawienie, w którym wzięli udział, jest dobre czy złe. Wystąpili w przeróżnych rolach, na przykład przeszukujących pomieszczenia w domu Friedmanów (podpuszczeni przez Jareckego, że znalezione pieniądze należą do znalazcy) czy jako uczestnicy procesu sądowego. Podczas braw niektórzy stali, inni siedzieli i zastanawiali się, komu należą się oklaski. A może w ogóle nie powinno ich być?