powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Zakonnice zabierają głos

"Zakonnice odchodzą po cichu" Marty Abramowicz w reż. Darii Kopiec z Teatru im. Kochanowskiego w Opolu na XXXVIII Warszawskich Spotkaniach Teatralnych. Pisze Marysia Stolarska na blogu Tytuł roboczy WOT.

Byłe zakonnice milczą. Nie wypowiadają się publicznie, nie są zapraszane do telewizji. Wypowiedzenie złego słowa przeciwko zakonowi czyni z nich przeciwniczki Kościoła.Nie mówią o swojej przeszłości innym, bo i tak nie mogą liczyć na zrozumienie. Stanowią bezimienną, ignorowaną grupą, pozostawioną ze swoimi problemami samą sobie.

Punktem wyjścia spektaklu jest książka Marty Abramowicz "Zakonnice odchodzą po cichu". Daria Kopiec (reżyserka) i Martyna Lechman (scenarzystka) zauważają, że tekst Abramowicz można odczytywać na wielu poziomach, nie tylko dosłownie, jako opowieść o byłych zakonnicach. Przedstawienie staje się opowieścią o kobietach - ateistkach, katoliczkach, feministkach.

Nadrzędnym tematem jest powołanie oraz prawa i głos kobiet, również tych pomijanych w debacie społecznej. Aspekt kobiecości w zakonach jest ukrywany, traktowany jako coś pobocznego. Można powiedzieć, że kobietom w zakonie jest ona całkowicie odbierana. Zapominamy o seksualności osób związanych z Kościołem, mamy wrażenie, że księża czy siostry zakonne gubią cielesność wraz z porzuceniem stanu świeckiego. Nie rozmawiamy o tym. Ciało zostaje ubrane w habit, narzuca mu się system norm i sposobów funkcjonowania. Staramy się ukrywać takie kwestie jak macierzyństwo kobiecość, ale nie możemy udawać, że tego tematu nie ma.

W ujęciu Kopiec jest to próba nawiązania dialogu, bez wywołania skandalu czy prowokacji. Próba przypomnienia sobie o najważniejszych wartościach w życiu każdego człowieka, niezależnie od wyznania czy przekonań religijnych. Jest to szukanie perspektyw. W spektaklu odnajdujemy ogromny szacunek do bohaterek, podobnie do autorki książki, która stara się bardzo skrupulatnie przekazywać ich historię.

Mikrofony na statywach pośrodku sceny, z tyłu cztery ustawione w rzędzie krzesła, na nich złożone w kostkę habity. Po prawej stronie sceny czarny fortepian. Poza tym pustka. Do ascetycznej scenografii wychodzą po kolei aktorki, wszystkie ubrane tak samo w czarne golfy. Rozpoczynają dyskusję na temat wiary, religii, ich wyobrażeń na temat życia zakonnego . Wymieniają się spostrzeżeniami o podejściu do posłuszeństwa , powołania oraz czym dla nich jest Bóg. "Nie utożsamiajmy kościoła z wiarą", " religia przeczy myśleniu", "fizyka kwantowa to religia", "Może religia zabija wiarę?" - to tylko niektóre z wypowiedzi, powstałych jak przyznaje reżyserka w procesie improwizacji aktorskich. Są one bardzo zróżnicowane, tak samo jak różny jest stopień dojrzałości do tych refleksji.

Obserwujemy jak aktorki wchodzą w role bohaterek reportażu. Cztery różne osobowości, światopoglądy, kobiety na różnych etapach życia starają się znaleźć punkty wspólne postaci. Pojawiają się pytania o osobisty stosunek aktorek do interpretowanych przez nie ról, o to jak ich poglądy wpływają na grane bohaterki. Jesteśmy świadkami budowania emocjonalnej więzi pomiędzy czwórką kobiet a odgrywanymi przez nie postaciami. Czasami nie wiadomo, czy aktorka powraca do roli, czy wypowiada się w imieniu kogoś innego. Otwarcie przyznają się do problemów, na jakie natrafiły próbując wcielić się w postaci - zauważają, jak rzadko rozmawiamy między sobą o temacie religijności i duchowości. Jest to dzisiaj temat tabu.

Nieumiejętność komunikacji, w kwestiach wiary, religii, światopoglądów, jest obszarem, w którym mało poszukujemy. Seksualność jest omawiana częściej niż religijność, stąd próba nazwania metafizycznych zjawisk spotyka się z oporem i sporą dozą samokontroli. Aktorki przebyły długi proces, żeby nauczyć się rozmawiać na te tematy.

Słuchamy historii czterech sióstr - Izabeli, Joanny, Doroty i Agnieszki. Każda z nich jest inna, tak jak inne są powody, dla których odeszły z zakonu. Wszystkie zgadzają się jednak, że najtrudniej było im odnaleźć Boga w samym zgromadzeniu. Aktorki doskonale odnalazły się w rolach, potrafiły oddać niewinność, emocjonalność czy zachowania nerwicowe (świetna Małgorzata Mikołajczyk). Gra opiera się na gestach, podobnych do tych, które byłe zakonnice opisują w zwierzeniach, jako kluczowe dla odpowiedniego zachowania w klasztorze. W gorzkich historiach znajdujemy czas na uśmiech, jedna z sióstr wymienia rzekome przewinienia: "chodziłam w dżinsach po klasztorze", "prałam w nocy po kryjomu swój strój zakonny, i do tego w pralce" , "piłam po kryjomu kawę".

Rola zakonnic to przede wszystkim bycie podporządkowaną. "Gdy nie słuchasz przełożonej, nie słuchasz Boga". We wszystkich wypowiedziach bohaterek zauważalne jest ciągłe obwinianie się o bycie niedoskonałą - za mało skromną, niezbyt miłą dla innych sióstr, zbyt zajętą "sprawami świata. Między kolejnymi historiami pojawiają się jednocześnie pytania o sens bycia aktorem - "Jak mogę zagrać lesbijkę, skoro nią nie jestem?". Czy o powołanie rozumiane dwojako, zarówno do zakonu, poprzez służbę Bogu jak i o misję i etos aktora. Można znaleźć wiele analogii

pomiędzy tymi pozornie odległymi od siebie zajęciami. W obu przypadkach na początku ma się oczekiwania w momencie wejścia czy to do zakonu, czy do szkoły teatralnej. Po jakimś czasie okazuje się jednak, że w rzeczywistości wchodzi się do bardzo anachronicznej instytucji. W zakonie obowiązuje zasada posłuszeństwa, podobnie jak w aktorstwie. Aktor skazany jest na granie w spektaklach, w których czasem nie ma wpływu na swoją postać. Losem aktora jest zależność.

W choreografii Anety Jankowskiej, widzimy wspólnotę ruchu, jednolitość. Chór głosów, które przeplatają się i nakładają na siebie, ale wyrażają ten sam problem - nieumiejętność dopasowania się do sztywnych reguł zakonnych. Budowanie atmosfery i dramaturgii oddaje się aktorkom, pokazując przez to jak duże są ich możliwości. Kostiumy, stanowią główny element scenografii. Patrycja Fitzet projektując bardzo kobiece indywidualne habity, zrywa z naszym wyobrażeniem o zakonnicach jako bezosobowym i bezpłciowym stadzie. Pokazuje konkretnych ludzi, ich indywidualne charaktery i ciała. Aktorki początkowo wyglądające identycznie, poprzez nałożenie habitów uwidaczniają indywidualność - przeciwnie, niż ma to miejsce przy wstępowaniu do zakonu.

Ogromną rolę pełni muzyka, na żywo tworzona przez Natalię Czekałę. Z jednej strony jest ona czujnym obserwatorem wydarzeń scenicznych, udzielając im muzycznego i wokalnego wsparcia. Z drugiej strony jest jedną z aktorek, która w roli dyrygenta ujawnia swoja boską moc, performatywną. Kusi i drażni bohaterki. Chwilami zamienia się w matkę przełożoną, ujawniając cudze monologi wewnętrzne, co podkreśla, że w zakonie kontrolowana jest przede wszystkim wolność myślenia. Zadaje pytania, na które sama odpowiada, niczym joker

przyjmuje różne funkcje. Warstwa dźwiękowa jest rodzajem trawestacji muzyki sakralnej, chóralnej z motywami ludowymi. Jest oparta głównie na prostych rytmach i przejmujących melodiach, ale dzięki utalentowanym wokalnie aktorkom i pianistce bezwzględnie stanowi o sile spektaklu.

"Zakon prowadzi kuchnie dla ubogich, ale tylko odpłatnie", "Tego śmierdziela sama sobie opatruj", "Nie chciałam odchodzić. Cieszę się z każdej siostry, która odchodzi i szanuję te które zostają". Czy ważniejszy jest człowiek, czy posłuszeństwo?

To koniec spektaklu, aktorki zdejmują habity i wychodzą. Ciemność. Reżyserka nie powołuje się na statystyki zakonnego życia w Polsce i Europie. Oddziela tym samym losy bohaterek od kontekstu, jaki w książce budują wypowiedzi zakonników. Dzięki temu znacznie zyskuje, pozwalając widzom na odwołanie się do własnych wyobrażeń, często wyidealizowanych, na temat życia zakonnego, przełamując tabu duchowości i odzierając je z szat świętości.