powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Mały, wielki aktor

"Słowo o Jakóbie Szeli" Bruno Jasieńskiego w reż. Michała Kmiecika z Teatru Śląskiego w Katowicach na Kaliskich Spotkaniach Teatralnych. Pisze Tomasz Domagała na blogu DOMAGAŁAsięGŁÓWNEJROLI.

"Słowo o Jakóbie Szeli" kojarzy się ze średniowieczną epiką i z tego, co wiadomo, jest to świadomy zabieg Bruno Jasieńskiego. Poeta, stylizując swój napisany w 1926 roku poemat na ludową pieśń, w której główny bohater jest obowiązkowo postacią pozytywną - chciał zapewne odmitologizować postać Jakuba Szeli, tak niekorzystnie odmalowaną przez Stanisława Wyspiańskiego w II akcie "Wesela". W poemacie Jasieńskiego Szela jawi się jako charyzmatyczny przywódca chłopski, zmuszony wziąć sprawy w swoje ręce, gdy wyczerpują się wszelkie oficjalne i pokojowe możliwości poprawy losu galicyjskich chłopów, którym przewodzi. Obojętność i indolencja szeroko rozumianego aparatu państwa skłania go do buntu i próby dokonania zmian siłą. Z historii wiemy, że rewolucja owa się nie powiodła, a przy tym kosztowała Galicję kilka tysięcy ofiar.

Reżyser Michał Kmiecik wraz z dramaturgiem Piotrem Morawskim widzą w owej opowieści parabolę alchemii społecznego gniewu wobec niewydolnego aparatu państwa i za jej pomocą przypatrują się polskim wyborom parlamentarnym z 2015 roku, kiedy to rzesza obywateli niezadowolonych z "pańskich" rządów dokonała symbolicznej rewolucji, nazywanej dziś "dobrą zmianą". W jej centrum stoi - wcale nie biedny i głupi, wprost przeciwnie: syty i coraz bardziej świadomy tego, kim jest - współczesny Jakub Szela, czyli obywatel, dochodzący do momentu, w którym postanawia powiedzieć: "Dość!"

Pod względem aktorskim mamy więc spektakl, który opiera się na kreacji Jerzego Głybina w roli tytułowej, podczas gdy pozostała czwórka aktorów ofiarnie pracuje na portret tworzonej przez niego postaci. Nie ujmując nic roli pana Jerzego, spektakl Kmiecika wydaje się książkowym przykładem przedstawienia, w którym błyszczą aktorzy drugiego planu, grający po kilka postaci. Violetta Smolińska, Dorota Chaniecka, Bartłomiej Błaszczyński oraz Mateusz Znaniecki - chwytają za gardło, prezentując ideał aktorskiej pokory wobec swoich postaci oraz ich statusu w skonstruowanej przez Jasieńskiego i Kmiecika opowieści. Ich dyscyplina, konsekwencja oraz całkowite oddanie swoim różnorodnym - często stwarzanym jednym czy dwoma pociągnięciami aktorskiego pędzla - postaciom sprawia, że składający się z tych aktorskich okruchów portret społeczeństwa staje się pełnoprawnym partnerem dla figury charyzmatycznej jednostki, kreowanej przez Głybina. Momentami ów zbiorowy bohater staje się wręcz bohaterem głównym, który więcej mówi nam o nas samych jako o zbiorowości, niż symboliczna postać naszego "idola", społecznego buntownika, ekstraktu naszych rozczarowań i gniewu. Aktorom teatru Śląskiego wypada pogratulować: są oni najpiękniejszym przykładem aktorskiego etosu, zawierającego się w starej maksymie: "nie ma małych ról, są tylko mali aktorzy". Ci z Katowic są wielcy!