powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Warszawa. Echa listu austriackiego dyrygenta

Muzycy Warszawskiej Opery Kameralnej są zdumieni listem, jaki dyrygent wysłał do mediów, zarzucając dyrektor Alicji Węgorzewskiej-Whiskerd m.in. to, że lekceważąco traktuje artystów. - Atmosfera w zespole zupełnie nie pokrywa się z tym, co napisał pan Haider - mówią "Codziennej" artyści WOK.

"Mam jasną koncepcję tego, co chcę osiągnąć artystycznie. Ale nie miałem takiej możliwości w istniejącej hierarchii. W tworzeniu muzyki opieram się na współpracy. Niestety pani Węgorzewska wydaje się wierzyć, że upoważnia ją to do traktowania mnie i artystów w sposób lekceważący i kontrowersyjny" - napisał Friedrich Haider w liście, który został opublikowany 6 maja na stronie internetowej Radia dla Ciebie. Pochodzący z Austrii dyrygent poinformował też, że rezygnuje ze współpracy. W liście pisał o chaotycznie prowadzonych pracach i podważał kompetencje dyrektor artystycznej. Solistka WOK Marzanna Rudnicka w rozmowie z "Codzienną" nie kryje zdumienia. - Jesteśmy zajęci pracą. Premiera za premierą. I każda na najwyższym poziomie.

Bardzo dużo się dzieje. I bardzo dobrze. Tak powinien pracować teatr. Nie spotkałam się w rozmowach z artystami, by ktoś był niezadowolony. Oczywiście, do efektu w postaci spektaklu dochodzimy często bardzo dużym wysiłkiem, ale na tym polega ta praca. Ja się cieszę z tego, że jest jej dużo. A przesunięcia w terminach prób czy spektakli są przecież rzeczą naturalną w teatrze. Takie są realia. Być może pan Friedrich Haider jest przyzwyczajony do pracy w innych warunkach. Tego nie wiem. Ale wiem, że nasze są dla nas satysfakcjonujące: honoraria, możliwość rozwoju, bardzo bogaty repertuar... Te wszystkie wydarzenia są wynikiem wspaniałej i efektywnej pracy pani dyrektor i całego zespołu. Czujemy pasję w tym, co robimy. Atmosfera w zespole zupełnie nie pokrywa się z tym, co napisał pan Haider. Bardzo bym chciała, byśmy wszyscy zajmowali się sztuką - mówi "Codziennej" śpiewaczka.

W podobnym tonie wypowiada się śpiewak operowy Leszek Skrla. - Do współpracy z Warszawską Operą Kameralną jestem zapraszany gościnnie. Ostatnio występowałem w kwietniu w spektaklu "Cosi fan tutte". Moim zdaniem podczas pracy atmosfera w zespole była bardzo dobra. Stworzono nam dobre warunki do pracy i ja jako artysta miałem poczucie bezpieczeństwa. Nie wyczuwałem żadnych napięć, a współpraca zarówno z reżyserem, jak też dyrygentem układała się znakomicie. Mimo pewnych zawirowań artystycznych, o których czytałem, zasadniczą istotą rzeczy jest to, że przedstawienia w Warszawskiej Operze Kameralnej są na wysokim poziomie, a to dla widza jest przecież najważniejsze! - mówi "Codziennej" śpiewak.

W nieoficjalnych rozmowach kilku innych artystów WOK, z którymi rozmawialiśmy, przyznaje, że nie rozumie postawy dyrygenta. - Chcemy zachować ciągłość pracy. Wywołanie konfliktu przez dyrygenta temu nie sprzyja. Zupełnie nie rozumiemy, dlaczego wystosował taki list i czemu ma on służyć - mówią zaniepokojeni muzycy.

- Pełnomocnicy reprezentujący Warszawską Operę Kameralną skierowali do pana Friedricha Haidera wezwanie do zaprzestania naruszania dóbr osobistych tej instytucji poprzez usunięcie oświadczenia ze strony internetowej Radia dla Ciebie oraz zaniechania publikowania tego oświadczenia w przyszłości - mówi "Codziennej" Piotr Iwicki, rzecznik prasowy WOK. Wyznaczony został trzydniowy termin na wykonanie wezwania. Jeśli pan Haider nie zastosuje się do niego, Warszawska Opera Kameralna wystąpi na drogę sądową, bez dalszych wezwań.

- Dziwi mnie, że w instytucji, która za sprawą jej współtwórcy, nieodżałowanego Stefana Sutkowskiego, stanowiła i nadal jest rodziną, pierwszy raz dochodzi do sytuacji, w której sprawy służbowe załatwia się poprzez media. To wzbudziło duży niesmak w całym zespole. W instytucjach kultury wiele się dzieje, to żywy organizm, często arena ścierania się opinii estetycznych czy artystycznych wizji, ale to, co się stało, to novum. Jednak nie tylko to mnie dziwi. Już sam przedruk oświadczenia, a dokładniej jego tłumaczenie na stronie Radia dla Ciebie, skonsternowało mnie w dwójnasób, bowiem zwrot "very soon get connected to a leadership" na pewno nie oznacza "bardzo szybko znajdą instytucję", a to kompletnie zmienia oryginalną konkluzję autora - zauważa Piotr Iwicki, od ponad 30 lat związany z WOK.