powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Bal manekinów

"Bal manekinów" wg Brunona Jasieńskiego w reż. Jerzego Stuhra w Och-Teatrze w Warszawie. Pisze Anna Czajkowska w Teatrze dla Was.

Satyra na zachodnią socjaldemokrację i burżuazję, groteskowy dramat sceniczny "Bal manekinów", wyszła spod pióra Brunona Jasieńskiego w 1931 roku. Utwór jednego z twórców polskiej poezji futurystycznej, autora prokomunistycznych wierszy, poematów i powieści napisany został po rosyjsku i przetłumaczony na język polski przez Anatola Sterna. Na polską prapremierę w teatrze czekał aż do 1957 roku. W XXI wieku wciąż zdaje się aktualny, dlatego Jerzy Stuhr postanowił wrócić do tego tytułu i pokazać go w warszawskim Och-Teatrze. Dwa lata temu, jako reżyser dyplomowego przedstawienia, wybrał właśnie "Bal manekinów", by wraz ze studentami IV roku Wydziału Teatru Tańca Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Bytomiu przygotowywać spektakl, prezentujący umiejętności zdobyte przez młodych ludzi w trakcie kilku lat nauki.

Akcja spektaklu toczy się podczas karnawałowej nocy. W pracowni krawieckiej jednego z paryskich domów mody manekiny, uwięzione na co dzień w nieruchomych pozach, mogą choć raz nacieszyć się wolnością. Wydają bal. W ciągu tej jednej nocy w roku próbują zrealizować swoje marzenia o wolności. Niestety, na sali pojawia się "obcy", mężczyzna, przywódca socjaldemokratów - poseł Ribandel. Za dużo wypił i dlatego zamiast udać się na bal organizowany przez potentata przemysłu samochodowego przez pomyłkę trafia na imprezę manekinów. Manekiny męskie i damskie obawiają się, że Ribandel wyda ich tajemnicę, dlatego skazują go na obcięcie głowy. Po wykonaniu wyroku manekin nr 41 przywłaszcza ją sobie i wyrusza na bal paryskich elit.

Utwór, który ukazuje skorumpowany świat politycznych intryg, w zamyśle autora miał zawierać elementy antyzachodniej propagandy. Jasieński wkomponował je w sztukę bez nachalnego nacisku i indoktrynacji, dzięki czemu "Bal Manekinów" broni się i dziś. "Rewolucyjna farsa", jak ją nazwał autor, wciąż inspiruje śmiałą konstrukcją dramaturgiczną, nieograniczoną fantazją i nieprawdopodobieństwem pełnym ekspresji. Na scenie Och-Teatru występują ci sami młodzi ludzie, którzy grali w spektaklu dyplomowym w Bytomiu. I muszę przyznać, że są doskonali, znakomicie dotrzymują kroku doświadczonym kolegom. Przy dźwiękach słynnego utworu "Libertango" Astora Piazzolli, pełnego swobody, z jazzującymi elementami w tle, sztywne manekiny walczą ze swą nieporadnością. Gdy rozbrzmiewa skoczna milonga, ich taneczne rozochocenie jeszcze wzrasta. Aktorzy, którzy mają już za sobą pewne doświadczenie sceniczne, umiejętnie oddają mechaniczny ruch bohaterów. Bardzo plastycznie, z techniczną precyzją uwypuklają sztywne, spowolnione, pozbawione ekspresji ruchy - są przecież tylko plastikowymi lalkami, które przybywają z całego miasta, by ten jeden jedyny raz upajać się wolnością. Występujący na scenie artyści potrafią wykorzystać gest, płynność bądź jej brak, "zamrożoną" w ciele i w tańcu elastyczność, by pokazać, że zmysłowa muzyka nie przemieni manekinów w ludzi, którym tak bardzo zazdroszczą. Akt drugi znacznie różni się od pierwszego - charakterem i tempem. Jerzy Stuhr przyznaje, że celowo wprowadził w nim zasadnicze zmiany: "Mam taki zespół na scenie, że szkoda byłoby mi go schować", mówi. Dlatego zamiast dialogów i zamkniętych mini scenek na pierwszym planie, przed oczami widza, trwa nieustanny bal, ekspresyjny, dynamiczny i pełen blichtru. Całość kompozycji ruchowej jest spójna, dzięki czemu bardzo przyjemna w odbiorze.

Jerzy Stuhr wykorzystuje różne konwencje teatralne, stawia na metaforę, by uciec od prostej interpretacji i "upolityczniania" utworu Jasieńskiego. Ostrze satyry dotyka tu całego zdegenerowanego świata ludzi, nie tylko polityków. To, co wydaje się kuszące, okazuje się marną błyskotką, zepsutą i złą. Walka o pieniądz i władzę prowadzi do oszustwa zarówno "ludzi z klasą", elity, jak i ich przeciwników - działaczy lewicowego ruchu społecznego; staje się powodem intryg, afer, matactwa. Manekin jak dziecko - pragnie tej dojrzałości, inności, którą rzekomo oferuje świat dorosłych albo - tak jak w sztuce Jasieńskiego - świat ludzi. Ostatecznie przeżywa wielkie rozczarowanie i ucieka od niego. Wybiera rolę obserwatora, sztywnego pomocnika krawców, który zasmakował już wątpliwej wolności i woli wrócić na swoją wystawę. Maciej Stuhr, w podwójnej roli posła Ribandela i Manekina, z niesłychanym wyczuciem i aktorską precyzją oddaje wszelkie niuanse charakteru obu postaci. Chodzi również o "fizyczność" manekina z ludzką głową. Musi on respektować ograniczenia wynikające z przynależności do świata rzeczy. Stuhr porusza się jak lalka i myśli jak manekin, skąd wynika wiele przekomicznych sytuacji. Dzięki temu groteska Brunona Jasieńskiego nie przytłacza powagą, zachowuje lekkość, choć uszczypliwość i karykaturalność uderzają dość mocno w nasze przywary.

Klimat i smak spektaklu podkreślają starannie dobrane kostiumy, urocze sukienki pań oraz rekwizyty w stylu lat 30. XX wieku, ale z nutą współczesności. Niesamowite, humorystyczne i symboliczne są też stroje manekinów, które "przekopały" magazyny paryskich pracowni krawieckich, by znaleźć balowy kostium.

Przekaz jest nieco baśniowy - pełen fizyczności, konkretu, a jednocześnie odrealniony. Wszystko dzieje się w ruchu i w dialogu. Wymaga to specyficznej narracji, która łączy elementy tańczone z granymi, pantomimę z teatrem dramatycznym. Spektakl ma swój niepowtarzalny, falujący rytm, a to oczywiście zasługa reżysera i pani choreograf. Trzeba przyznać, że fantastyka Jasieńskiego znalazła znakomite odbicie w adaptacji Jerzego Stuhra.