powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Międzynarodowe arcydzieło

"Nais" Jeana Philippe'a Rameau w reż. Oliviera Lexy orkiestry Il Giardino d'Amore na XXV Bydgoskim Festiwalu Operowym. Pisze Anita Nowak.

Opero-balet "Nais" miał swą premierę w roku 1749 w Paryżu, odnosząc ogromny sukces. Ale ani kompozytor Jean Philippe Rameau, ani autor libretta Louis de Cahusac nie spodziewali się chyba, że ich dzieło po bez mała 270 latach niemal histeryczną, prawie jak na koncertach rockowych, owacją przyjęte zostanie na XXV Festiwalu Operowym w Bydgoszczy. Zespół Il Giardino d'Amore musiał parokrotnie bisować. Ale rzecz była zaiste porywająca. I to nie tylko, emocje. Ileż w swą pracę wykonawcy wkładali energii, może zaświadczyć choćby widok pękających szwów i wyrwanego rękawa w kostiumie dyrygenta, Stefana Plewniaka, którego jedna z moich znajomych, nawiasem mówiąc, żona również dyrygenta, w ekstatycznym uniesieniu nazwała "diabłem wcielonym". Bo też prowadził orkiestrę w taki sposób, jakby on właśnie był owym bogiem wywołującym burze, wodne nawałnice i huragany szalejące na projekcjach Adama Nyka, a potem delikatnością ruchów zamieniał owo szaleństwo w imię kwitnącej wiosny i uroków jutrzenki w upojne ukojenie. A orkiestra poddawała mu się całkowicie, niczym zakochana Nais Neptunowi w ostatniej scenie.

Ale zanim do tej sceny doszło ileż iście niebiańskich chwil podczas tej pastorale-hréoque przeżyliśmy. Ilu oryginalnych głosów wysłuchaliśmy... Jak ciekawe, rzadko już dziś spotykane instrumenty nam przypomniano...

Wcielająca się w postać tytułowej bohaterki mezzosopranistka Natalia Kawałek, laureatka m.in. Międzynarodowego Konkursu Opery Barokowej w 2012 r. w Innsbrucku a rok później Międzynarodowego Konkursu Wokalnego Hilde Zadek w Wiedniu zachwyciła publiczność nie tylko wspaniałą barwą i skalą głosu, ale i aktorskim talentem. Zwłaszcza w chwili, kiedy dowiedziała się kim naprawdę jest jej ukochany. Na twarzy artystki prawie jednocześnie malowało się zdumienie, lęk, szczęście, tkliwość i wiele jeszcze innych trudnych do nazwania emocji, wywołanych nieoczekiwaną sytuacją.

Usłyszeliśmy w tej inscenizacji tak charakterystyczne dla epoki Baroku, a dziś rzadko spotykane głosy haute-contre tenorów. Śpiewało nimi dwóch wykonawców, Sean Clayton kreujący postać Neptuna i Erwin Aros Arawenna wcielający się w rolę Astériona. Clayton nie tylko doskonale partnerował Natalii Kawałek, ale świetnie kontrastował i głosem, i ruchem scenicznym ze swym ponurym rywalem Télénusem uosabianym przez Davida Witczaka, śpiewającego przepięknie głębokim basem. Wokalnie zachwycała też Cécille Achille jako Pasterka i Flora.

Arcyciekawie dla współczesnego odbiorcy brzmiały też niespotykane dziś już poza orkiestrami specjalizującymi się w muzyce baroku violone i teorba, na których grali Łukasz Madej i Etienne Galletier.

Orkiestra i chór cudownie zgrani przenosili słuchaczy w iście niebiańskie przestrzenie mitycznych światów, rzeczywistości zawieszonej pomiędzy kosmosem a ziemią, a i podmorskich krain Neptuna. Otwierając dla zmysłów odbiorcy cały wszechświat.

Bardzo ich w tym poczynaniach przez cały czas wspierały wizualizacje emocji i obrazów we wspomnianych już projekcjach oraz sugestywne operowanie światłem Macieja Igielskiego. Łączył też te wszystkie warstwy spektaklu przecudnej urody eteryczny balet w mistrzowskiej choreografii Iwony Runowskiej i perfekcyjna reżyseria Oliviera Lexy. Ten spektakl to przebogata a równocześnie idealnie spójna kompozycja brzmienia i wizji. Artyzm najwyższego lotu. A jeśli doda się do tego pokojowe i ekologiczne przesłanie całości, nie sposób nie dziękować za szanse jego obejrzenia w Bydgoszczy.