powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Nie pogodzono zwaśnionych rodów

"Romeo i Julia" Sergiusza Prokofiewa w choreogr. Paula Chalmera w Operze Nova na XXV Bydgoskim Festiwalu Operowym. Pisze Anita Nowak.

Do realizacji najnowszej bydgoskiej premiery, baletu "Romeo i Julia" Sergiusza Prokofiewa zaprosił dyrektor Maciej Figas światowej sławy tancerza i choreografa Paula Chalmera. Tego samego, który tak znakomicie przygotował przed dwoma laty na scenie Opery Nova "Dziadka do orzechów".

Dzięki swemu ogromnemu talentowi i wyobraźni skomponował Chalmer urzekające układy scen zbiorowych, tworząc niezwykle harmonijne, jednolite dzieło. Idealnie komponujące się z tym, co dyktuje muzyka Prokofiewa. Rewelacyjne wizualnie są efekty współpracy Chalmera z fechmistrzem Sylwestrem Zawadzkim. Jako, że trup w libretcie ściele się dość gęsto. Idealnie odzwierciedlając ducha utworu, niemalże cały pierwszy akt oparto na zbiorowych walkach na szpady nienawidzących się rodów Kapuletich i Montekich. I na tej ostrej wojnie dwóch potężnych dynastii rodzi się miłość dwojga bardzo młodych ludzi, którzy nie nauczyli się jeszcze nienawidzić. Ciekawy to sposób na podkreślenie owego kontrastu między dobrem i złem.

Wcielający się w postaci głównych bohaterów Natalia Ścibak i Paweł Nowicki tańczą z lekkością motyli. Są przy tym bardzo dobrzy aktorsko. Emocje wyrażają nie tylko ruchem ciał, ale i mimiką twarzy. Julia Natalii Ścibak urzeka świeżością a Romeo emanuje wdziękiem beztroskiego chłopca. Dzięki temu w lirycznych scenach są niezwykle wiarygodni. Zwłaszcza, kiedy delikatnie zabarwiają je erotyzmem.

Ruchowo i aktorsko ciekawie prezentuje się też Parys Tomasza Siedleckiego. Niezwykłym komizmem, rodem z buffo wyjętym dla zrównoważenia romantycznego tragizmu głównych bohaterów, urzeka Krzysztof Górski w postaci Merkucja. Czyni to idealnie pod dyktando napisanego specjalnie jako podkład dla tej postaci muzycznego scherza.

Ciekawym zabiegiem kompozycyjnym i pomysłem choreograficznym jest taniec Pani Kapuleti, w którą bardzo interesująco wciela się Olga Karpowicz. Jej reakcja na śmierć Tybalta jest bardzo silna. Kobieta, będąca też matką, patrząc na zabitego przez przedstawiciela wrogiego klanu, młodzieńca, jej bliskiego krewnego, nie potrafi reagować stonowanie. Rozpacz i furia na ten efekt ludzkiej głupoty i mściwości, nie mogą malować się nie tylko na jej twarzy, one muszą targać całą jej postacią, bo w takiej sytuacji, nawet w sztuce, inaczej się nie da. Zresztą szybkie, dynamiczne ruchy tancerki, skoki, obroty, podyktowane są nie tylko fabułą, ale przede wszystkim wydobywającymi się z orkiestronu dźwiękami. Ponure dudnienie wywołane przez oscylujące w dolnych rejestrach instrumenty perkusyjne i szybkie, chwilami niemal furiackie tempo wibracji smyczkowych, kojarzą się z waleniem zranionego serca, szarpaniem każdego nerwu i wbijaniem igieł w komórki w mózgu. Olga Karpowicz jest przy tym znakomita technicznie. Wrażenie szaleńczego bólu potęgują jeszcze odgrywające w tej scenie niebagatelną rolę długie piękne włosy, którymi tancerka operuje w taki sposób, że i one zdają się być targane rozpaczą. Ta scena ma też znaczenie kompozycyjne: ożywia cały spektakl, znacząco podnosząc jego temperaturę. A i uzasadnia dalsze zdarzenia. Zwłaszcza, że finałowa scena śmierci Romea i Julii pokazana jest dość spokojnie. Stanowi jakby pogodzenie się z wyrokami losu, ale jednocześnie jakby ostrzega przed skutkami nieustannego podsycania nienawiści między współziomkami. Kiedy zapada kurtyna ze sceny wieje smutkiem.

Przepiękna muzyka Sergiusza Prokofiewa wykonywana w sposób brawurowy przez znakomitą orkiestrę Opery Nova pod batutą Macieja Figasa, miała godną partnerkę w warstwie wizualnej spektaklu.

Scenografia Diany Marszałek w sposób ewidentny nawiązuje do renesansowych rezydencji szesnastowiecznej Anglii. Co więcej budowle wzniesiono są na scenie tworząc iluzje prawdziwych cegieł. Dzięki możliwościom technicznym tego imponującego teatru, jakim jest Opera Nova, elementy scenografii są w stosownych momentach przesuwane, odsuwane i wznoszone. Np. sypialnia Julii w III akcie, wznosi się do wysokości połowy sceny, odsłaniając w dole kryptę cmentarną. Tego typu zabiegi wywołują duże wrażenie na widzach.

Kostiumy Agaty Uchman podkreślają renesansowy przepych, bogactwo detali z tamtej epoki, ale noszą też w sobie znamiona oryginalnego artyzmu ich projektantki.

W sumie, także dzięki genialnemu wręcz operowaniu światłem Macieja Igielskiego to piękny wizualnie i bardzo interesująco brzmiący spektakl. Można powiedzieć, że muzyka Sergiusza Prokofiewa zdominowała nawet ten złociście sceniczny blask.