Stara "Sprawa" odnowiona w Łodzi

NAJPIERW było "Małżeństwo Kreczyńskiego", sztuka Aleksandra Suchowo-Kobylina, grana także i niedawno w Warszawie, w Teatrze Ludowym. Potem - "Sprawa" dalszy ciąg dramatu, nie mający zbyt wielkiego szczęścia na deskach teatralnych, z rzadka i bez powodzenia wystawiany nawet na scenach radzieckich. Trzecią część zamierzonej przez autora tragedii stanowiła "Śmierć Terełkina", która znowu odzyskała łaskawość losu. Odżywa w teatrach raz po raz, jako sztuka samodzielna, w zupełnym oderwaniu od całości.

«W sto lat po napisaniu "Sprawy", łódzki Teatr Nowy przeprowadza jej rehabilitację. Osiąga tę rehabilitację sposobem niezwykle ryzykownym, ale - jak się okazało - jedynym, właściwym. Starej treści nadaje nowoczesną formę inscenizacyjną, formę wielkiej metafory, uogólnienia nieomal syntetycznego, w którym nie bohaterowie sztuki, lecz idea gra rolę zasadniczą.

Przypomnijmy. "Małżeństwo Kreczyńskiego" kończy się zdemaskowaniem oszusta, narzeczonego nieszczęsnej Lidki Muromskiej. Sfałszował on i spieniężył drogocenny jej klejnot. Aby przeciwdziałać dalszej kompromitacji, zakochana panna ogłasza, iż ten klejnot narzeczonemu darowała. A więc pomogła złoczyńcy, współdziałała w jego oszustwie, podpadła pod jakiś tam paragraf i ma... sprawę. Wraz z panną - cała jej rodzina. Przedmiotem drugiej części tragedii Suchowo-Kobylina jest sprawa Muromskich, beznadziejna walka z korupcją, łapownictwem, serwilizmem, bezbronność człowieka wobec upiornej, przekupnej biurokracji. Sprawa Muromskich tym żarliwiej została przedstawiona, że brzmią w niej echa własnego procesu autora, którego nękano przez 7 lat podejrzeniami o zabójstwo przyjaciółki.

Jak zauważa w programie inscenizator i reżyser łódzkiego przedstawienia, Bohdan Korzeniewski, dotychczasowe niepowodzenia "Sprawy" wynikały ze struktury dramatu. Rozgrywa się on w salonie Muromskich i w biurze "jakiegokolwiek urzędu". Przy parokrotnym przenoszeniu akcji z salonu do biura, z biura do salonu, musiała się stępić i zatracić drapieżność sztuki.

Inscenizacja łódzka rozgrywa "Sprawę" przede wszystkim w biurze, lub na tle biura. Salon Muromskich zamarkowany został dwoma fotelikami na proscenium i uwydatniany światłem reflektorów. Sceny nawet w zaciszu domowym rozwijają się pod przemożnym wpływem "URZĘDU". To się czuje, słyszy, widzi. Rzeczywiście widzi, w mroku sceny piętrzy się wszechobecna, nieustannie czyhająca hierarchia władzy, by się za chwilę roziskrzyć całą machiną przemocy, bezkarności, łotrostwa.

Oto, na czym polega znakomite rozwiązanie reżysersko-scenograficzne tego przedstawienia, co stanowi wizję wręcz odkrywczą wobec sztuki. Oto istota zabiegu, który zadecydował o nowoczesnym obliczu dramatu, który nadał "Sprawie" wymowę ogólnej satyry, a nie tylko gorzkiej rozprawy z carskim biurokratyzmem.

Aktorsko jest to przedstawienie idealnie zgrane. Lirycznie, ciepło, cicho, taktownie rysowały się postacie występujące pod nazwą "NICOŚCI", Lidka - Marii Góreckiej, jej ojciec - Mariana Nowickiego, jej ciotka -t-Wandy Jakubińskiej, przyjaciel domu - Tadeusza Minca, wierny sługa - Zygmunta Malewskiego. Dla kontrastu i dla uzupełnienia - zadziornie, natrętnie, krzykliwie reprezentowało urząd grono "PODWŁADNYCH", chytrze, sprytnie, łobuzersko - sztab "SIŁ" (Emil Karewicz, Bogdan Baer, Ludwik Benoit). Godnie i kretyńsko bezdusznie przewodziła temu urzędowi "WAŻNA OSOBA" (Ignacy Machowski) i "NADER WAŻNA OSOBA" (Seweryn Butrym). Koncertowy popis gry dał wśród tej doborowej zgrai zwłaszcza Bogdan Baer, jako Tarełkin, pierwsze sito w urzędniczej machinie, pierwsza władza wobec petenta, niby służalczy, uniżony, grzeczniutki, w gruncie rzeczy drapieżny, bezwzględny, ideał strasznego nałogowego łapówkarza.

Bez przesady, jest w tym przedstawieniu coś z koszmaru utworów Kafki. Jaszcze jedno wielkie osiągnięcie łódzkiego teatru! Koniecznie trzeba zobaczyć przy najbliższej bytności w Łodzi.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego