powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Karol to świnia

"Mężczyzna" w inscenizacji Gryszkówny zmusza do refleksji nad istotą związku - dojrzałą miłością, często myloną ze stanem zakochania wyzwalającym silne emocje. Miłość pojawia się, gdy zakochanie mija - o spektaklu w Teatrze Dramatycznym w Warszawie pisze Marta Żelazowska z Nowej Siły Krytycznej.

Karol to świnia - tak, parafrazując tytuł piosenki Big Cyca, można określić głównego bohatera dramatu Gabrieli Zapolskiej "Mężczyzna". To niezdecydowany bawidamek, permanentnie poszukujący ideału miłosnego, którego we własnym mniemaniu osiągnąć nie może. Kobieta pociąga go jedynie na początku znajomości - jeszcze tajemnicza, niepoznana, gdy fenyloetyloamina działa dając objawy ostrego zespołu zakochania. Związek się zacieśnia, wybranka oczekuje zaangażowania w sprawy życia codziennego, odpowiedzialności, a on chce zniknąć, wyzwolić się z niewygodnego układu, poszukując nowych podniet w ramionach kolejnego obiektu westchnień.

Anna Gryszkówna, reżyserka przedstawienia w Teatrze Dramatycznym w Warszawie, ciemną stronę natury męskiej przedstawia w karykaturalny sposób. Karol nie wzbudza sympatii widzów, drażni, irytuje. Odniosłam wrażenie, że nie lubi go nawet wcielający się w tę postać Krzysztof Ogłoza. Bohatera traktuje z dystansem, prześmiewczo, nie broni jego racji, mimo że postawa protagonisty jest uzasadniona psychologicznie. Stan zakochania działa na mężczyznę jak narkotyk, gdy mija - wali mu się świat, więc dąży do tego, by znów poczuć "motyle w brzuchu". To pęd ku przeżywaniu silnych stanów emocjonalnych. Nie zmienia to faktu, że jego zachowanie odbierane jest jako moralnie niewłaściwe. Karol przekonywający jest jedynie w scenach płomiennego wyznawania uczuć kolejnym wybrankom. To przynosi efekt, żadna z kobiet nie potrafi oprzeć się jego manipulacjom: przerysowanej ekspresji emocjonalnej, prawionym komplementom i zainteresowaniu, jakim je obdarza. Te proste chwyty działają nawet na zdystansowaną Julkę (Agata Wątróbska). Oficjalnie traktuje mężczyznę oschle, jednak daje wmanewrować się w pisanie za niego artykułów prasowych i cierpi, gdy odkrywa jego prawdziwe oblicze, mimo że od samego początku wiedziała, z kim ma do czynienia.

Kobiety w spektaklu Gryszkówny są jednowymiarowe, przedstawione stereotypowo: Nina (Małgorzata Klara) to histeryczna porzucona żona; Elka (Karolina Charkiewicz) - młoda i głupiutka, marząca o zamążpójściu kochanka; Julka, siostra Elki - realizująca się w pracy zawodowej inteligentka, socjalistka i feministka. Reżyserka bowiem nie tyle przygląda się postaciom Zapolskiej, co ich relacjom. Analizuje zderzenie demonicznej męskiej natury z kobiecą naiwnością i pragnieniem miłości, które odbiera zdolność racjonalnego myślenia. Próby wybicia z głowy Elce nieodpowiedniego kochanka spełzną na niczym. A po odejściu Karola, dziewczyna przyczyn rozpadu związku będzie szukać w sobie, licząc, że jak się zmieni, kochanek wróci.

Dramat z 1901 roku, niezbyt często przypominany na scenach, jest niezwykle aktualny, reżyserka zdecydowała się na delikatne przycięcie tekstu i uwspółcześnienie języka. Kończy inscenizację monologiem Elki, wycinając z finałowej rozmowy sióstr kwestie Julki. Akcję, co sugerują kostiumy, osadza w czasach współczesnych autorce. Spektakl zachwyca wizualnie. Minimalna, neutralna, scenografia "z epoki" (Anna Skupień i Katarzyna Szczurowska) to półprzezroczysta, czarna ścianka z lamperią, rozstawiona na parkiecie, rozdzielająca przestrzeń na kilka pomieszczeń. Wystrój "pokoi" ograniczony jest do niezbędnych elementów: drewnianej skrzyni - siedziska; stylizowanych na antyki sprzętów: biurka, krzesła, stolika z czajnikiem. Jedynie łóżko (gąbkowy materac w białym, poplamionym pokrowcu) wnoszone jest zza kulis. Efektu dopełnia światło i majaczące na ścianach wizualizacje marzeń bohaterek. W tle sączy się delikatna muzyka.

"Mężczyzna" w inscenizacji Gryszkówny zmusza do refleksji nad istotą związku - dojrzałą miłością, często myloną ze stanem zakochania wyzwalającym silne emocje. Miłość pojawia się, gdy zakochanie mija. Jest dużo spokojniejsza, cicha, zapewnia poczucie bezpieczeństwa, stabilizację. Człowiek jest jednak tak skonstruowany, że łaknie silnych doznań, choć trwają one bardzo krótko - dwa, może trzy lata. Karol nie uświadomił sobie, że zakochanie to stan przejściowy. Uległ mu, czerpał z niego pełnymi garściami, uczynił sensem i celem życia. W efekcie przegrał miłość. Unieszczęśliwił siebie i partnerki. Warto zauważyć, że współcześnie "syndrom Karola" stał się problemem uniwersalnym, niezależnym od płci, dlatego na plakacie umieszczone jest zdjęcie młodej kobiety w męskim stroju.

***

Marta Żelazowska - pedagog, absolwentka studiów podyplomowych Wiedza o teatrze i dramacie z elementami wiedzy o filmie w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk oraz Laboratorium Nowych Praktyk Teatralnych.