Okiem obserwatora: Kartoteka rozrzucona

"Kartoteka rozrzucona" Tadeusza Różewicza w reż. Radosława Rychcika w STUDIO teatrgalerii w Warszawie, w ramach IX Festiwalu Nowe Epifanie 2018. Pisze Ewa B±k na swoim blogu.

«Jaka jest "Kartoteka rozrzucona" Tadeusza Różewicza w reżyserii Radka Rychcika? Na pewno wrośnięta jest w tu i teraz, charakteryzuje, definiuje współczesnego bohatera. Określa jego relacje ze światem zewnętrznym poprzez to, co się w nim wewnętrznie kotłuje, wydarza, co do niego wraca i jest to coraz intensywniej zaciskająca się na jego woli pętla inercji, bezsilności, wycofania.

Bohater/antybohater, grany przez Bartosza Porczyka, przedstawiciel średniego pokolenia, mężczyzna atrakcyjny, wystylizowany jak Adam Mickiewicz na Judahu skale (portret Walentego Wańkowicza), któremu na pierwszy rzut oka niczego nie brakuje do szczęścia, jest zadumany, zamyślony. Smutny, nieobecny wyraz twarzy, ciało udręczone, statyczne, uwięzione na dachu domu wielkiego miasta, traci kontakt ze światem realnym, przywołuje wspomnienia, zapada w sen, w swoje wyalienowane, zagubione, niekompatybilne z otoczeniem wnętrze, jakby pogrążał się w ciężkiej depresji. Żyje jak człowiek bezdomny, samotny, przegrany, nie radzący sobie ze sobą, ze światem, który zamiast wyzwalać w nim kreatywność, działanie, walkę, tłamsi go, wysysa z niego ostatnią energię. Wydaje się mu obcy, daleki, niechciany, niezrozumiały. Wyrzeka się w nim udziału. Ostentacyjnie, chorobowo dystansuje się. Wypada z gry. Znajduje się na marginesie życia.

Bartosz Porczyk gra inteligenta, outsidera, który znokautowany przez własną naturę, genotyp przegrywa, bo wyczerpany, rozczarowany nie mając pomysłu, napędu, nie podejmuje działania, walki. Nadwrażliwy, subtelny, ubezwłasnowolniony przez przeszłość, zarządzany przez duchy, zmory, wspomnienia, wahania, wyrzuty sumienia, wychowanie, sterowany przez osobowościowe lęki nie jest w stanie zmierzyć się z własną słabością, marazmem, kryzysem, który urasta tu do życiowej niewydolności prowadzącej do klęski. Wyautowuje się z życia na własne życzenie, wylogowuje się z rzeczywistości z własnej winy. Nie dlatego, że nie ma potencjału, warunków a w wyniku świadomej decyzji. A ponieważ jest reprezentantem pokolenia, które na zdrowy rozum winno sprawować rząd dusz, zaczynamy rozumieć dlaczego fala współczesnych Edków nabrała wiatru w żagle i bez przeszkód serfuje przebijając się na pierwszą linię frontu politycznej narracji, wodząc rej, mieszając w mediach, głowach nie tylko sobie podobnym.

Radek Rychcik fantastycznie reżyseruje, swobodnie operuje nowoczesnymi, zróżnicowanymi, rozbudowanymi środkami wyrazu, wyzwalając inteligentną, adekwatną teatralną ekspresję. Spektakl jest rozwibrowany, tworzy obrazy dynamiczne, nowoczesne, zmienne przy konsekwentnym zachowaniu w opozycji statusu mentalnego, psychologicznego głównego bohatera. Aktorzy grają, śpiewają, poruszają się na scenie wspaniale. Są wyraziści, spójni, komunikatywni, znaczący. Płynnie przechodzą od perfekcyjnie mówionego tekstu/razem czy osobno/, poprzez szept, melorecytację, do śpiewu. Koncertowo wypada zbiorowa scena odczytywania stenogramu z posiedzenia Sejmu, dotycząca działań i reakcji polityków, mediów na zachowania neonazistów w Polsce. Choć jest za długa, nużąca, doskonale ilustruje ten bełkot komunikacyjny w przestrzeni publicznej i całkowite wycofanie bohatera Porczyka, który nie słucha, nie reaguje, zastygł samotnie w bezruchu.

STUDIO teatrgaleria pokazało, że ma zgrany, doskonały zespół aktorski. Bawi komediowa kreacja Dominiki Ostałowskiej, fascynuje popis perfekcyjnego aktorstwa Tomasza Nosinskiego. Błyszczy Bartosz Porczyk w roli głównej. Udowadnia swoją klasę, pokazuje potencjał artystyczny. Jest fantastycznie sprawny i wszechstronny. Cieszy bardzo, że dostał rolę na miarę swego talentu.

"Kartoteka rozrzucona" pokazuje młodą inteligencję polską rozśrodkowaną, zindywidualizowaną, zneutralizowaną, nieobecną na scenie decydującej o kształcie i wadze naszej rzeczywistości. Stać ją tylko na bezowocną kontestację, pustą, wyszydzającą krytykę, która nie ma żadnej siły twórczej, sprawczej, opiniotwórczej. Odpuściła niezdolna do skutecznej walki o władzę, do narzucenia, przekonania do własnej narracji. Z prostej, niestety, przyczyny. Skupiona na sobie, wewnętrznie splątana, skłócona, zagubiona, zdezorientowana, zwyczajnie nic, kompletnie nic nie ma do zaoferowania, do powiedzenia. Jest dla niej- wyalienowanej, bezpłodnej, słabej, pozbawionej motywacji- na wszystko za wcześnie lub za późno. Dlatego nastąpiła i króluje władza Edków, do której się upodabnia. Co nie mobilizuje a dodatkowo frustruje. I to jest główne oskarżenie wygenerowane przez sztukę. Bo dzisiejsza inteligencja, jeśli istnieje, to sama dla siebie. Kisi się we własnym sosie niekompetencji, zaniechania tworzenia programu, spójnej, sprawnej wiarygodnej, empatycznej,ogarniającej mądrze wszystkich narracji. Straciła kontakt z rzeczywistością, wycofana, hermetyczna, zamknięta w sobie samej na własne życzenie, w wyniku własnej decyzji. Już nie może zrzucić winy na odbierającą chęć do życia, działania, walki traumę wojny, czasu powojennego, brak poczucia sensu. Już nie może zrzucać z siebie odpowiedzialności za rezygnację brania się z życiem za bary, za nie swoje winy. Dziś rejterowanie ma charakter symptomatycznie dekadencki. I jest to bardzo, bardzo smutne. Przygnębiające. Romantycy mieli swoją szczytną, górnolotną iluzję, marzenie. Dyskutowali ze sobą, walczyli z ludźmi i Bogiem. O coś im chodziło, choć to coś było absurdalnie szalone. Pokolenie powojenne, zniewalane, kontrolowane, tłamszone potrafiło wybić się na niepodległość. Złamane, okaleczone miało usprawiedliwienie być Różewicza bohaterem. Dziś takiego usprawiedliwienia już nie ma. Nie ma też tego źródła, żaru, który mógłby wewnętrznie wzmocnić, oświecić, dać impuls. Nawet iluzji, marzenia, miłości. Nadziei porozumienia. Nic nie ma, bo nawet świadomość własnej mizerii człowiek współczesny wypiera. A z niczego nic nie powstanie, jedynie w potężniejące nic się obróci. Co spektakl dobitnie dowiódł, artyści śpiewająco pokazali.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego