powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Nie ma wolności bez samodzielności. "Klauni, czyli o rodzinie"

Szumne deklaracje przedstawicieli władzy i projekty adresowane do osób z niepełnosprawnościami jedynie maskowały problem wykluczenia z przestrzeni i życia publicznego - pisze Piotr Morawski w jednym z rozdziałów książki "Odzyskiwanie obecności. Niepełnosprawność w teatrze i perfromansie"*.

Gdzieś w połowie spektaklu [Teatru 21] Katarzyna Lalik zaczyna śpiewać: "Szansa, szansa, szansa. Szansa, szansa, szansa. Szansa na projekt"1. Na małą estradę ustawioną na środku sceny wchodzi Aleksander Orliński w koszulce z hasłem "25 lat wolności" i zaczyna popis. Tańcząc i wyginając się, zdejmuje z siebie kolejne koszulki. To trochę striptiz w rytm wyśpiewywanych przez Lalik projektowych haseł: "cele", "mierniki", "partycypacja"; trochę freak show: Orliński wszedł w miejsce, gdzie jeszcze przed momentem stał brzuchomówca (Piotr Boruta) ze swoją pluszową małpą - Czocherem, dołączając do kolekcji cyrkowych postaci; porusza się niezgrabnie, jest ostentacyjnie nieseksowny. "No dawaj z tymi projektami" - motywuje bohatera tego występu śpiewająca aktorka sama ubrana z cyrkowym rozmachem w cylinder. I recytuje hasła z kolejno zdejmowanych T-shirtów.

To chyba najmocniejsza scena w całym spektaklu. Perwersyjna, choć wcale nie przez skojarzenia ze striptizem. Z kolejnymi koszulkami rozwiewane są bowiem kolejne złudzenia związane z kolejnymi projektami, które miały wspierać osoby z niepełnosprawnościami.

A spadają kolejno: T-shirt stowarzyszenia Otwarte drzwi - NGOs-u, którego misją jest przeciwdziałanie wykluczeniu społecznemu "z powodu ubóstwa, bezrobocia, niepełnosprawności, bezdomności, choroby, płci, wieku, orientacji seksualnej, statusu społecznego, rasy, narodowości, poziomu wykształcenia i wszelkich innych powodów"2; dalej - koszulka z logotypem projektu "Pomocna dłoń" z hasłem "pracownik" na plecach. To przedsięwzięcie Stowarzyszenia Rodzin i Opiekunów Osób z Zespołem Downa "Bardziej Kochani", który miał wspierać "podjęcie pracy przez osoby niepełnosprawne umysłowo na polskim rynku pracy"3. Praca miała polegać na opiece nad osobami starszymi w domu opieki. Jako kolejna spada koszulka z napisem "Kuźnia talentów" i kołami olimpijskimi; po niej T-shirt krakowskiego Centrum Społeczności Żydowskiej z nadrukiem "Building a Jewish future in Kraków". Dalej: projekt WiP (Wsparcie i Promocja Zatrudnienia Osób Niepełnosprawnych) - Towarzystwa Przyjaciół Niepełnosprawnych i koszulka z hasłem "jestem, potrafię, pracuję". Znów T-shirt z logo stowarzyszenia Otwarte drzwi i tekstem - "żyję godnie". Na koniec zaś grafika z identyfikacją wizualną miasta stołecznego: "Zakochaj się w Warszawie", warszawski ratusz współfinansował bowiem projekt, jakim był spektakl Teatru 21.

"Inclusion - illusion" - kończy wokalną część tego występu Lalik. Tyle zostało z dwudziestu pięciu lat wolności - od zdjęcia koszulki z tym, napisanym solidarycą, hasłem zaczął się przecież ten striptiz. "Nie ma wolności bez samodzielności" - kiedy indziej skandują aktorki i aktorzy Teatru 21. A te 25 lat samodzielności osobom z niepełnosprawnościami nie dały. Szumne deklaracje przedstawicieli władzy i projekty adresowane do osób z niepełnosprawnościami jedynie maskowały problem wykluczenia z przestrzeni i życia publicznego. Kapitalna scena ze zdejmowanymi koszulkami bezpardonowo demaskuje te strategie, posługując się przy tym emblematami polityki przeciw wykluczeniom. Bo przecież T-shirty promujące kampanie społeczne i inicjatywy pozarządowe mają być przede wszystkim widzialne - jak każda reklama. Ciało, które mają zasłaniać, jest w tej scenie odsłaniane. I jest to ciało osoby z niepełnosprawnością. Zdziera się fasadę, by pokazać to, co w sferze publicznej pozostaje niewidoczne, odsłaniając jednocześnie hipokryzję polityki wykluczeniowej - hipokryzję władzy, która siłami organizacji pozarządowych chce rozwiązać problem, któremu te nie są w stanie sprostać. Rozwiązanie wymaga przyjęcia strategii długofalowej, tej zaś działania projektowe nie są w stanie zapewnić. Siłą rzeczy maskują więc tylko istniejący stan rzeczy, a inkluzja społeczna istotnie okazuje się wielką iluzją.

"Klauni..." stawiają miażdżącą diagnozę. Nominalnie trzeci, a w rzeczywistości czwarty odcinek teatralnego serialu "...i my wszyscy" Teatru 21 - po zerowym (2012) oraz następnych "Statku miłości" (2013) i "Upadkach" (2015) - po raz kolejny tematyzuje życie bohaterów i jednocześnie aktorów. To utożsamienie jest przy tym ważne, bo aktorzy Teatru 21 zawsze są bohaterami. Zawsze mówią w swoim imieniu, nie chowając się za ciałami innych osób. Dotyczy to zarówno występu, jak i procesu - teksty bowiem również powstają zespołowo. Dlatego też Teatr 21 jest zespołem autotematycznym - to teatr, który mówi o sobie, a jednocześnie nie uzurpuje sobie prawa, by przemawiać w czyimkolwiek imieniu poza swoim własnym. To auto-teatr4.

I tak na przykład w "Upadkach" (zrealizowanych przy współfinansowaniu przez Narodowy Bank Polski) aktorzy dzielili się swoimi doświadczeniami związanymi z pieniędzmi. Większość nie może zarabiać; nawet za swoją pracę na scenie nie wszyscy mogą legalnie pobierać wynagrodzenie. Bo na przykład wtedy przekroczony zostałby próg dochodu rodziny, przy którym przepada dodatek socjalny. Albo też nie mają zdolności prawnych do podpisywania umów.

Scena teatralna zawsze, choć być może mimowolnie, problematyzuje stosunki ekonomiczne - bo na widowni, w ciemności, czas wolny spędzają ludzie, którzy skończyli już pracę i na scenie, w świetle reflektorów, oglądają tych, którzy właśnie zarabiają pieniądze. Jedni wydają pieniądze, by móc oglądać, jak zarabiają inni - tak też można zatem zdefiniować sytuację teatralną. Tymczasem w "Upadkach" ten mechanizm się zacina, bo choć istotnie oglądamy na scenie pracujących aktorów, to - jak się dowiadujemy - przynajmniej formalnie nie wszyscy z nich mogą otrzymywać za swoją pracę wynagrodzenie. Spektakl wpisuje osoby z zespołem Downa i autyzmem w mechanizm rynku - zarabiania i wydawania. Jeśli się zaś nie zarabia, nie ma czego wydawać. Spektakl jest więc także fantazją na temat wydawania pieniędzy, projekcją marzeń o tym, co by można było zrobić, gdyby tak mieć wolną stówę. Wycieczka w tropiki - czemu nie?

Ale też w czasie prób do "Upadków" powstała figura klauna. Ewelina Godlewska-Byliniak i Justyna Lipko-Konieczna (dramaturżka spektaklu) piszą, że to Charles Chaplin, jako robotnik w "Dzisiejszych czasach" dał impuls do powstania spektaklu, choć scena z filmu pojawiła się w pracy zespołu już przy zerowym odcinku serialu, niejako więc fundując całą serię5. To w komiczno-tragicznej kreacji Chaplina, w jego nieprzystosowaniu, aktorzy Teatru 21 znaleźli metaforę swojej własnej sytuacji. Gra on tam robotnika niepasującego do epoki przemysłowej. Nie nadąża za maszyną, nie jest w stanie uzgodnić z nią swoich ruchów i stać się trybikiem w idealnie działającym mechanizmie fabryki. Jest błędem w systemie. Jednak to właśnie dzięki niemu, dzięki temu błędowi, widać zarówno istnienie samego systemu, jak i opresyjność tego mechanizmu. Obecność ciała, które nie chce się zsynchronizować z resztą, odsłania też umowność, tego, co zwykło się uznawać za oczywiste. Błąd w systemie podważa dominujące w nim normatywne wzorce, a także demaskuje ich pozorną naturalność i przezroczystość. Błędem w systemie jest przecież również dodatkowy 21. chromosom, określający zespół Downa.

Epoka industrialna, do której za sprawą "Dzisiejszych czasów" odwoływał spektakl Teatru 21, była też istotna dla myślenia o niepełnosprawności. Mike Oliver pisał nawet o społecznym wytwarzaniu niepełnosprawności w tym czasie, definiowanej jednoczenie w kategoriach tragedii osobistej6. Wielkoprzemysłowy kapitalizm stworzył ramy dyskursu na temat niepełnosprawności, a także wyznaczył dla osób z niepełnosprawnościami normy widzialności. Epoka przemysłowa nie tylko stworzyła niepełnosprawność w porządku języka, jakim o niej mówiono, lecz także w sposób jak najbardziej dosłowny - na skutek częstych wypadków w fabrykach odsetek osób z niepełnosprawnościami wzrósł w tym czasie drastycznie. Uznanie zaś niepełnosprawności za tragedię osobistą w oczywisty sposób spychało ją w sferę prywatności. Wykluczenie z rynku pracy pozbawiało możliwości dochodu, a co za tym idzie - zdawało ludzi z niepełnosprawnościami na łaskę instytucji charytatywnych.

W "Attitudes and Disabled People" - pionierskiej pracy Victora Finkelsteina z 1980 roku - autor ściśle wiąże wytwarzanie niepełnosprawności i ustanawianie dla niej społecznych norm widzialności z głównymi fazami rozwoju ekonomiczno-technologicznego7. W tej perspektywie centralne miejsce znów należy do wielkoprzemysłowego kapitalizmu XIX i XX wieku. Wcześniej - w epoce przedindustrialnej - też, jak zauważa Brendan Gleeson: "gospodarze nie mogli sobie pozwolić na uznanie jakichkolwiek ciał za nieproduktywne"8, jednak feudalna gospodarka nastawiona była na wytwarzanie dóbr niezbędnych do przeżycia. Dopiero epoka przemysłowa, nastawiona na akumulację kapitału, stworzyła mechanizmy wykluczenia osób z niepełnosprawnościami, jako bezproduktywnych, ze sfery publicznej, uznając niepełnosprawność za osobiste nieszczęście. Opisujący XIX-wieczne Melbourne Gleeson wskazuje na stopniową socjoprzestrzenną marginalizację osób z niepełnosprawnościami w mieście, spychanie ich w sferę domową i prac chałupniczych9. (Również współczesne miasta - mimo antydyskryminacyjnych założeń - w planie przestrzennym wykluczają osoby z niepełnosprawnościami)10. Swoje zrobił też medykalizujący dyskurs kształtujący się od końca XVIII wieku. To jednak, uważa Finkelstein, ugruntowanie ideologii, która widzi w niepełnosprawności "tragedię osobistą, bierność i zależność"11, stało u początku tworzenia dyskryminującego dyskursu. Myśl tę rozwinął później Oliver, pisząc, że "osoba niepełnosprawna jest ideologicznym konstruktem związanym z dominującą ideologią indywidualizmu i innymi ideologiami powiązanymi z medykalizacją i normatywnością"12.

Wskazanie więc na epokę przemysłową za sprawą "Dzisiejszych czasów" już w zerowym odcinku "i my wszyscy" cały cykl umieszcza w samym centrum dyskryminującego dyskursu na temat niepełnosprawności. I daje mocne odbicie krytyczne, bo każdy kolejny odcinek będzie wpisywał się w ramy wyznaczone przez Finkelsteina i piszących po nim autorów, mówiących o niepełnosprawności w kategoriach wykluczenia społeczno-ekonomicznego.

Zasada ta odnosi się, rzecz jasna, nie tylko do czasów, których ikoną jest Chaplinowski film. Epoka postindustrialna - twierdził Finkelstein - miała tworzyć bardziej przyjazne środowisko dla osób z niepełnosprawnościami. W drugiej połowie XX wieku zachodnie rządy próbowały włączać osoby z niepełnosprawnościami w rynek pracy. Powstawały programy równych szans, systemy parytetów czy miejsca "pracy chronionej". Jednak pod naciskiem ekonomistów domagających się cięć wydatków działania te zostały zredukowane do szkoleń i programów opieki, a wprowadzane przepisy (takie jak na przykład "Americans with Disabilities Act" z 1990) nie przekładały się w widoczny sposób na udział osób z niepełnosprawnościami w rynku pracy13.

Lata dziewięćdziesiąte zdaniem badaczy - na przykład Manuela Castellsa - miały być czasem aktywizacji zawodowej osób z niepełnosprawnościami. Zmiana sytemu z wytwórczego na taki, w którym nadrzędną rolę odgrywa obieg informacyjny, miał włączać w rynek pracy osoby wcześniej z niego wykluczone. Jednak badania nie potwierdzały tej diagnozy - w 1995 roku nie pracowało ani nie szukało pracy dwie trzecie osób z niepełnosprawnościami w Stanach Zjednoczonych14. W 1999 roku w Wielkiej Brytanii zaś poza rynkiem pracy było sześćdziesiąt procent osób z niepełnosprawnościami15. Podobnie rzecz wyglądała w innych krajach Europy i w Australii. Co więcej - mimo nadziei związanych z informatyzacją - okazało się, że osoby z niepełnosprawnościami są niedostatecznie reprezentowane w dziedzinach specjalistycznych, a co za tym idzie - na stanowiskach kierowniczych, w zawodach prestiżowych, gdzie również zarobki są wyższe oraz zatrudnienie jest pewne. Za to znacznie więcej osób z niepełnosprawnościami podejmuje się prac niewymagających żadnych kwalifikacji, a w konsekwencji - nisko płatnych, niedających możliwości awansu oraz pewności zatrudnienia16. W sprawie społecznej widzialności osób z niepełnosprawnościami na rynku pracy, a zatem również w przestrzeni publicznej zmieniło się niewiele.

Jasne stało się, że rynek sam nie wyreguluje pracowniczych praw osób z niepełnosprawnościami i że konieczna jest tu interwencja państwa. Stało się to również dzięki powstającym grupom nacisku ufundowanych w dużym stopniu na rozwijających się "disability studies". W Polsce dodatkowym czynnikiem hamującym rzeczywistą solidarność społeczną była szalejąca transformacja i dominujący dyskurs neoliberalny, który do dziś zresztą nie stracił na znaczeniu.

W "Klaunach", zaraz na początku, na scenę wjeżdża Pani Prezydent (Barbara Lityńska). Wjeżdża na tronie, raczej jak monarchini mająca pełnię władzy niż reprezentantka społeczeństwa. I w podobnym tonie się wypowiada. Peroruje o otwartości i równości, o wykluczeniu społecznym, defaworyzacji i o przeciwdziałaniu defaworyzacji oraz wykluczeniu społecznemu. W jej przemówieniu pojawiają się jak mantra słowa: inkluzja, integracja, partycypacja. "Nauczmy niepełnosprawnych samodzielności! Nauczmy się pisać dobre projekty!" - apeluje, na koniec okazując całkowitą bezradność, kryjącą się pod bujną retoryką: "Projekt może zmienić rzeczywistość na krótko, ale jednak wyciągamy ręce".

Oczywiście pojęcia, którymi szafuje Pani Prezydent, należą do stałego zestawu kluczowych słów, które powinny znaleźć się w każdym projekcie.

Choć w naukach społecznych od dawna uznawane są za podejrzane. Weźmy "partycypację", o której Claire Bishop pisała, że w gruncie rzeczy zwalnia ona państwo z pełnienia podstawowych funkcji socjalnych względem obywateli17. W istocie chodzi bowiem o to, by obywatele brali sprawy w swoje ręce i właśnie pisali projekty, zdobywali granty, zakładali stowarzyszenia i fundacje, które mogłyby pozyskiwać środki na programy integracyjne. Na cele, które w istocie powinny być w obszarze zainteresowania solidarnego państwa. A państwo - dokładnie tak jak Pani Prezydent - ukrywa swoją bezradność za sprawną retoryką.

Dobrym przykładem takiej strategii może być właśnie polityka mieszkaniowa. Obok pracy to dach nad głową jest podstawowym warunkiem samodzielnego życia. I tak jak w "Upadkach" stosunki pracy, dochodów i wydatków - tak w "Klaunach" to polityka mieszkaniowa jest przedmiotem krytyki.

"W Polsce mieszkania treningowe powstają jak grzyby po deszczu" - relacjonuje z nagrania Katarzyna Lalik, która tym razem wciela się w dziennikarkę. Wypowiedź jest parafrazą artykułu z 2003 roku zamieszczonego w "Gazecie Wyborczej", w którym pomysłodawczyni oddania do użytku pierwszego w Płocku mieszkania treningowego, Marzena Kalaszczyńska, rozwodzi się nad zaletami takiego rozwiązania. "Czasem [niektórzy zdrowi] posuwają się do nadopiekuńczości prowadzącej do ubezwłasnowolnienia. Kiedy indziej z kolei skazują ich na fatalne warunki albo oddają do domów pomocy społecznej bądź starają się o miejsce w szpitalach psychiatrycznych"18 - mówi.

Między tymi skrajnościami idealnym wyjściem ma być właśnie mieszkanie, w którym osoby z niepełnosprawnościami będą mogły uczyć się dbania o nie, gospodarowania pieniędzmi, negocjowania warunków mieszkania z innymi lokatorami, jak również radzenia sobie z podstawowymi czynnościami, jak przygotowywanie posiłków. "Takie rozwiązanie" - mówi Kalaszczyńska - "jest alternatywą dla przebywania w DPS-ie czy szpitalu, gdzie chory bywa traktowany jako jeden z wielu"19. I co nie bez znaczenia - system ten "odciąża finansowo pomoc społeczną", bo jest tańszym rozwiązaniem niż miejsce w Domu Pomocy Społecznej. Miasto miało przekazać na ten cel siedemdziesięciometrowy, czteropokojowy lokal, a Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej przeznaczył rocznie 41 tysięcy złotych na etaty dla kierownika i trenera, który po południu, wieczorem i w nocy miał opiekować się lokatorami. Pomysł - twierdziła rzeczniczka - sprawdził się wcześniej w Niemczech i w krajach skandynawskich.

Sam pomysł wygląda rozsądnie. Tak forma funkcjonowania - a nie na przykład odosobnienie w Domach Pomocy Społecznej - zwiększa aktywność społeczną, pozwala na podjęcie pracy i usamodzielnienie się. Określenie "mieszkanie chronione" pojawiło się w Ustawie o pomocy społecznej z 2004 roku. W wytycznych w zakresie realizacji przedsięwzięć w obszarze włączenia społecznego i zwalczania ubóstwa z wykorzystaniem środków Europejskiego Funduszu Społecznego i Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego na lata 2014-2020, zaś mówi się już o usłudze społecznej świadczonej "w społeczności lokalnej w postaci mieszkania lub domu, przygotowującego osoby w nim przebywające, pod opieką specjalistów, do prowadzenia samodzielnego życia lub zapewniającego pomoc w prowadzeniu samodzielnego życia"20.

Są to lokale przeznaczone dla osób w trudnej sytuacji życiowej, między innymi dla osób z niepełnosprawnościami, w których - pod opieką specjalistów - mogą oni wdrażać się w codzienne życie. Co istotne, mają się one znajdować na istniejących osiedlach, a więc mają umożliwiać bezpośredni kontakt z sąsiadami. Jednak choć ustawa proponuje formułę otwartą, już samo określenie "mieszkanie chronione" implikuje pewną izolację. "To jest taki stary sposób myślenia o niepełnosprawności, oparty na nieuzasadnionych stereotypach"21 - tłumaczy Adam Zawisny, członek Komisji Ekspertów ds. Osób z Niepełnosprawnością przy Rzeczniku Praw Obywatelskich. W europejskich przepisach, ale przede wszystkim praktyce odchodzi się od określenia "mieszkanie chronione". Analiza dyskursu o niepełnosprawności to osobny temat, już jednak na tym przykładzie widać, w jaki sposób chociażby na poziomie języka stygmatyzuje się osoby z niepełnosprawnościami, wyłączając je ze sfery publicznej.

Ochrona i troska, które pojawiają się w deklaracjach i specjalistów, i władzy, mają bardzo często charakter wykluczający. Cytowana już Kalaszczyńska również mówiła o "nadopiekuńczości prowadzącej do ubezwłasnowolnienia". Przy czym tę skłonność autorka wypowiedzi przypisuje "niektórym zdrowym", osoby z niepełnosprawnościami automatycznie stawiając po stronie nie-zdrowych, a zatem chorych. Stąd już prosta konstatacja, że niepełnosprawność to w gruncie rzeczy choroba. Nadopiekuńczość wobec osób z niepełnosprawnościami wynika zaś z przekonania - które jest reprodukowane również w dyskusjach o mieszkaniach treningowych jako drodze do usamodzielnienia - że osoby z niepełnosprawnościami stale potrzebują opieki, że same nie są w stanie podejmować decyzji i w związku z tym należy to robić za nie.

Innymi słowy, specjaliści, nie wsłuchując się przesadnie w głos samych zainteresowanych, sami uznają, co jest dla nich najlepsze. Już w 1977 roku Ivan Illich zwracał uwagę na wpływ specjalistów na osoby z niepełnosprawnościami, pisząc w "Disabling Professions" o upośledzających zawodach; nieprzystawalność rzeczywistości specjalistycznej do codziennej praktyki kwitował: "ludzie mieli problemy, eksperci rozwiązania, a naukowcy mierzyli rzeczy niemierzalne, takie jak zdolności czy potrzeby"22. To specjaliści - lekarze psychiatrzy, lecz nie tylko, bo rzecz dotyczy terapeutów, pracowników socjalnych czy nauczycieli - wykształcili w społeczeństwie nawyki, które pod pozorem dobrych intencji i chęci pomocy bardziej szkodziły, umacniając przekonanie o tym, że osoby z niepełnosprawnościami nie są w stanie funkcjonować bez pomocy. Usamodzielnienie się pozostaje zatem na gruncie języka, jakim się o nim mówi, postulatem nierealnym.

Specjaliści pojawiają się również w "Klaunach". Jest tu Trener (Michał Pęszyński), który od początku towarzyszy parze zasiedlającej mieszkanie treningowe (Magda Świątkowska, Piotr Swend). Zanim jeszcze się w nim znajdą, Pani Prezydent, która mieszkanie to im przyznała, rzuca mimochodem: "mam nadzieję, że nie będzie z tego dzieci". Trener zaś - poza instruktarzem picia kawy i obierania jajka - wprowadza też w życie seksualne: prawa ręka, lewa noga, lewa ręka, prawa noga, lewa ręka, ucho; koniec. Tyle łóżkowej choreografii.

O seksualności osób z niepełnosprawnościami raczej się nie mówi, choć seks dawno przestał być tabu w dyskursie publicznym. (Właśnie seksualność osób z niepełnosprawnościami Teatr 21 badał i w zerowym odcinku "...i my wszyscy", i w pierwszym - w "Statku miłości"). W kontekście niepełnosprawności mówi się więc raczej o dyskryminacji na rynku pracy, w edukacji czy na rynku mieszkaniowym, lecz o wykluczeniu ze sfery seksu i prokreacji23 - raczej rzadko. "Współczesny świat lansuje człowieka wydajnego w pracy, atrakcyjnego fizycznie, sprawnego psychicznie i intelektualnie" - tłumaczyła w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Marzena Kalaszczyńska i dodawała: "A przecież ludzie są bardziej lub mniej piękni, mocni i słabi, mądrzy i ograniczeni umysłowo"24. Rzeczniczka osób niepełnosprawnych mimowolnie znów powiela pewną kliszę, wpisując ciała osób niepełnosprawnych w normatywne wzorce, preferowane jako atrakcyjne czy też piękne. Ciała osób z niepełnosprawnościami stygmatyzowane są jako seksualnie nieatrakcyjne, a ich wizerunki - jako niepożądane25. Nie ma ich więc w przestrzeni publicznej. Prokreacja osób z niepełnosprawnościami i ograniczanie praw reprodukcyjnych wchodzi zaś już w obszar eugeniki, więc "mam nadzieję, że nie będzie z tego dzieci" rzucone przez Panią Prezydent też nie jest zatem wcale niewinnym żartem. A jest w spektaklu bardzo efektowna i teatralna scena zapłodnienia. W końcu jest to spektakl o rodzinie, więc muszą być dzieci.

W mieszkaniu treningowym nie ma zatem mowy o prywatności. Treningi prowadzone przez Pęszyńskiego to właściwie tresura. Trener z gwizdkiem wydaje komendy jak na boisku, każąc podopiecznym naśladować swoje ruchy. Rytmicznie padające komendy - "mieszamy kawę", "pijemy kawę", "do stołu" - zmuszają dwójkę uczestników do wpisania się w określony, jedyny możliwy model posługiwania się ciałem. Nie ma tu miejsca na alternatywną motorykę, nie ma miejsca na improwizację, nie ma żadnej dowolności.

Jednak najbardziej wstrząsające jest to, że trening w mieszkaniu trwa jedynie trzy tygodnie i nie kończy się ani przeniesieniem do stałego mieszkania, ani wejściem w inny program. Projekt obejmował tylko trzytygodniowy trening. Jak ktoś chce więcej, to może napisać sobie inny projekt. Teraz mieszkanie treningowe ma przejąć ktoś inny - chętnych jest wielu, a lokali bardzo mało. Tak działają projekty. Z zasady nie zapewniają ciągłości. "Projekt może zmienić rzeczywistość na krótko" - mówiła przecież Pani Prezydent. Zatem pod koniec, gdy nagle okazuje się, że trzeba się zbierać, z sofy, na której znaleźli się wszyscy, spektakularnie schodzi powietrze. Przez 25 lat wolności nie udało się wypracować trwałych programów, które nie kończyłyby się w tak kuriozalny sposób. Które zapewniłyby ciągłość, czyli - po zakończeniu pobytu w mieszkaniu treningowym - mieszkanie docelowe, do którego państwo, rzecz jasna, będzie musiało dokładać. W 2017 roku - dwa lata po premierze "Klaunów" - ruszył co prawda program Ministerstwa Zdrowia "Dla Życia", z którym wiązały nadzieje środowiska osób z niepełnosprawnościami, lecz daje on wsparcie nie tyle osobom z niepełnosprawnościami, ile rodzinom, w których się urodzą dzieci z niepełnosprawnościami. A to znów żadna droga do samodzielności.

"Klauni" sprawnie zbierają tematy, które pojawiały się wcześniej w serialu teatralnym "...i my wszyscy" - od wykluczenia seksualnego, defaworyzacji na rynku pracy, po sytuację mieszkaniową. Cały cykl układa się w katalog problemów, których "Klauni" są mocną kodą. Wraca też tu figura Chaplina - już nie w kontekście pracy w fabryce i niedostosowania, lecz jako figura klauna. Stąd też tytuł. Redaktorki tomu "21 myśli o teatrze" piszą, że figura ta reprezentuje "smutny śmiech, zabawny ból"26. A jednocześnie jest to "powrót do dziewiętnastowiecznej formuły freak show, formuły obecności osób z niepełnosprawnością w przestrzeni publicznej"27. Nie bez powodu ramę spektaklu tworzy właśnie występ cyrkowy. Spektakl rozpoczyna się od numeru brzuchomówcy, który przekomarza się z pluszową małpą. Każde następne działanie na scenie (nawet kiedy okrągła estrada zjedzie już w kulisy) może więc być kolejnym numerem - tyle że zamiast osobliwości, jaką jest brzuchomówca, pojawiają się ciała aktorów Teatru 21. To właśnie formuła freak show określa warunki widzialności osób z niepełnosprawnościami w przestrzeni publicznej. To ugruntowany co najmniej od średniowiecza w kulturze europejskiej wzór, zgodnie z którym odmienność, zniekształcone czy zdeformowane ciała stają się znaczącym elementem widowisk. Owe performanse odmienności miały - i nadal mają - niezwykłą siłę stygmatyzującą.

W ostatniej scenie obecność aktorek i aktorów Teatru 21 na scenie jest komentowana z offu: "Julia Pastrana", "Czarna Wenus", "Człowiek-Słoń" - to domknięcie już wprost odsyła do najbardziej rozpowszechnionych wizerunków "innych ciał". Julia Pastrana - Meksykanka, której ciało nawet po śmierci było obwożone i wystawiane na pokaz ze względu na nadmierne owłosienie. Czarna Wenus, czyli Saartjie Baartman, Hotentotka, której ciało ostatecznie pochowane zostało - po 180 latach od śmierci w 2002 roku. Przypomniał ją nie tak dawno Abdellatif Kechiche w filmie z 2010 roku. Akcja "Czarnej Wenus" pokazuje zdarzenia z życia bohaterki w porządku chronologicznym, jednak Kechiche zderza tu ze sobą sceny rozmaitych konfrontacji Saartjie Baartman z Europejczykami: interweniującymi w jej obronie angielskimi abolicjonistami, oglądającymi jej genitalia francuskimi uczonymi czy korzystającymi z usług egzotycznych prostytutek bywalców domu publicznego. "Stawiając znak równości między tymi performansami kulturowymi" - pisał Mateusz Borowski - "Kechiche przede wszystkim chce pokazać Czarną Wenus jako zestaw życzeniowych projekcji tych, którzy na nią patrzą i którzy ją wykorzystują dla zaspokojenia własnych potrzeb i fantazji"28. Człowiek-Słoń to z kolei figura wzięta z filmu Davida Lyncha z 1980 roku.

"Świat niepełnosprawnych jest dziwny i ciemny; jest on poddany osądowi tych, którzy żyją w strachu przed nim. [...] Często [osoba z niepełnosprawnościami] musi podporządkowywać się definicjom spoza granic swojego świata"29 - pisał o obrazach niepełnosprawności w literaturze Laurence Kriegel. Konsekwencje tak utrwalonych stereotypów widać też w filmach. Jeszcze w 1997 roku Paul K. Longmore pisał, że "Najbardziej rozpowszechnionym obrazem niepełnosprawności w kinie, a zwłaszcza w telewizji w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci była postać nieprzystosowanego społecznie niepełnosprawnego"30. Nawet więc kiedy osoby z niepełnosprawnościami przestały konotować zagrożenie, ich wizerunek jako "innych", mniej samodzielnych i wymagających opieki, pozostał.

Ale też to właśnie intensywne zainteresowanie przedstawieniami niepełnosprawności w filmie i w literaturze przyczyniło się do zakwestionowania czegoś takiego jak "normalność", czy do ujawnienia - jak ją nazywał Lennard Davis - hegemonii normalności31. Tylko bowiem skonfrontowanie z odmiennością pozwala krytycznie przyjrzeć się wzorom, które wyznaczają normy.

Skonstruowana w XIX wieku niepełnosprawność - tak na gruncie społecznym rzeczywistości epoki przemysłowej, jak i w cyrkach i teatrach, pokazujących rozmaite "osobliwości" - została teraz przedstawiona w "Klaunach", w spektaklu dodatkowo ostentacyjnie odwołującym się do tej tradycji przez tytuł. Figura klauna została przez Teatr 21 przechwycona, a obecne na scenie ciała nie są żadnym freak show. Właśnie przez świadome i ostentacyjne nawiązanie do tej tradycji performanse te są zupełnie różne, przede wszystkim jeśli idzie o funkcje. O ile tamte - jak pisał Borowski - miały pokazać inne ciało "jako zestaw życzeniowych projekcji", o tyle ciała w spektaklach Teatru 21 te projekcje kwestionują, zwracając uwagę na hegemonię normalności. Kwestionując normatywność ciał znajdujących się na widowni. Niepełnosprawność zostaje zdekonstruowana, pojawia się na scenie jako społeczny konstrukt, nie zaś - jak w XIX-wiecznych pokazach - jako potwierdzenie wyobrażeń na temat norm widzialności.

Na sam koniec, gdy scena jest już pusta, na ekranie pojawia się film. Czarno-białe nagranie, stylizowane jest na nieme kino. Para aktorów, którzy zamieszkiwali mieszkanie treningowe, przechadza się teraz parkowymi alejkami na Jazdowie z wózkiem.

Rodzina z dzieckiem, czyli spełnienie marzeń o samodzielności.

---

* Następny tekst z książki "Odzyskiwanie obecności. Niepełnosprawność w teatrze i perfromansie", opublikujemy 17 marca, kolejne - co miesiąc, do końca 2018 roku.

---

1. "Klauni, czyli o rodzinie. Odcinek 3", reż. J. Sobczyk, scenariusz, dramaturgia J. Lipko-Konieczna, ruch sceniczny J. Wielgus, scenografia, kostiumy W. Nicieja, muzyka P. Andryszczyk, wideo T. Michalczewski, światło S. Klim, Fundacja Win-Win, Warszawa 2015. Występują: Piotr Boruta, Grzegorz Brandt, Anna Drózd, Teresa Foks, Daniel Krajewski, Maja Kowalczyk, Katarzyna Lalik, Barbara Lityńska, Anna Łuczak, Aleksander Orliński, Michał Pęszyński, Emilia Rajca, Piotr Sakowski, Cecylia Sobolewska, Marta Stańczyk, Piotr Swend, Aleksandra Skotarek, Magda Świątkowska.

2. Kodeks etyczny członków, pracowników i wolontariuszy Stowarzyszenia "Otwarte drzwi", http://otwartedrzwi.pl/kodeks-etyczny/, dostęp: 26 września 2017 roku.

3. "Pomocna dłoń. Weryfikacja systemu mentorskiego jako procesu umożliwiającego podjęcie pracy przez osoby niepełnosprawne umysłowo na polskim rynku pracy", http://www.kiw-pokl.org.pl/index.php?option=com_sobipro&pid=286&sid=853:Pomocna-dlon-Weryfikacja-systemu-mentorskiego-jako-procesu-umozliwiajacego-podjecie-pracy-przez-osoby-niepelnosprawne-umyslowo-na-polskim-rynku-pracy&Itemid=544&lang=pl, dostęp: 26 września 2017 roku.

4. Zob. J. Krakowska, "Auto-teatr w czasach post-prawdy", "Dwutygodnik.com" 2016, nr 195, http:// www.dwutygodnik.com/artykul/6756-auto-teatr-w-czasach-post-prawdy.html, dostęp: 26 września 2017 roku.

5. Zob. E. Godlewska-Byliniak, J. Lipko-Konieczna, "Publiczne - prywatne: teatralna gra z niepełnosprawnością", w: "21 myśli o teatrze", red. E. Godlewska-Byliniak, J. Lipko-Konieczna, Fundacja Win-Win, Wrocław 2016, s. 12-13.

6. Zob. M. Oliver, "The Politics of Disablement. A Sociological Approach", St. Martin's Press, New York 1990; zob. także: M. Oliver, C. Barnes, "New Politics of Disablement", Palgrave Macmillan, New York 2012.

7. Zob. V. Finkelstein, "Attitudes and Disabled People. Issues for Discussion", International Exchange of Information in Rehabilitation, New York 1980.

8. B. Gleeson, "Geographies of Ddisability", Routledge, London, New York 1999, s. 83.

9. Zob. ibidem.

10. B. Gleeson, N. Low, "Australian Urban Planning. New challenges, New Agendas", Allen & Unwin, St. Leonards 2000.

11. V. Finkelstein, op. cit., s. 1.

12. M. Oliver, op. cit., s. 58.

13. Zob. C. Barnes, G. Mercer, "Niepełnosprawność", przeł. P. Morawski, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2008; por. "Trends in Disability Prevalence and Their Causes. Proceedings of the Fourth National Disability Statistics and Policy Forum", May 16, 1997, red. H. Stephen Kaye, U.S. Department of Education, Office of Special Education and Rehabilitative Services, National Institute on Disability and Rehabilitation Research, Washington 1998.

14. Zob. M.P. LaPlante, J. Kennedy, L. Trupin, "Income and Program Participation of People with Work Disabilities", U.S. Department of Education, Office of Special Education and Rehabilitative Services, Washington 1997.

15. Zob. I. Christie, G. Mensah-Coker, "An Inclusive Future? Disability, Social Change and Opportunities for Greater Inclusion by 2010", Demos, London 1999, s. 17.

16. Zob. A. Roulstone, "Enabling Technology: Disabled People, Work and New Technology", Open University Press, Buckingham 1998.

17. Zob. C. Bishop, "Sztuczne piekła. Sztuka partycypacyjna i polityka widowni" przeł. J. Staniszewski, Fundacja Nowej Kultury "Bęc Zmiana", Warszawa 2015; zob. także na podobny temat M. Miessen, "Koszmar partycypacji", przeł. M. Choptiany, Fundacja Nowej Kultury "Bęc Zmiana", Warszawa 2013.

18. aa, "Mieszkanie treningowe zamiast domu pomocy społecznej", "Gazeta Wyborcza - Płock" z 3 grudnia 2003 roku.

19. Ibidem.

20. Minister Rozwoju i Finansów, Wytyczne w zakresie realizacji przedsięwzięć w obszarze włączenia społecznego i zwalczania ubóstwa z wykorzystaniem środków Europejskiego Funduszu Społecznego i Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego na lata 2014-2020, Warszawa 2016, s. 7, dostępne na stronie https://www.funduszeeuropejskie.gov.pl/media/27996/wytyczne_CT9_24.pdf, dostęp: 26 września 2017 roku.

21. M. Dąbek, "Za życiem" pod lupą: komu mieszkania chronione?, http://niepelnosprawni.pl/ledge/x/576278;jsessionid=D0A3810E3369648C0E955D1532E20DF8?ci=document_add_comment&mid=576588&site_id=702&state=am, dostęp: 26 września 2017 roku.

22. I. Illich, "Disabling professions", w: "Disabling Professions", red. I. Illich, M. Boyars, London 1977, s. 11.

23. Zob. np. A. Finger, "Past Due. A Story of Disability, Pregnancy, and Birth", Seal Press, Seattle 1990.

24. aa, op. cit.

25. Zob. m.in. "Images of the Disabled, Disabling Images", red. A. Gartner, T. Joe, Praeger, London 1987; R. Garland Thomson, "Extraordinary Bodies: Figuring Physical Disability in American Culture and Literature", Columbia University Press, New York 2017.

26. E. Godlewska-Byliniak, J. Lipko-Konieczna, op. cit., s. 26.

27. Ibidem, s. 27.

28. M. Borowski, "Wszystkie imiona Czarnej Wenus", "Dialog" 2010, nr 3, s. 10.

29. L. Kriegel, "The cripple in literature, w: Images of the Disabled, Disabling Images", op. cit., s. 33.

30. P.K. Longmore, "Screening stereotypes: images of disabled people in television and motion pictures, w: Images of the Disabled, Disabling Images", op. cit., s. 70.

31. Zob. L.J. Davis, Enforcing Normalcy. Disability, Deafness, and the Body, Verso, New York, London 1995.