powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Między celebracją a prostytucją. Artyści z Chin i Korei Płd. w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim

W krótkim odstępie czasu, z innym konceptem i odmiennej skali zaprezentowały się dwie grupy teatralne z Azji - pisze Katarzyna Wysocka w Gazecie Świętojańskiej.

Dwa spektakle, dwie tradycje i świat Azji Wschodniej, który wciąż zadziwia.

Chiński Nowy Rok dopiero przed nami, tym razem przypada 16 lutego, ale GTS z końcem stycznia zaproponował widzom początek celebracji tego dnia, prezentując półtoragodzinne widowisko Youth Dance Company z Pekinu. Teatr Szekspirowski już po raz trzeci z Instytutem Konfucjusza przy Uniwersytecie Gdańskim zorganizował tego typu celebrację początku roku, czyli obecnie Roku Psa według kalendarza księżycowo-słonecznego. Od 16 lutego rozpocznie się więc w Chinach niezwykle uroczyste i kolorowe Święto Wiosny, trwające 15 dni, które zakończy spektakularne Święto Latarni.

Program spektaklu w GTS to dziewięć etiud tanecznych, które łączą chińską tradycję z nowoczesnością - pojmowaną jednak wybiórczo i zachowawczo. Poszczególne sceny to, m.in: "Cóż za złota jesień","Rozszczepienie", "Odprawa wojsk Cesarza Qin", "Oda do kwiatu lotosu", "Malowanie tuszem i samotny żuraw", "Taniec tysiąca dłoni Bodhisattwy" czy "Żółta Rzeka". Każda z etiud została potraktowana jako oddzielna wypowiedź, bez związków dramaturgicznych czy stylowych, co w rezultacie można było odebrać wyłącznie w kategoriach popisów solistów lub grupy. Młodzi artyści skupieni w zespole działającym przy Uniwersytecie Pekińskim zaprezentowali dobry poziom warsztatowy, widoczne było zaangażowanie interpretacyjne, ale, niestety, nie porwali. Poza, jak zawsze ciekawymi, tańcami tradycyjnymi, pozostałe etiudy były "parafrazowaniem" europejskiego stylu tańca, co bardzo spłyciło orientalny charakter wydarzenia i rozczarowało, przede wszystkim ze względu na brak oryginalności.

Mam nadzieję, że zapowiadany przez GTS na październik Tydzień Chiński dostarczy masy wrażeń i oby przy okazji nie dane już było nam uczestniczyć w fajerwerku fleszy, jakie "wybuchły" podczas tego spektaklu, nie tylko zresztą za sprawą widzów z Dalekiego Wschodu. Po Tygodniu Węgierskim jestem też bardzo ciekawa, jak zostaną pokazane wstydliwe problemy chińskie (prawa człowieka, nierówności społeczne w komunistycznym państwie czy Tybet).

Dużo więcej emocji wywołał południowookoreański spektakl "Cho-Hon" [na zdjęciu] (Przyzywanie duchów zmarłych) dedykowany "pocieszycielkom", ianfu/wianbu/wi'nf, z ang. comfort women. Ze skalą społecznych i politycznych kontekstów, jakie niesie przekaz Koreańczyków, można było zapoznać się przed pokazem, podczas wykładu japonisty, Nikodema Karolaka, który przywołał liczby i statystyki, opowiedział również o nieustających protestach kobiet wobec japońskiej polityki zamiatania pod dywan. Jak odległy Europejczykowi wydaje się ten problem, niech posłuży mało znany fakt, że do dziś od 1992 roku odbywają się w Korei Południowej, w każdą środę (!), marsze protestacyjne jako wyraz hołdu dla tych wszystkich zniewolonych kobiet, które nie otrzymały zadośćuczynienia moralnego ze strony japońskiego rządu. To najdłuższy protest poświęcony jednej sprawie w dziejach ludzkości według Księgi rekordów Guinessa. Mimo podpisanej, dopiero w grudniu 2015 roku (!), ugody między rządami Korei Płd. i Japonii regulującej zobowiązania tej drugiej, do dzisiaj Koreańczycy czekają na wypełnienie deklaracji. To jedna z najważniejszych kwestii społecznych w tym kraju, który jest dzisiaj gospodarzem globalnej olimpiady.

W kolejce o uznanie problemu wykorzystywania przez Japończyków kobiet w latach 1930-1945 stoją jeszcze Chiny, Tajwan czy Filipiny, a nawet Europejki, które były zmuszane w tym czasie do prostytucji. Skala procederu jest porażająca - około 2 tysięcy domów publicznych w koloniach japońskich, nawet do 400 tysięcy seksualnie wykorzystanych (porywanych, sprzedawanych, więzionych) kobiet, każda z nich codziennie musiała odbywać stosunki z około 50 żołnierzami. Spektakl poświęcony jest symbolicznie jednej, której nie udało się uniknąć agresji japońskich żołnierzy. W wyniku doznanych cierpień umiera, a ceremonia pogrzebowa staje się głównym, mocno rozbudowanym tematem całego przedstawienia. Poszczególne sceny przedstawiają tradycyjny obrządek przygotowania zmarłego do przejścia, w tym mocno przerysowane zachowania uczestników żałoby, dla których celem staje się nawiązanie kontaktu z duszą zmarłej i pokierowanie jej ku wieczności. Inscenizacja w bardzo powolnym rytmie prowadziła widza poprzez rytuały i obrządek pogrzebowy, skupiony wokół lamentacji i artykułowania słowa "aiko" jako bazowego w pieśniach pogrzebowych.

Azjatycka gigantomania, wielowiekowe tradycje, różnorodność kultur zawsze przyciągały uwagę białego człowieka. Miał swoisty punkt odniesienia, chociaż przeważnie wybierał tylko te elementy, które nadawały się do asymilacji w innej przestrzeni lub nie wymagały pogłębionego zaangażowania. Co zrobił biały człowiek z okrucieństwem, jakie ma/miało miejsce w Azji? - przeważnie przechodził nad tym do porządku dziennego, tłumacząc się z nieznajomości powiązań, tradycji i obyczajów. A to właśnie obyczaje doprowadziły do trudnych do ogarnięcia czy porównania działań ograniczających wolność, uprawomacniających przemoc, odbierających życie. Dzisiaj, jak wszędzie, dominuje polityczna poprawność. Dobrze, że Gdański Teatr Szekspirowski próbował poprzez prelekcję poszerzyć horyzonty białego człowieka. Szkoda tylko, że prelekcja odbywała się w niewłaściwym miejscu i pozostawiała wiele do życzenia w zakresie komunikatywności.

Do wyboru pozostawiam więc dwa oblicza ludzi Dalekiego Wschodu.