powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Co się stało z babcią?

Przedstawienie Agaty Biziuk zachwyciło mnie przenikliwością, z jaką analizuje kwestię wtajemniczania dzieci w temat przemijania. Śmierć często jest tematem tabu, problemem zbyt trudnym, by poruszać go w rozmowie z dzieckiem - o spektaklu "Babcia mówi pa, pa" w reż. Agaty Biziuk w Teatrze Rampa w Warszawie pisze Marta Żelazowska z Nowej Siły Krytycznej.

"Z definicji - babcia - to osoba starsza niż większość... Babcie cechuje na ogół pogodne usposobienie, do typowych zachowań babci należy przede wszystkim obdarowywanie wnucząt zabawkami i słodyczami. Babcie często opowiadają bajki, tłumaczą to, czego taki wnuczuś nie rozumie. (...) Babcia to osoba ulubiona, ukochana, sympatyczna... ale przede wszystkim nieodgadniona."* Taka jest właśnie babcia Krzysia - miła, ciepła, opiekuńcza i tajemnicza. Nie wiemy jak wygląda, przez półprzezroczystą białą kurtynę dostrzegamy jedynie cień siedzących obok siebie postaci. Mam wrażenie jakbym oglądała starą fotografię albo z zakamarków pamięci wydobywała odległe wspomnienie. Obserwuję jedynie zaabsorbowane rozmową sylwetki. Kobieta wspomina wydarzenia sprzed lat, a wnuk przysłuchuje się z zafascynowaniem i niedowierzaniem. Tak czułam się słuchając opowieści dziadków. Wydawały się nie mniej nieprawdopodobne jak anegdoty babci Krzysia: wizyta w indiańskiej wiosce Badabada czy polowanie z dziadkiem na Yeti.

Ukochana babcia (Joanna Górniak) pewnego dnia znika. Nie jest łatwo przekazać informację o jej śmierci, rodzice (Brygida Turowska, Piotr Furman) nie są na to gotowi. Plączą się w wyjaśnieniach, ignorują i bagatelizują pytania zaniepokojonego syna (Michał Karwowski), zmieniają temat, wreszcie kończą rozmowę proponując synowi zabawę ulubioną figurką - prezentem od babci. Wychodzą z domu pod pretekstem załatwienia ważnych spraw. Zostawiają dziecko samo z jego niepokojem, smutkiem, lękiem, żalem a powinni być dla niego oparciem, zapewnić poczucie bezpieczeństwa wyjaśniając niezrozumiałe wydarzenie. U Biziuk to dorośli mają problem z tematem śmierci, nie dziecko. Krzyś jest przygotowany emocjonalnie do poznania prawdy o "zniknięciu" ukochanej osoby. Pod opieką dzielnego Komandosa (Konrad Marszałek) wyrusza więc w podróż, by dowiedzieć się: co się stało z babcią?

Chłopiec przemierza przedziwne krainy: samotnych zabawek, wiecznych dzieci i mitycznych stworów, by wreszcie trafić tam, gdzie przebywa babcia. "Zaświaty" w inscenizacji Biziuk to nie mroczny, ciemny, nieznany obszar lecz słoneczny, przestronny pokój pełen roślin doniczkowych ze stojącym na środku wygodnym fotelem, w którym rozsiadła się starsza pani. Kobieta jest zdziwiona obecnością wnuka. "Po co mnie szukałeś? Stało się coś?" - pyta. "Bo Cię potrzebuję" - odpowiada chłopiec. Babcia nie mówi o przemijaniu z lękiem, obawą, wręcz przeciwnie. Czule, cierpliwie wyjaśnia, że śmierć jest integralną częścią życia. Zapewnia, że zawsze będzie obecna w pamięci i sercu wnuka, mimo że mieszka teraz w innym miejscu. Starsza pani wprowadza dziecko w sprawy związane ze śmiertelnością, towarzyszy w przejściu przez stratę, a tym samym koi żałobę. Robi to, na co zabrakło odwagi rodzicom. Krzysiowi doświadczenie utraty jest niezbędne do przejścia kolejnych etapów rozwoju poznawczego i emocjonalnego, do osiągnięcia dojrzałości. W ostatniej scenie chłopiec zrzuca infantylny kombinezon, wkłada koszulkę z napisem "no more drama" i czapkę z daszkiem, a Komandosa zastępuje modnymi butami sportowymi.

Droga ku dojrzałości to nie tylko nauka radzenia sobie ze stratą. To przygotowanie dziecka do samodzielności. Rezygnacja z nadopiekuńczości na rzecz wdrażania do samodzielnego działania, a co za tym idzie - odpowiedzialności. Nie jest to łatwe zadanie. Dorośli mają tendencje do chowania latorośli pod "szklanym kloszem". Boją się konfrontować dziecko z problemami współczesnego świata, nie chcą "zabierać dzieciństwa" obarczając dziecko nawet drobnymi obowiązkami domowymi. Celem staje się realizacja każdej, najdrobniejszej zachcianki, przysłowiowe "chuchanie i dmuchanie" na młodego człowieka. Zuza (Michalina Brudnowska) i Robercik (Piotr Furman) przywołują Superbabcię (Zuzanna Zazulin-Janik) dzwonkiem. Doskonale zdają sobie sprawę, ze starsza pani zrobi dla nich wszystko, żeby tylko nie płakały, nawet zwiąże Krzysia liną. Wieczne dzieci nie chcą dorosnąć, dobrze czują się w sytuacji, którą znają, choć narzekają trochę na nudę (przez cały czas siedzą w wielkich fotelach przed telewizorem). Dopiero spotkanie z chłopcem staje się bodźcem do zmiany sytuacji, w jakiej się znalazły. Zuza i Robercik chcą działać, poznawać nowe rzeczy, na początek postanawiają zaopiekować się ukochaną Superbabcią.

Agata Biziuk wystawia napisany wraz z Agnieszką Makowską tekst "Babcia mówi pa, pa" po raz drugi (prapremiera spektaklu odbyła się w Teatrze im. Solskiego w Tarnowie w 2012 roku). Premiera w stołecznym Teatrze Rampa uzupełniała sztukę o piosenki - komentarze scenicznych wydarzeń. Wykonuje je Anioł Stróż (Wojciech Stolorz) przysłany przez babcię towarzysz i opiekun Krzysia. Jeden z utworów inspirowany jest "Space Oddity" Davida Bowie, ulubionego artysty starszej pani (w "zaświatach" nosi koszulkę z jego wizerunkiem). Nie dziwi więc, że opiekuńczy duch przybrał postać Ziggy'ego Stardusta (jedno z wcieleń artystycznych piosenkarza). Żartów skierowanych do dorosłych jest więcej: Owieczka (Agnieszka Makowska), pamiątka przywieziona z gór, wspomina o "Milczeniu owiec"; a Pierrot (Mateusz Trzmiel) rozprawia o commedia dell'arte. Aktorzy grają po kilka ról, zmieniając nie tylko strój, ale i tembr głosu, sposób mówienia, wyraz twarzy, w mgnieniu oka stają się innymi osobowościami. Chodzą na szczudłach, animują lalki (urocze pluszowe chomiki). Są doskonali. Grają i na scenie, i za sceną, wchodzą w kontakt z młodymi widzami, którzy żywiołowo przybijają im "piątki" i na prośbę wskazują drogę.

Scenografia (Marika Wojciechowska) jest neutralna, minimalistyczna, złożona jedynie z trzech białych ścianek otaczających scenę. Podłogę pokrywa biała wykładzina, a jej boki zdobią wypełnione helem ogromne balony - także białe. Charakter miejscom, w którym dzieje się akcja, nadają rekwizyty, na przykład rodzinny stół - dom Krzysia; białe pudełka - kraina porzuconych zabawek; ogromne czarne fotele i telewizor - kraina wiecznych dzieci. W inscenizacji Biziuk litery atakują nas ze wszystkich stron, są fascynujące. Wielkimi, czerwonymi manipulują aktorzy, ustawiają je w zależności od kontekstu sceny w słowa. Pojawiają się także w animacjach przygotowanych przez Patryka Bychowskiego inspirowanych poezję konkretną. Efekt wizualny dopełniają piękne kostiumy (Marika Wojciechowska) i światło (Monika Sidor).

Przedstawienie Agaty Biziuk zachwyciło mnie przenikliwością, z jaką analizuje kwestię wtajemniczania dzieci w temat przemijania. Śmierć często jest tematem tabu, problemem zbyt trudnym, by poruszać go w rozmowie z dzieckiem. Rodzice obawiają się dociekliwych pytań latorośli, w związku z tym boją się dialogu lub chcą ochronić je przed bólem, smutkiem, wobec tego nie inicjują rozmowy w ogóle. Spektakl Biziuk może być wstępem do jej przeprowadzenia, gotowym pomysłem na to jak oswoić dziecko z sytuacją gdy ktoś z bliskich powie "pa, pa".

* Cytat ze sztuki "Babcia mówi pa, pa" A. Biziuk, A. Makowska, umieszczony w programie do spektaklu.

***

Marta Żelazowska - pedagog, absolwentka studiów podyplomowych Wiedza o teatrze i dramacie z elementami wiedzy o filmie w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk oraz Laboratorium Nowych Praktyk Teatralnych.