powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Podsumowanie roku 2017 w teatrze

Rok 2017 obfitował w polskim teatrze w nagłe zwroty akcji, zaskoczenia i długie oczekiwania na rozwiązanie konfliktów personalnych - pisze Bartosz Rosenberg w Magazynie O.pl.

Niewiele cokolwiek z tego wszystkiego wynikło, nie przyniosło rozładowania nagromadzonych napięć - pozostawiając widzów i środowisko teatralne w okopach - ciągle podzielonych, okładających się pięściami. Dramat - pisany jak gdyby ręką Samuela Becketta i Harolda Pintera. Wyodrębnijmy zatem najważniejsze punkty kulminacyjne ich dzieła.

1. My

Dyrekcja Teatru Powszechnego w Warszawie zaprosiła do współpracy Olivera Frljicia. Kontrowersyjny chorwacki artysta wyreżyserował "Klątwę" na motywach dramatu Stanisława Wyspiańskiego. Spektakl opowiadał o wyzbyciu się lęku przed władzą, także tą kościelną, ukazując przede wszystkim obraz współczesnej religijności. Frljić wzburzył część widowni między innymi sceną ukazującą seks oralny z figurą Jana Pawła II, która w zamyśle reżysera miała być oskarżeniem duchowieństwa o niereagowanie na przypadki pedofilii w Kościele.

Teatr Powszechny zyskał miano oblężonej twierdzy, pod którego drzwiami protestowali sprzeciwiający się wystawianiu spektaklu działacze środowisk narodowych, członkowie Krucjaty Różańcowej i Krucjaty Młodych, którzy pod teatrem odmawiali różaniec; a także jego obrońcy - Obywatele Solidarni w Akcji. Uczestnicy obu zgromadzeń oskarżali się wzajemnie o nienawiść płynącą z przeciwnych stron, a widzowie po zakończeniu jednego ze spektakli opuszczali teatr tylnym wyjściem pod eskortą policji. Protestów, pikiet i manifestacji w obronie i przeciw, już nie ma, a "Klątwa" nadal jest w repertuarze Powszechnego.

2. Wy

Z dramatem Stanisława Wyspiańskiego związane jest kolejne ważne wydarzenie teatralne 2017 roku: premiera "Wesela" w Starym Teatrze w Krakowie w reżyserii Jana Klaty [na zdjęciu] i zamieszania personalne wokół jego dyrekcji. Obradująca w czasie prób do spektaklu komisja konkursowa MKiDN nie wybrała na kolejną kadencję Klaty. Wybrała natomiast Marka Mikosa, na dyrektora naczelnego Teatru i - prawie nikomu nieznanego - Michała Gieletę, który miał pełnić funkcję dyrektora artystycznego.

Mikos-Gieleta, Gieleta-Mikos pytano na zmianę w postach facebookowych i przeszukiwano Sieć, by zaspokoić ciekawość i znaleźć odpowiedź na pytanie: "kim oni są?". Ale zwykle odpowiedź brzmiała: "To jest nikt" - tak jeden, jak i drugi. Z czasem zaczęły padać groźby ze strony przedstawiciela zespołu, Juliusza Chrząstowskiego, że możliwy jest wariant wrocławski, a przez to paraliż narodowej sceny, jeśli konkurs nie zostanie powtórzony. Zawiedziony zespół aktorski wraz z Klatą postanowił jednak dać premierę i spektakl odbył się przy ogromnym aplauzie widowni, która mogła też uczestniczyć w jednej z dwóch akcji protestacyjnej: "Kwiaty pod Stary" - zorganizowanej przez obrońców czci i etosu Narodowego. Drugi protest odbył się na Placu Szczepańskim sąsiadującym z teatrem. Zorganizował go m.in. Patryk Ziernicki w imieniu publiczności, która nie zgadzała się ze sposobem wyboru nowej dyrekcji. Okazało się, że frekwencja nie była dość wysoka mimo, że protest odbywał się w sobotnie wolne popołudnia. Tak zakończył się sezon 2016/2017.

Po wakacjach dowiedzieliśmy się, że Marek Mikos poróżnił się z Michałem Gieletą, ale nie w sprawie wizji artystycznej, lecz w sprawach finansowych - uposażenia jakie Gieleta miał otrzymywać za swoją pracę. Gieletę zastąpił Jan Polewka - scenograf, malarz i reżyser urodzony w Krakowie w 1945 roku. Z teamu Mikosa odszedł również Artur Grabowski, literaturoznawca i profesor UJ, który miał pełnić funkcję kierownika ds. literackich. Rezygnując Grabowski złożył jedynie lakoniczne oświadczenie: "Oświadczam, że rezygnuję z proponowanej mi funkcji kierownika literackiego Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Jednocześnie deklaruję wole współpracy artystycznej z teatrem, zaś jego dyrektorowi życzę sukcesów"[1].

Trzeba przyznać, że dyrekcja Starego znalazła się w trudnym położeniu i o sukcesy artystyczne na miarę dyrekcji Jana Klaty będzie trudno. Odchodzą kolejni aktorzy, a ci którzy pozostali, by utrzymać wysoki poziom artystyczny teatru, deklarują wolę dialogu z dyrektorem, zrzeszając się w Radę Artystyczną. Sytuacja jest rozwojowa, może przynieść jeszcze wiele zaskoczeń.

3. Oni

"Opowiem polską bajkę ku przestrodze..."- tak Krystian Lupa pisze w swoich diariuszowych notatkach z przygotowań do premiery "Procesu" Franza Kafki, zamieszczonych w programie do przedstawienia. Dodaje też: "Rzeczywistość sypie się dalej. Zamiast humanistycznej prawdy, porządkującej ludzkie marzenia o kreowaniu rzeczywistości, mamy chaotyczne upadanie, zapadanie się ludzkiej energii wznoszącej, zamiast tego tępe obwinianie. Państwo jako kanalizacja energii negatywnej. Prawo i instalacja ustrojowa jako narzędzie kary i eliminacji". Wyczekiwana od kilku miesięcy premiera Procesu, która miała pierwotnie odbyć się w Teatrze Polskim we Wrocławiu, została zrealizowana ostatecznie z aktorami, którzy odeszli z zespołu Polskiego (ich teatr nazywa się dziś: "Teatr Polski - w podziemiu") w koprodukcji z Nowym Teatrem, TR Warszawa i Studio Teatrgaleria. Zapowiadano ją szumnie i nakręcano spiralę machiny promocyjnej, która w efekcie spowodowała, że spektakl "skanalizował" gdzieś swoją energię, manifestującą się w dzienniku Lupy. Reżyser zaprezentował się w spektaklu, jako leniwy buntownik zapatrzony w "błędną otchłań przyjacielską" (tak zatytułował jeden ze swoich wpisów z dnia 18 sierpnia 2017 roku), zaś w tekście - jako młody filozof-rewolucjonista. I właśnie ta konfrontacja dwóch Lup wydaje się fascynująca.

***

[1] Treść oświadczenia podaję za Gazetą Krakowską.

***

Bartosz Rosenberg - absolwent wiedzy o teatrze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zainteresowany historią teatru i poszukiwaniem nowych kontekstów jego interpretacji. Na co dzień redaktor O.pl Polskiego Portalu Kultury, krytycznie przyglądający się scenie teatru współczesnego.