Znamy te gesty siły dominacji

"Mute" w choreogr. i wykonaniu Janusza Orlika w Studio Słodownia +3 w Starym Browarze w Poznaniu. Pisze Stanisław Godlewski w Gazecie Wyborczej - Poznań.

«Spektakl "Mute" Janusza Orlika - pierwsza tegoroczna taneczna propozycja Starego Browaru - czerpie z naszej codziennej choreografii społecznej. To próba opowiedzenia ruchem o tym, jak trudno nam się dziś porozumieć

Janusz Orlik, wielokrotnie nagradzany tancerz i choreograf, współpracujący z brytyjską grupą Vincent Dance Theatre, wrócił do Starego Browaru pięć lat po premierze "In-sight" - spektaklu nagrodzonego przez Ministerstwo Kultury za najlepszą choreografię podczas Polskiej Platformy Tańca 2014. Jego nowe taneczne solo "Mute" to pierwsza w tym roku premiera w Studio Słodownia +3. - Znaleźliśmy się w kryzysie komunikacji, wydaje mi się, że nie potrafimy lub nie wiemy, jak ze sobą rozmawiać. Dla mnie to także wyzwanie, bo chcę się komunikować z widzem, ale używam do tego medium tańca - opowiadał przed premierą choreograf.

"Mute" zaczyna się w ciemności - z kilku głośników umieszczonych w różnych miejscach sceny sączy się sentymentalna, melodyjna muzyka. Ten spokojny klimat szybko się kończy. W świetle, w głębi sceny stoi Janusz Orlik - ubrany w intensywnie czerwone polo i spodnie, co mocno kontrastuje z białą podłogą. Z głośników zaczyna wydobywać się szum, coraz bardziej przechodzący w hałas. Orlik porusza się ze zmienną szybkością, czasem inicjując ruch w sposób bardzo dynamiczny, ale kończąc go delikatnym, wolnym gestem, lub odwrotnie - zaczyna spokojnie, a potem gwałtownie to ścina. Wszystko w nieustannym napięciu mięśni.

Choreograf i tancerz, który posiada niezwykle subtelną jakość ruchową, którą wykorzystuje z dużą świadomością, tutaj zderza swoją wrażliwość z mocnym gestem. Przez cały czas skupiony Orlik nie puszcza swojego ciała w żadnym momencie, nie następuje jakiekolwiek rozluźnienie. Szczególnie widać to właśnie w wolniejszych momentach, jak w scenie gdy obchodzi dookoła całą widownię, która otacza scenę z trzech stron, i powoli obracając się wykonuje mocne gesty w sposób dyskretny i niemal efemeryczny: pokazuje środkowe palce, bije w powietrze zaciśniętymi pięściami.

Przyznam, że nie umiem rozgryźć tego fenomenu, jak można tak skutecznie połączyć delikatność i siłę. Z jednej strony zaczyna to prowokować do różnych przemyśleń na temat codziennej choreografii społecznej, którą widzimy na ulicach, tutaj poddanej artystycznemu przetworzeniu: znamy te gesty siły i dominacji, kojarzymy te spięte mięśnie, z drugiej strony oglądanie ciała Orlika sprawia niemal fizyczny dyskomfort (pewnie za sprawą neonów lustrzanych).

Osobne znaczenie ma tutaj muzyka Alexa Catony, czerpiąca z różnych stylów, jednak przez większą część spektaklu bombardująca widzów różnymi poziomami hałasu i szumu. Umieszczenie w różnych miejscach Słodowni, na innych wysokościach kilku głośników sprawia, że dźwięk staje się przestrzenny, żywo odczuwalny. Podobnie ze światłem, które współgra z muzyką.

Jest jeden bardzo ciekawy moment w "Mute": Orlik nagle wyciąga zza jednego z głośników mikrofon i przybliża go sobie do ust, tak jakby zaraz miał coś powiedzieć. Ale nie mówi nic, jedynie słychać jego przyśpieszony oddech (kolejne świadectwo ciężkiego fizycznego wysiłku tancerza). Następnie agresywnie przykłada mikrofon do głośnika, powodując nieprzyjemne dla ucha sprzężenie. Ta scena, dziwnie odklejona od całej reszty spektaklu, jest jednocześnie dla niego konstytutywna.

"Mute" nie oznacza tu jedynie wyciszenia, oznacza także niechęć lub niezgodę na pewne rodzaje dyskusji i przyzwolenie, a nawet zachętę do prowokowania hałasu. Orlik poddaje te mechanizmy refleksji, a jednocześnie unika oceny, co jeszcze bardziej zwiększa niejednoznaczność i ambiwalencje tego projektu.

Ciekawe jest również to, jak bardzo dramaturgia solo zderza się tutaj z oczekiwaniami widzów - wydaje się jakby spektakl miał kilka zakończeń. Nagłe wyciemnienia, powracanie do miejsca z początku spektaklu, scena z mikrofonem, która mogłaby puentować całą choreografię. Szkoda, że tego mylenia tropów nie ma więcej, wtedy igranie z przyzwyczajeniami odbiorców byłoby mocniejsze.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego