powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Mateusz Węgrzyn: Hejt powszedni

W dwudziestym pierwszym wieku większość z nas wyczuwa specyfikę mowy nienawiści. Ale jak z nią walczyć? Przede wszystkim trzeba dobrze poznać jej mechanizmy, bo ta walka jest syzyfową pracą - o zjawisku "hate speech" w kontekście spektaklu "Klątwa" pisze Mateusz Węgrzyn w Notatniku Teatralnym.

***Artykuł zawiera cytaty niecenzuralnych wypowiedzi komunikowanych drogą internetową. Zachowana została ich oryginalna pisownia. Lektura na własną odpowiedzialność!***

Jest jak wirus. Na początku szokuje, zniesmacza, zastrasza, frustruje i prowadzi do apatii. Tylko doświadczeni potrafią podejść do niego z dystansem. Po dłuższym czasie często powoduje absurdalny śmiech, zdumienie zakresem inwencji oraz - mimo wszystko - ciągłe niedowierzanie, a później rutynowe działania zabezpieczające, bo na większość odmian można się uodpornić, choć niestety nie na przypadki ekstremalne. Mowa nienawiści, bo o nią chodzi, coraz częściej dotyka także instytucji kultury - już nie tylko artystów czy celebrytów zabierających głos w sprawach publicznych, ale i zwykłych, szeregowych pracowników teatrów, oper, domów kultury, muzeów czy galerii sztuki.

W dwudziestym pierwszym wieku większość z nas wyczuwa specyfikę mowy nienawiści. Ale jak z nią walczyć? Przede wszystkim trzeba dobrze poznać jej mechanizmy, bo ta walka jest syzyfową pracą. Nie sposób tego zjawiska omówić pokrótce i znaleźć kilku złotych rad. Obecnie bardzo przydatne wnioski w tej sprawie może podsunąć analiza mowy nienawiści towarzyszącej spektaklowi "Klątwa" w reżyserii Olivera Frljicia z Teatru Powszechnego w Warszawie. Wystarczy opis niektórych e-maili, telefonów i nieskrępowanej twórczości użytkowników mediów społecznościowych. Oczywiście w grę wchodzą nie tylko "autorskie" wypowiedzi, bo pojawiały się również wpisy tzw. trolli, pochodzące z szybko usuwanych przez administratora fejkowych kont aktorów czy samego teatru. Wiadomo, że już mała iskra potrafi rozniecić ogień nienawiści, zwłaszcza w mediach społecznościowych, gdzie - jak wiadomo - "kryzysy wybuchają w weekendy", czyli rodzą się nagle i przybierają dynamikę kuli śniegowej. Czasem zapłonem może być jeden sprytnie sformułowany wpis na Facebooku lub tweet, ocena, skarga czy opis tragicznej sytuacji, a negatywne emocje rozgrzewają się do czerwoności. Najgorszy scenariusz ziszcza się wtedy, gdy w grę wchodzi aktywność osób publicznych i mediów tradycyjnych - wtedy cała akcja nie wypala się po standardowych kilku dniach, ale zamienia w uporczywie długotrwały proces.

Pierwsze poważne uderzenie hejtu w Teatr Powszechny w Warszawie nastąpiło we wrześniu 2015 roku. Polskie Radio RDC planowało zorganizować w teatrze debatę oksfordzką z cyklu Zderzenia. Formuła debaty oksfordzkiej zakładała dyskusję nad trudnym tematem, do której zapraszano gości o wyrazistych poglądach, reprezentujących dwie strony sporu. Tezą debaty było stwierdzenie: "Przyjęcie uchodźców będzie historycznym błędem Polski". Przeciw tej tezie mieli wystąpić: prof. Monika Płatek, Rafał Betlejewski i prof. Arkadiusz Stempin, a jako jej zwolennicy: Janusz Korwin-Mikke, Krzysztof Bosak i Agaton Koziński. Listę gości ogłoszono na krótko przed samym wydarzeniem. Kontrowersje zrodziło zaproszenie zwłaszcza Korwin-Mikkego. Bezpośrednim ich powodem były słowa, jakie polityk wypowiedział w europarlamencie niecały tydzień przed warszawską debatą. Jego komentarz do unijnej polityki imigracyjnej brzmiał następująco: "Jest to absurdalna polityka, powodująca zalew Europy śmieciem ludzkim! Powiedzmy jasno: śmieciem ludzkim, który nie chce pracować!". Dyrekcja teatru nie wyraziła zgody na obecność Korwin-Mikkego ze względu na głoszone przez niego od dłuższego czasu radykalne opinie, stojące w sprzeczności z działalnością teatru i jego ideami (stała współpraca z uchodźcami i migrantami na wielu polach, projekty informacyjne i edukacyjne). RDC próbowało przenieść debatę w inne miejsce, między innymi do Café Kulturalnej w Pałacu Kultury i Nauki. Właścicielka kawiarni Agnieszka Łabuszewska napisała na Facebooku, że nie zgodzi się na takie wydarzenie z podobnych powodów, co Paweł Łysak. Ostatecznie RDC nie znalazło w bardzo krótkim czasie nowego miejsca o odpowiednich warunkach technicznych i debata została odwołana. Zapewne innych potencjalnych gospodarzy takiego spotkania zniechęciła także mowa nienawiści towarzysząca sprawie. Profil facebookowy i tweeterowy teatru oraz skrzynki e-mailowe pracowników zostały zasypane nienawistnymi komentarzami, obelgami i groźbami, wśród których dominowała charakterystyczna argumentacja, krytykująca "zamach na wolność słowa". Symptomatyczna, bo wyglądająca na zorganizowaną, była zwłaszcza hejtowa akcja facebookowa, polegająca na wystawianiu najniższej oceny na fanpage'u teatru z powtarzającymi się tymi samymi zdaniami. W ciągu kilku godzin pojawiło się kilkaset ocen i komentarzy o podobnym formacie, których autorzy w większości byli ludźmi młodymi, co sugerowały zdjęcia lub czasem łatwo dostępne informacje osobowe: "niszczycie wolnosc slowa!", "za walkę z wolnością słowa", "Przeciwnicy wolności słowa", "DNO". Tylko czasami trafiały się barwniejsze formuły językowe, jak na przykład: "Politykierzy i propagandziści. Ktoś powie, że to dramat a dla mnie tragifarsa. Omijać z daleka!", "Pracownicy teatru są jawnymi politycznymi kukłami kierującymi się agendą partii rządzącej", "Żenujące siedliszcze przeciwników wolności słowa". Po mniej więcej tygodniu hejt osłabł, utracił medialny potencjał z powodu braku dalszych kroków każdej ze stron, sprawa debaty umarła śmiercią naturalną, a późniejsze wybory parlamentarne skierowały oczy opinii publicznej w trochę inną stronę.

Afera z powodu odwołanej debaty to tylko epizod w porównaniu z falą mowy nienawiści, jaka zalała Teatr Powszechny po premierze "Klątwy". Niezmiernie ważna jest w tym wypadku kolejność zdarzeń. Do dnia premiery (18 lutego 2017 roku) nie odnotowywano hejterskiego wzmożenia. Lawina ruszyła po publikacji nielegalnych nagrań fragmentów spektaklu w portalu i programach informacyjnych telewizji publicznej, a później także na kilku wideoblogach. Pracownicy teatru wspominają popremierowy "czarny wtorek" 21 lutego, kiedy już od samego rana musieli zmierzyć się z tysiącami nienawistnych e-maili, telefonicznych "komunikatów" i wpisów w mediach społecznościowych. Większość tych treści tylko pobieżnie odnosiła się do samego spektaklu - z relacji pracowników wynika, że dzwoniły głównie osoby, które wprost przyznawały, że nie widziały "Klątwy". Fala po dwóch tygodniach osłabła, ale później wracała na nowo w czasie kolejnych pokazów spektaklu.

Badacze zjawiska (niedawno na przykład prof. Iwona Jakubowska-Branicka w "Polityce" nr 23 z 7 czerwca 2017 roku) wyróżniają kilka podstawowych rodzajów mowy nienawiści (hate speech). Pierwszy poziom to tzw. hejt, panoszący się głównie w Internecie. To wszystkie negatywnie wartościujące lub niecenzuralne określenia dotyczące osób, grup czy instytucji. Używane są najczęściej z kilku podstawowych powodów: 1) braku odpowiedniego zasobu językowego, 2) braku psychologicznej umiejętności rozładowywania złych emocji inaczej niż przez bezpośrednią agresję słowną, 3) potrzeby wyrażenia prywatnej, negatywnej oceny na forum publicznym i przyglądania się kolejnym reakcjom. Oczywiście hejtowi służy odpowiednia pisownia, nierespektująca zasad poprawności językowej: nadmiernie używane wielkie lub małe litery, liczne wykrzykniki, znaki zapytania, wielokropki i cudzysłowy. Co ważne, bo wskazujące na świadome działanie, hejterskim sformułowaniom towarzyszy konkretna, osobista motywacja: 1) odbiorca nienawistnej wypowiedzi ma wiedzieć, że piszący lub mówiący ma względem niego złe uczucia, 2) odbiorca ma poczuć się źle z powodu danej wypowiedzi, ma mieć wyrzuty sumienia, poczuć obawę przed kolejnymi działaniami, które mogłyby wywołać hejt ("Odpowiecie za to, na początek będziecie hejtowani"). Po "Klątwie" Teatr Powszechny został zasypany hejtem każdego rodzaju: "Jesteście bandą debili", "Wy pojebane skurwysyny,pierdolnijcie się w te puste łby , tandeta!!!!!!!!!! Zenada!!!!!!", "jesteście SZMATAMI!!!! Jakim trzeba być zwyrolem, żeby w ogóle zgodzić się zagrać w czymś tak OBRZYDLIWYM!!!", "Szanowny chuju", "Jesteście zwykłymi, ubeckimi skurwysynami", "ścierwo pseudoteatralne, niby aktorzy, niby reżyser, z nibymózgami...", "jesteście nazistowskim satanistycznym zwyrodniałym gównem Proszę Państwa, a nie żadnym teatrem", "Z wyrazami szacunku ... Pierdolta siem . Siema , kukukukuku rwa kulszowa".

Drugi rodzaj to wypowiadane z pogardą słowa oznaczające (hańbiącą w oczach wypowiadającego) przynależność do danej grupy etnicznej, religijnej lub określające orientację seksualną. W tym wypadku bardziej liczy się sama absurdalna motywacja niż forma. Wypowiedzi z tego poziomu wynikają najczęściej ze specyficznej wizji świata, wykluczającej takie wartości, jak szacunek dla inności, empatia czy tolerancja, a także zakładającej a priori sprzeciw wobec jakichkolwiek elit, rządzących i autorytetów: "Jebniete puste łby a ta żydowica warszawska gronkiewicz gronkowiec za to płaci z masazysra pieniedzy kurwa jedna będziecie lachy robić już na was się szykuja macie przeciez wprawe", "Ojciec Święty, żyd nie polak Jan Paweł II , klątwy nie zdjął !!!".

Trzeci rodzaj złowieszczej komunikacji to tzw. niebezpieczna mowa (dangerous speech), czyli bezpośrednie nawoływanie do przemocy, wspierane silną wiarą w magiczną moc słów - złorzeczeń, zaklęć, klątw ("prawdziwa klątwa to być przeklętym"), uroków (rzecz jasna temu pogańskiemu z natury bodźcowi nie przeszkadza deklarowana wiara katolicka, a często wręcz przeciwnie). Większość z nich wyrażana jest wprost: "żebyście zdechli!", "pożałujecie za takie chamstwo", "śmierć reżyserowi i aktorom", "Wychłostać chołote i spalić ten teatrzyk", "spalić ten burdel", "Za ryj kórwe i wypierdolić z kraju", "Żeby psy was wyruchaly", "Żebyście antypolskie ścierwa zachorowali na raka co do jednego", "Życzę by was obrażano i pluto wam w twarz", "będziecie się żywcem w piekle palić łobuzy", "Rynsztok i zbydlęcienie. Zapłata będzie. Wy nie jesteście ludźmi". W mediach społecznościowych nieznoszących rutyny coraz częściej pojawiają się niebezpośrednie nawoływania do przemocy, swego rodzaju "zachęty" w postaci hipotezy, wspierane ironią czy złośliwością: "Czy w ramach wolności sztuki można np lżyć publicznie lewicowych aktorów ew uderzać ich kijem w twarze wyrażając tym swą twórczą ekspresję?", "odstrzelenie łysego cwela miałoby na pewno walor wychowawczy. to oczywiście jedynie moja prywatna opinia...", "Jak słyszę zapowiedzi o protestach pod #TeatrPowszechny to chichoczę. Tam trzeba kamieni, petard i agresji - inaczej kurwy urosną w siłę", "Czy naprawdę nikt nie może się zmobilizować, kupić z obrzydzeniem bilet a potem wejść na scenę i w ramach happeningu artystycznego zbutować któregoś aktora albo wytrzeć reżyserowi ryj o podłogę?", "KULA W ŁEB DLA WAS !!!", "Tego Chorwata powinni powiesić na jajcach", "Niebawem: zbiórka na zabójstwo Łysaka pod patronatem Szechter-Cajtung", "Będę was obrażał, straszył, będę robił wszystko by obrazić wasze rodziny", "Jak pewne miejsce w ogródku systematycznie podlewam naftą. Tylko cicho!", "Nawet w liberalnej Kanadzie niemamy takiego dziadostwa jakie wyście wystawili. Pan Bóg upomni się o swoje", "Chciałbym zamówić szambiarkę do wywozu szamba. [...]. Wiem, że dysponują Państwo wyspecjalizowanym personelem, a z pewnością beczka świeżego szamba ubogaci kolejne artystyczne produkcje".

Na końcu zostają tzw. "narracje nienawiści", czyli propagowanie pewnego obrazu świata, często opierające się na spiskowych teoriach, resentymentach, stereotypach, według których pewne grupy są niesłusznie uprzywilejowane i trzeba nie tylko ten fakt nienawistnie piętnować, ale także dążyć do "historycznego wyrównania szans" czy "sprawiedliwości" przez przemoc lub "unicestwienie zagrożeń" (mechanizm typowy zwłaszcza dla ugrupowań autorytarnych i totalitarnych). Oto niektóre przykłady: "Ja bym im wynajął aktora o nazwie Breavik i dał mu kałacha i po kulce na łepka albo po dwie kulki na dobicie", "POLACY PO BITWIE POD GRUNWALDEM SĄ NARODEM PRZEKLĘTYM PRZEZ KOŚCIÓŁ!!! [...] AKOWCY strzelali do ŻOŁNIERZY NIEZŁOMNYCH którzy szli powstaniu na pomoc!!! KOPERNIK był satanistą".

Wszystkie rodzaje mowy nienawiści, które najczęściej łączą się ze sobą w ciągi, mają jedną cechę wspólną - nie służą przekazywaniu informacji, tylko wyrażaniu negatywnych emocji. Niestety, od dłuższego czasu w polskim dyskursie publicznym nastała swoista klęska urodzaju - mamy do czynienia ze wszystkimi typami w nadmiarze, również dzięki bardzo niskiemu poziomowi kultury politycznej i tabloidyzacji mediów.

W przypadku "Klątwy" masa krytyczna hejtu doprowadziła do bezpośredniej przemocy. Bezkarność propagatorów mowy nienawiści, poparcie ze strony niektórych polityków i duchownych oraz medialne manipulacje i nagonka doprowadziły do zamieszek ulicznych. Po raz pierwszy, już w dzień publikacji fragmentów nielegalnych nagrań spektaklu, Ruch Narodowy, Obóz Narodowo-Radykalny i Młodzież Wszechpolska zorganizowały przed teatrem legalną i pokojową manifestację, podczas której protestowano przeciwko "pornografii" i "bezczeszczeniu symboli religijnych za pieniądze podatników". Przed wejściem do foyer teatru widniały transparenty z napisami: "To nie teatr, to burdel" czy "To nie sztuka, to kloaka". Późniejszym pokazom towarzyszyły cykliczne pikiety o coraz wyższej temperaturze, modlitwy różańcowe, egzorcyzmy, demonstrowano również podczas kontrmanifestacji - w obronie wolności słowa i wypowiedzi artystycznej.

Poważny incydent miał miejsce już dwa miesiące po premierze, 21 kwietnia 2017 roku, podczas kolejnej (tym razem niezapowiedzianej) manifestacji środowisk radykalnych. Przed spektaklem zablokowano główne wejście do teatru, odpalono w tłumie race dymne, doszło też do przepychanek z policją i widzami. Największą jednak do tej pory (wrzesień 2017 roku) kumulacją - delikatnie pisząc - "złych emocji" były wydarzenia towarzyszące majowym pokazom "Klątwy". To wtedy oczom widzów i pracowników teatru objawił się "RYCERSKI OBÓZ przed Teatrem Powszechnym i RÓŻAŃCOWY SZTURM przeciwko Klątwie", "czterodniowe oblężenie", które na dobre rozpoczęło się 27 maja 2017 roku. Potencjał pokojowego manifestowania wyczerpywał się bardzo szybko. Jakiś czas przed majowymi protestami na pytanie dziennikarza Radia Eska: "Czy możemy się spodziewać niepokojowej demonstracji?", rzecznik jednej z radykalnych organizacji odpowiedział: "Tak, jest to możliwe. Będziemy protestować i nie dopuścimy do tego, żeby spektakl po prostu miał miejsce". Na miejscu pojawiły się hasła: "Koniec wesela - wracajcie do Izraela!", "Wielka Polska - katolicka", "Śmierć - wrogom - ojczyzny", "My Chrystusa wyznajemy. Demokracji tu nie chcemy!". Organizatorzy ciągłej, ogłoszonej od 27 maja do 1 czerwca manifestacji określili ją jako "zgromadzenie protestacyjno-modlitewne". Trudno w kilku zdaniach zreferować to, co się wtedy działo. Po zakończeniu kilkudniowych protestów Teatr Powszechny w oficjalnym oświadczeniu z 2 czerwca 2017 roku tak to opisywał: "Przebieg wydarzeń, zwłaszcza tych z 27 maja, potwierdził niepokojące przesłanki: 1) doszło do ataku na osoby pokojowo manifestujące w obronie teatru i wolności słowa; 2) odpalono przed teatrem race dymne; 3) kilku manifestujących przeciwko spektaklowi weszło do teatru na wcześniejszy spektakl grany na Scenie Małej ("Dziewczyny do wzięcia") i przy wychodzeniu podjęło próbę siłowego wdarcia się do foyer głównego, gdzie znajdowali się widzowie "Klątwy", a później rozlało w holu kasowym żrącą substancję, przy uprzątaniu której poparzyła się pracownica teatralnej kawiarni; 4) dwóch mężczyzn protestujących przeciwko teatrowi weszło na widownię i próbowało zakłócić spektakl "Klątwa" oraz odpalić race dymne, których użycie wśród trzystuosobowej grupy widzów mogłoby spowodować duże niebezpieczeństwo (na szczęście osoby te zostały szybko obezwładnione przez ochronę i wyprowadzone z teatru, a następnie przekazane policji)". Tylko nadzwyczajne środki bezpieczeństwa, obecność setek policjantów i grup antykryzysowych oraz działania samych pracowników teatru zapobiegły o wiele groźniejszemu scenariuszowi.

Przykład reakcji na "Klątwę" jasno pokazuje, do czego może prowadzić mowa nienawiści i dlaczego nie wolno jej bagatelizować czy usprawiedliwiać. Konieczne jest informowanie i uświadamianie innych (zwłaszcza młodych osób), by nie ulegały nienawistnemu szantażowi, który może doprowadzić do tragedii. Potrzeba większej czujności i zdecydowanych działań. Także w życiu codziennym, w dyskusjach rodzinnych, kiedy ujawniają się czasami ogromne pokłady frustracji, zawiści, ksenofobii i chęci zemsty. Media społecznościowe coraz bardziej rozbudowują mechanizmy zgłaszania nienawistnych postów i komentarzy - trzeba z nich umiejętnie korzystać. Warto pamiętać, że jest już sporo organizacji pozarządowych zajmujących się mową nienawiści i pomagających poszkodowanym. Czasem, zwłaszcza w przypadku uporczywych i bezpośrednich gróźb, niezbędne może okazać się zgłoszenie sprawy na policję lub do prokuratury. Wymaga to więcej wysiłku niż kilka kliknięć na Facebooku, ale trzeba pamiętać, że słowa potrafią ranić nie tylko metaforycznie, bo bez sprzeciwu przeradzają się w realną przemoc, która może dotknąć każdego z nas, również przez przypadek - na ulicy podczas manifestacji czy w autobusie, gdzie ktoś postanowi wyładować agresję na losowo wybranej ofierze.