powiększwersja do drukupoleć znajomemu

98. urodziny Witolda Sadowego

W niedzielę 7 stycznia swoje 98. urodziny obchodził Witold Sadowy. Aktor, dziennikarz i kronikarz życia teatralnego stolicy. Prawdziwy pionier powojennego teatru warszawskiego.

Debiutował rolą Florisa w "Burmistrzu Stylmondu", którego premiera miała miejsce 8 maja 1945 roku, w Teatrze m.st Warszawy na Pradze. Warszawa leżała wtedy jeszcze gruzach, a dzieło jej odbudowy (w którym Sadowy także czynnie uczestniczył) miało się dopiero rozpocząć. To właśnie Sadowemu zawdzięczamy w znacznej mierze wiedzę na temat pierwszych warszawskich przedstawień po wojnie.

Witold Sadowy pracował jako aktor w latach 1945-1988. Występował u boku największych gwiazd polskiego teatru, pracując pod kierunkiem reżyserów tej miary, co Juliusz Osterwa, Janusz Warnecki, Leon Schiller, Maria Wiercińska, Jerzy Rakowiecki, Tadeusz Byrski czy Bohdan Korzeniewski. Jednak choć zagrał wiele świetnych ról, to dla wielu pozostał na zawsze niesfornym Adasiem Cisowskim. Wszystkiemu "winne" przedstawienie "Szatan z siódmej klasy", które w 1960 roku wystawiła w Teatrze Klasycznym Irena Grywińska. Był to niezwykły sukces, zaś na spektakl "waliły" tłumy młodych widzów. Widzów, którzy dziś są w znacznej części warszawiakami w średnim i starszym wieku. A ponieważ to, co przeżyte w dzieciństwie pozostaje w pamięci bardzo mocno, nic więc dziwnego, że dla wielu mieszkańców stolicy Sadowy to Adaś Cisowski i kropka!

Choć sam Jubilat nie przywiązuje wagi do swoich (nielicznych zresztą) występów filmowych, warto przypomnieć kinomanom, że to właśnie On wcielił się w "Zakazanych piosenkach" w zlikwidowanego przez podziemie skrzypka-konfidenta, który miejscem swojego grania wskazywał hitlerowcom miejsce akcji. To rola pamiętna także dlatego, że niemal w całości zagrana tyłem do kamery. Tego jednak wymagała dramaturgia filmu

Od połowy lat 80. XX wieku Witold Sadowy zaczął uprawiać drugi zawód - dziennikarza. Oczywiście lwia część Jego tekstów dotyczy teatru. Najbardziej znany jest jako autor tekstów pożegnalnych i wspomnieniowych na temat nieżyjących artystów sceny, jednak ostatnio dużą część swojej dziennikarskiej twórczości poświęca na przypominanie aktorskich jubileuszy. Obecnie najlepiej znają Sadowego-dziennikarza Czytelnicy wortalu e-teatr.pl, "Gazety Stołecznej" i "Życia na Gorąco". Jednak w ciągu długich lat swojej pracy Witold Sadowy publikował swoje teksty również na łamach takich tytułów, jak m.in. "Express Wieczorny", "Życie Warszawy", "Słowo", "Stolica" i "Skarpa Warszawska". Jest także autorem pięciu książek wydawanych kolejno w latach: 1994, 1995, 2000, 2009 i 2016.

Choć nieraz deklaruje publicznie, że współczesny teatr Go denerwuje, a nowych, młodych aktorów właściwie nie zna - w to akurat nie należy Mu wierzyć! Sadowy to stały widz warszawskich teatrów, w tym także Collegium Nobilium, w którym ogląda przedstawienia absolwentów Akademii Teatralnej. Nie jest też tak, że nie podoba mu się wszystko, co współczesne. Ma wśród obecnych twórców teatralnych swoich ulubieńców, a także i tych, których nie znosi. Głośno daje wyraz swoim zachwytom, ale i dezaprobacie, o czym czytelnicy e-teatru wiedzą najlepiej. Gdy uznaje, że jakaś sprawa jest naprawdę głęboko bulwersująca - pisze listy otwarte. Całkiem niedawno doświadczył tego nawet Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Urodziny Witolda Sadowego stały się pretekstem do licznych wywiadów i telewizyjnych rozmów z Jubilatem. Zauważyli je miłośnicy polskiego teatru i polskiego kina. Na jednym z internetowych forów dyskusyjnych nt. filmu polskiego jeden z bywalców napisał: "Sadowemu poświęcono materiał i przeprowadzono z nim krótką rozmowę w głównym serwisie informacyjnym (18:30) kanału "Nowa TV". Gdybym nie wiedział ile ma lat, to pomyślałbym, że góra 80-85. Wydawał się być w fantastycznej formie! 200 lat!".

Szanowny Jubilacie, drogi Panie Witoldzie, Charonie i Kronikarzu - pozwalam sobie podbić stawkę! Niech będzie 250! W zdrowiu i w niesłabnących siłach twórczych do dalszej pracy!