powiększwersja do drukupoleć znajomemu

A wy, wiecie kto dostanie Paszport?

Kto dostanie teatralny Paszport Polityki? W ostatnich latach udawało mi się przewidzieć bez to pudła. Rok temu wróżyłem nawet w felietonie dla e-teatru, że nagrodzona zostanie Anna Smolar - i tak się stało. Wywróżyłem też przedłużenie kontraktu Tadeusza Słobodzianka, myliłem się niestety w sprawie najważniejszej - czyli przyszłości Starego Teatru - pisze Witold Mrozek.

W tym roku - nie wiem! Nie tylko dlatego, że wpadka z Klatą powinna uczynić mnie ostrożniejszym co do moich wieszczych talentów. Każda z kandydatur wygląda na prawdopodobny sukces - w zależności od tego, czym będą chciały być i jako co się jawić same Paszporty. Przypomnijmy, kto z ludzi teatru ma szansę przyjąć we wtorek uścisk dłoni Grażyny Torbickiej i 20 tysięcy złotych.

1) Cezary Tomaszewski - byłby najbliższy deklarowanej idei Paszportów, które np. w filmie od lat są nagrodą za debiut czy drugie dzieło, inaczej niż w teatrze. Jasne, z Tomaszewskiego żaden debiutant, tym niemniej dopiero niedawno stał się bardziej widzialny na polskiej scenie, a jego projekty przestały być jednorazowymi eventami. Zaczął się też kojarzyć z określonym, autorskim stylem - nazwijmy go na potrzeby felietonu vintage'ową awangardą, empatyczno-dowcipnym, demokratycznym eksperymentem. Jednak w teatrze Paszporty przyznaje się za nowe zjawiska, które nie zdążyły się jeszcze "ucukrować". Stąd nie wiem, czy rację ma Jacek Wakar, pisząc w Onecie o Tomaszewskim, że "artysta tę nagrodę za chwilę dostanie".

2) Michał Borczuch - jak nie bez racji napisał Paweł Soszyński z Dwutygodnika w swoim uzasadnieniu nominacji, "bo mu się do cholery wreszcie należy". Borczuch nominowany jest po raz czwarty. Odpuśćmy żart, że Leonardo DiCaprio Oscara dostał właśnie za czwartym razem. Dla Borczucha artystycznie nie był to chyba ani najlepszy rok, ani też najgorszy. Choć jestem fanem "Mojej walki" w TR. Nagroda dla niego - wybitnie zasłużona - byłaby kolejnym przykładem funkcjonowania teatralnych Paszportów jako nagrody "za całokształt".

3) Pożar w Burdelu - czyli dowód, że Paszport poszerza swoją formułę i tęskni za popem, jak polskie sztuki performatywne. To chyba pierwsze w ogóle, a na pewno pierwsze od lat, teatralne Paszporty, gdzie kapituła, którą tworzą redaktorzy "Polityki", ma okazję rzeczywiście zobaczyć niemal wszystko, co w ostatnim czasie zrobili nominowani, nie polegając na opiniach krytyków z Anetą Kyzioł na czele. Teatr się zwarszawizował i z Ochoty, gdzie mieści się redakcja, na spektakle Borczucha czy Tomaszewskiego (poza wałbrzyską "Piną..." tego ostatniego) nie jest już daleko. To duża zmiana, bo nie widziałem nigdy Jerzego Baczyńskiego na widowni w Wałbrzychu czy Bydgoszczy. Z kolei "Pożar..." jest w ostatnich latach robiony mocno właśnie pod kogoś w rodzaju czytelnika "Polityki" (z młodszego segmentu grupy odbiorczej, czyli niekoniecznie dobrze pamiętającego PRL) - inteligenta wychowanego na Trójce, który ma bardzo wyraziste anty-PiSowskie przekonania, przez które określa swoją tożsamość (ale z PO też się umie pośmiać), oczekuje przyzwoicie ambitnej rozrywki i stać go na bilet. Być może gusta redaktorów i czytelników spotkają się właśnie przy Pożarze.

Stawka jest całkiem wysoka, jeśli oczywiście w ogóle brać poważnie nagrody i rywalizowanie o nie w sztuce, co niekoniecznie jest zdrowe - ale to temat na inny felieton. W teatrze, inaczej niż w filmie czy literaturze, Paszport Polityki jest bodaj najistotniejszą nagrodą w Polsce - a przynajmniej nagrodą przynoszącą największy rozgłos poza garderobą i premierowymi bankietami. Owszem, nagród teatralnych w Polsce jest całkiem sporo; jednak ich prestiż, rozpoznawalność i wyrazistość jest niska. Chociaż Ogólnopolski Konkurs na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej jest pieczołowicie przygotowywany i dobrze finansowany, to po pierwsze sabotuje się samą nazwą, brzmiącą na przegląd w domu kultury, a po drugie przyznaje się tam wyróżnienia w zbyt wielu kategoriach, co rozmywa przekaz. Niektóre nagrody istnieją często nawet nie środowiskowo, jak laury w OKnWPSzW, a sub-środowiskowo, jak przyznawana przez "Teatr" nagroda im. Swinarskiego (z której przyznania za świetny "Ślub" Annie Augustynowicz, jako pierwszej reżyserce w historii, czyli od 1976 r., bardzo się cieszę; jednocześnie fakt, że kobieta dostaje tę nagrodę dopiero teraz, pokazuje odklejenie tejże nagrody od współczesnego życia teatralnego). Laur Konrada (te nazwy!) natomiast stracił na znaczeniu, gdy po przejęciu przez Katarzynę Janowską przyznający go festiwal Interpretacje przestał być konkursem młodego teatru, a stał się... trudno powiedzieć czym, po czym chwilowo zniknął. Z kolei wielu widzów Boskiej Komedii, której zagraniczni jurorzy wywołali ostatnio kolejną środowiskową burzę w szklance wody - nie wie w ogóle, że krakowska impreza ma formułę konkursu. Źródło? Poważne badania w krakowskich barach.

Nie zakładam się więc i nie wróżę, tylko czekam na wyniki - może to najciekawsze Paszporty od lat?