powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Teatralne podium i falstart 2017 roku

Recenzenci Nowej Siły Krytycznej, Maria Maczuga i Sławomir Szczurek podsumowują miniony rok.

MARIA MACZUGA (Poznań)

Teatru form dla dorosłych:

1. "Puszczańskie opowieści", opieka artystyczna i teksty piosenek Michał Jarmoszuk, koprodukcja Kooperacji Flug i Białostockiego Teatru Lalek

Udany, nowatorski pomysł na zbudowanie spektaklu przez wzbogacenie koncertu teatralnymi środkami wyrazu. Artyści przy wsparciu animacji przeplatają różne style muzyczne i odmienne formy plastyczne. Zaszywają się w starym, przesyconym magią lesie, ale też uwikłanym w politykę. Trzymają się z dala od kontrowersji i skandalu. Muzyką i estetyką jednoczą osoby o odmiennych poglądach. Taktownie toczą walkę o Puszczę Białowieską. Wygrywają batalię o dorosłych widzów, których nadal trzeba przekonywać do teatru formy. Tworzą sztukę lokalną i narodową, nowoczesną oraz uniwersalną jednocześnie, ponadczasową.

2. "Diablo!" inspirowane poematem "Oda maritima" Fernanda Pessoi, reż. Joan Baixas, Teatr Animacji w Poznaniu

Katalońska estetyka, portugalska poetyckość i polskie, solidne rzemiosło. Zespół dał się uwieść wizji mistrza i wypłynął na wzburzone morze. Wtajemnicza publiczność w proces kreacji tworząc animanty. Jednocześnie pozostawia wiele niedopowiedzeń. Plastykę czyni wartością nadrzędną, ale nie zaniedbuje żadnej z płaszczyzn sztuki. Śpiew syren hipnotyzuje równie mocno jak abstrakcyjne, malarskie obrazy. Wszystko, przekornie, w hołdzie literaturze. To wykwintna teatralna uczta dla wymagających widzów, którzy poszukują nowych doznań.

3. "Przygody Pędrka Wyrzutka" wg Stefana Themersona, reż. Ewa Maria Wolska, Teatr Pinokio w Łodzi (nie przez przypadek wśród spektakli dla dorosłych)

Dojrzały, poważny (z elementami humoru) i przyjemny spektakl. Zabiera dzieci w podróż po bajkowej krainie. Przed dorosłymi otwiera wrota historii. Widzowie przekraczając je przechodzą z mądrej powiastki filozoficznej w artystyczną biografię Stefana i Franciszki Themersonów. Twórcy skryli ich dzieje w warstwie plastycznej. Wiernie oddali język sztuki, jakim posługiwali się przedstawiciele awangardy w Polsce lat trzydziestych i czterdziestych nie przez naśladownictwo, lecz autorskie rozwiązania. Wymuskali także sferę dramaturgiczną, animacyjną, aktorską oraz muzyczną. Spektakl to czysta przyjemność odkrywania bogactwa minimalistycznych form. To również intelektualne wyzwanie.

Falstart - "Na otwartym sercu", reż. Bogdan Nauka, Zdrojowy Teatr Animacji w Jeleniej Górze

Spektakl miał premierę 31 grudnia 2016, ale sprawia wrażenie realizacji nie z poprzedniego roku, ale stulecia. Obnaża kondycję artystyczną jeleniogórskiego teatru, gorszą niż polskiej służby zdrowia, której dotyczy temat sztuki. Słaby tekst, proste żarty bazujące na stereotypach i erotyce, tandetna scenografia, nijakie lalki (na szczęście niewiele ich na scenie), projekcje niczym dzieło niewprawnego kamerzysty amatora uwydatniają niedoskonałości warsztatowe aktorów. To ukłon w stronę widzów telewizyjnych sitcomów i odwrócenie się plecami do wyrobionej publiczności teatralnej. Przez takie przedstawienia określenie teatr prowincjonalny ponownie nabiera pejoratywnego znaczenia.

Maria Maczuga - ukończyła kulturoznawstwo, specjalność teatrologia, na Uniwersytecie Łódzkim. Pisze dla: www.kulturapoznan.pl, www.qlturka.pl, półrocznika dla rodziców i dzieci "Fika".

*

SŁAWOMIR SZCZUREK (Katowice)

Trudny to rok dla teatru. Zawłaszczanie postępowało a na wiele teatralnych desek padł blady strach zwieńczony polityczną poprawnością. Choć byli też tacy, którzy walczyli. Nie da się zobaczyć wszystkiego. Nie da się być jednocześnie w kilku miejscach, gdzie dzieją się rzeczy ważne i o takich ze sceny się rozmawia. Widziałem trzydzieści dwa spektakle.

1. Już na samym jego początku, w lutym, zobaczyłem najlepszą premierę roku - bezapelacyjnie była to "Klątwa" Olivera Frljicia w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Wtrącili się tym Wyspiańskim najlepiej jak potrafili. Nie ma tu nic do rzeczy atmosfera wokół "Klątwy", to schodzi na dalszy plan. To po prostu przedstawienie, na którym siedzi się z nożem na gardle, zatraca się oddech, wstydzi i zachwyca jednocześnie. Świeże, pełne wybitnych scen i bardzo dobrze zagrane.

2. Drugie miejsce na podium zajmuje "Roberto Zucco" Leny Frankiewicz w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu. Spektakl zaskakujący, sprawny, tak inny od wszystkich, klimatyczny, wolny od tanich gagów, zbędnego wdzięczenia się do publiczności i kontrowersyjnych tematów. Z obłędnymi kreacjami Macieja Raniszewskiego i Mirosławy Sobik. Dobrze poprowadzona i zagrana historia autorstwa Koltsa, takich w teatrze jak na lekarstwo.

3. Dalej ciężko się zdecydować. Byłbym nie fair, gdybym nie wspomniał o zaskoczeniu jakiego doznałem w Teatrze Miejskim w Gliwicach podczas "Lekcji tańca w Zakładzie Weselno-Pogrzebowym Pana Bamby" Łukasza Czuja. Tytuł brzmi okropnie. Plakat odstrasza. A Hrabalowo-Haškowe przedstawienie zaskakuje. Zgrany i dobry zespół, świetna scenografia - widowisko naprawdę śmieszne, tam gdzie trzeba straszne. Kawał porządnego teatru. Miejsce trzecie muszą jednak Gliwice dzielić z "Wojną światów" Wellsa, rozgrywaną nieopodal, bo w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu. Obawiam się niedocenienia spektaklu Weroniki Szczawińskiej przez widzów. Aktorzy świetni, wygrali z kosmitami, dogadali się z nimi, a z ludźmi nie.

Najgorszych przedstawień minionego roku nie trzeba daleko szukać. Tuż za miedzą cała ich wylęgarnia. Teatr Śląski w Katowicach żadną z pięciu premier, jakie widziałem w 2017 roku, się nie popisał: "Porwanie Europy", "Muzułmany", "Terror" (naprawdę nie wystarczy zamienić sceny na salę sądową), "Sztuka" i "Słowo o Jakubie Szeli". Każda gorsza od poprzedniej. Jeżeli w marcu tego roku wybawienia nie przyniesie Maja Kleczewska, to tytuł narodowej sceny śląskiego regionu przypadnie Teatrowi Zagłębia w Sosnowcu pod artystycznym dowództwem Anety Groszyńskiej.

Najgorszym spektaklem roku 2017 uznaję "Co się zdarzyło Baby Jane" w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu. Widowisko Grzegorza Wiśniewskiego przypomina obwoźny teatrzyk, w którym nie wykorzystał potencjału dwóch lokalnych diw - Grażyny Misiorowskiej i Judyty Paradzińskiej - obsadził je totalnie na opak i przystroił jedną z najpiękniejszych hollywoodzkich historii (polska prapremiera tekstu Farrella) w anielskie włosy.

Sławomir Szczurek - z wykształcenia filolog polski (Uniwersytet Warszawski), wielki miłośnik teatru.