powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Teatr ekscesu

Przed wejściem na widownię dostajemy zatyczki do uszu. Publiczność zajmująca pierwsze rzędy zakłada folię chroniącą przed wodą, pianą, ziemią i sztuczną krwią. Za chwilę w ruch idą megafony, stroboskopy, maszyny do produkcji dymu, morze konfetti. Językiem spektaklu "Je suis un pays" [Jestem krajem] pokazywanego na Festival d'Automne w Paryżu jest wrzask, który widzem wstrząsa, ale go nie ogłusza. Vincent Macaigne z przesady czyni metodę dekonstrukcji rzeczywistości - pisze Anna Majewska z Nowej Siły Krytycznej.

Macaigne gościł w Polsce po raz pierwszy w październiku ubiegłego roku, pokazy "Łaknąć" miały miejsce w Nowym Teatrze w Warszawie. We Francji jest znany ze spektakularnych adaptacji "Hamleta" i "Idioty" oraz "Au moins j'aurai laissé un beau cadavre" [Przynajmniej zostawię po sobie piękne zwłoki] wystawionego na festiwalu w Awinionie w 2011 roku, a także aktorskiej i reżyserskiej kariery filmowej, która doprowadziła go do Cannes i przysporzyła łatki młodego Gérarda Depardieu.

"Je suis un pays" to epitafium dla pokolenia dzisiejszych trzydziestolatków, w którym rezonują style bliskie tej generacji razem z uniwersalnymi językami kultury europejskiej: od filmu gore, vibe'u, psychodelicznego koncertu i reality show, poprzez dramat epicki aż po baśń, przypowieść i epos. Punktem wyjścia przedstawienia jest "Friche 22.66", tekst Macaigne'a sprzed dwudziestu lat napisany podczas studiów w Konserwatorium Paryskim, stający się pretekstem do rewizji marzeń młodości. Historie dyktatorów, świętej trójcy, mity Edypa i Antygony ewokują opowieść o fałszywych obietnicach, pokoleniowym rozczarowaniu i współczesnych strukturach władzy.

Z holu Théâtre Nanterre-Amandiers, gdzie puszczano elektroniczny remiks "Marsylianki", publiczność wbiega na widownię, popędzana przez mężczyzn z megafonami, którzy stroją się jednocześnie w piórka rewolucyjnych agitatorów i osobowości komercyjnej telewizji. Scenę zakrywa plansza przedstawiająca salę konferencyjną ONZ. Na ścianach wiszą portrety ikon działalności na rzecz światowego pokoju. W widzów wycelowano dwa ekrany telewizyjne z programem informacyjnym CNN i raportami ekonomicznymi NASDAQ. Szum informacyjny wybija szaleńczy rytm przedstawienia, które zaczyna się od elektrycznego uderzenia i nieustannie przyspiesza, tracąc pęd dopiero po scenie egzekucji rewolucjonistki Marie Curie.

Zasadę konstrukcyjną rzeczywistości teatralnej stanowi dysproporcja. Melancholia jest sprzężona ze wściekłymi, niemal kampowymi wybuchami przemocy. Rewiowemu, euforycznemu chaosowi towarzyszy logika antycznej tragedii. Poprzez dynamiczną zmianę nastrojów i treści Macaigne bombarduje widownię intensywnymi bodźcami, imitując sposób dostarczania informacji przez media. Im więcej wrażeń, tym mniejsza na nie wrażliwość. Potrzeba zwielokrotniania doznań jest zaspokajana przez wyrachowanych politycznie bohaterów: muskularny Eddie Oedipus pręży się w sukni balowej podczas debaty wyborczej, a konferansjer w reality show szczerzy zęby do kamery, rozmazując na twarzy krew króla. "Je suis un pays" bada przymus nieustannej rozrywki jako współczesne narzędzie władzy.

W drugiej połowie spektaklu siedzibę ONZ usuwają nowi dyktatorzy. Scena przedstawia podest z widownią teatralną, której szczyt odgrywa zamiennie rolę więzienia, trybuny rewolucyjnej i ambony, nad którą kosz do gry w piłkę zastępuje symbole sakralne. W bezsilnych, długich monologach finałowych odbija się historia pokolenia, które straciło energię i wściekłość na rzecz leniwej konsumpcji. Uczucie grozy kreowane podczas inicjującej opowieść sceny gwałtu anioła na Marie i oślepienia Eddiego Oedipusa, a następnie centralnego obrazu reality show "Kto Chce Zabić Króla?", ustępuje ospałej rezygnacji.

W ostatniej sekwencji publiczność zostaje skonfrontowana z widownią usadowioną na scenie. Światła gasną, tłum zamaskowanych ludzi w białych kombinezonach celuje w widzów latarkami. Role się odwracają. Owładnięci uczuciem beznadziei finałowej tyrady Thomasa Blancharda widzowie stają się obiektem badania i oskarżenia. Macaigne za pomocą dymu, brokatu, monstrualnych, dmuchanych konarów drzew odtwarza co wieczór magiczny trik teatralny i zaprasza publiczność na scenę do wspólnego morderstwa króla, żeby w finale skierować na nią światło. Krytyczna prowokacja łączy się integralnie z miłością do ekscesu, teatralności i zabawy. Spektakl jest jednocześnie polem walki wartości i instytucji oraz pięknym obiektem, który ma nieustannie dostarczać wrażeń. Pytany o strategię gry z afektami widzów reżyser odpowiadał: "gramy przeciwko światu", dodając, że konfrontacyjnej postawie towarzyszy niekryta potrzeba podobania się. Przedstawienie jest próbą sił, jednak kiedy się kończy, widzowie dostają po puszce Heinekena i dołączają do tańca na scenie umazanej krwią i ziemią.

***

"Je suis un pays"

reżyseria, scenariusz i dramaturgia, koncepcja scenograficzna: Vincent Macaigne

premiera: 14 września 2017, Théâtre Vidy-Lausanne (spektakl oglądany 26 listopada 2017 w Théâtre Nanterre-Amandiers na Festival d' Automne w Paryżu)

występują: Sharif Andoura, Thomas Blanchard, Candice Bouchet, Thibaut Evrard, Pauline Lorillard, Hedi Zada

---

Anna Majewska - studentka prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, studiowała teatrologię i komparatystykę w ramach MISH UJ.