powiększwersja do drukupoleć znajomemu

KLASYKA POLSKA. DZIEŃ SIÓDMY

"Ksiądz Marek" w reżyserii Michała Zadary to jedno z najlepszych przedstawień tegorocznych Opolskich Konfrontacji Teatralnych. O ile nie najlepsze. Oczywiście po konserwatywnych jurorach spłynęło jak woda w sedesie. Niesłusznie! - o ostatnim przedstawieniu festiwalu 'Klasyka Polska" dla e-teatru pisze Paweł Sztarbowski.

Wydawałoby się, że trzeba nie mieć oleju w głowie, żeby dziś wystawiać dramaty mistyczne Słowackiego. "Ksiądz Marek" Zadary nie dzieje się wśród szlachciców, którzy bronią Baru przed wojskami rosyjskimi. To tylko pretekst, by obnażyć bezsensowne mechanizmy wojny. Bojownicy noszą współczesne kostiumy, do których dołożono elementy mundurów powstańców warszawskich. Gorączka młodych aktorów ma w sobie wiele z powstańczej straceńczości. Wszyscy wiarygodnie, choć nie naturalistycznie wypowiadają trudne monologi. W tle słychać pieśni bojowe o umieraniu w imię maryjnego błogosławieństwa. Skąd my znamy ten fanatyzm religijny? Zadara pokazuje zakorzenioną w nim ideologię i antysemityzm. Jest to też obraz jakiegoś polskiego ducha walki, w którym zawsze musi być patos i koturny. Reżyser odważnie mierzy się z naszymi kompleksami, nie boi się szargać sztucznych świętości. Bohaterowie okrywają się płachtą biało-czerwonej flagi, jakby to było w stanie rozgrzeszyć największą nawet zbrodnię.

Scena jest prawie pusta. Teatr dzieje się nie w widowisku, ale między aktorami. To ich emocje sprawiają, że nie czujemy się jak na wieczorku poezji dawnej, ale odbieramy tekst Słowackiego jakby dotyczył naszej sytuacji. Judyta (Barbara Wysocka) nie może znieść swojego żydowskiego odmieństwa, nie utożsamia się z ojcem lichwiarzem. Do końca nie zdradza też, co łączy ją z polskim zabijaką Kosakowskim (Dominik Stroka). Czy to jest rzeczywista fascynacja czy też niezobowiązujące kuszenie? Jej słowa "Ja Żydówka" mają moc rażenia bomby atomowej. Antysemityzm to wciąż jedna z najboleśniejszych ran, jakie ciążą na naszej świadomości narodowej. Jego korzenie tkwią bardzo głęboko. Wystarczy wspomnieć esej Marii Janion o zakorzenieniu antysemityzmu w języku polskim. Zadara znakomicie ten wątek wydobywa, łącząc go z ksenofobią. W tym spektaklu religia stała się ideologią, a to jest najkoszmarniejsze połączenie, bo kłamliwa ideologia zostaje dopełniona religijnym żarem.

Czysto teatralne jest przechodzenie bohaterów do zaświatów. Zakładają prywatne ubrania i zachowują się jakby byli widzami. Tak też wygląda ostatnie kazanie Księdza Marka (Mariusz Zaniewski), który wchodzi na scenę w kolorowej koszulce z kubkiem herbaty.

Zadara dobiera się nie tylko do współczesności. Poprzez zestawienie różnych porządków próbuje odnaleźć archetypiczne zachowania, które powracają niczym narodowa mania prześladowcza. Nie deprecjonuje bohaterstwa i patriotyzmu, ale też nie traktuje ich na kolanach. Pokazuje mielizny bezrefleksyjnego poddawania się masie. Bo tak naprawdę nie chodzi o zderzanie konfederatów, powstańców czy żołnierzy a nawet kinoli sportowych, ale o pokazanie jak funkcjonują w dzikim tłumie, jak stają się bezkarni i przerażający.

Oby więcej takich Zadarów w polskim teatrze!