powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Egurolla żongluje teledyskami

"Boxality" w reż. Agustina Egurroli w Teatrze Palladium w Warszawie. Pisze Jakub Panek w Teatrze dla Was.

Gdyby spojrzeć analitycznym okiem na statystyki, to w Polsce wciąż teatr jest w kryzysie. Bo za mało pieniędzy, bo słabo dopracowane produkcje, bo chodzenie na skróty przez reżyserów w porównaniu do wzorców z Londynu i Nowego Jorku, bo - w końcu - Polacy zamiast w teatrze, wciąż wolą "rozrywać" się przed telewizorami w domu, w najlepszym przypadku w kinach.

Ale patrząc na to wszystko dojrzymy, jak jednocześnie myślenie kinowe i telewizyjne wdziera się na deski teatralne, kusząc nowych widzów. Podręcznikowym przykładem tego staje się projekt "Boxality", którego premiera odbyła się już jakiś czas temu, 21 listopada. To w skrócie spektakl o problemach dzisiejszego społeczeństwa, pokazanych przez pryzmat dużego miasta i młodych walczących o swoją przyszłość ludzi. Wydawać by się mogło - banał. Jednak forma, w jakiej zostało to przedstawione, pozwala wyłuskać z tej materii wartościowe rzeczy. Ale po kolei.

"Boxality" to autorski projekt Agustina Egurroli. Ten znany, bardzo dobry choreograf, ale nie ma też co ukrywać - gwiazdor telewizji TVN, wymyślił, że wzorem offowych produkcji, performansów znanych z Broadwayu, opowie swoją historię tańcem. Na miejsce prezentacji wybrał Palladium. Ten "teatr" nie należy do najlepszych przestrzeni. Z bardzo prostej przyczyny - widownia jest płaska i rozległa, więc widzowie w dalszych rzędach mają spory uszczerbek w doznaniach. Na scenie Egurrola zaproponował zabawę wielkimi czarnymi pudłami i światłem. Ascetyczna scenografia broni się tylko dlatego, że tempo, które reżyser narzucił swoim tancerzom - aktorom, jest dla przeciętnego Kowalskiego zabójcze. Przez 70 minut, bez przerwy, młody, niesamowicie wysportowany zespół prezentuje różne sceny z życia w wielkim mieście. W założeniu ich mianownikiem jest jedna dziewczyna, ale aktorsko z grupy (Julia Adamczyk, Karolina Dziemieszkiewicz, Paulina Kubicka, Julia Żytko, Artur Golec, Bartek Kołecki, Marcin Mielczarczyk i Tomasz Prządka) nikt się nie wyróżnia. Co nie znaczy, że nie należą się im gromkie brawa.

W odtwarzaniu poszczególnych scen - wśród których nie brakuje tanecznych obrazów seksu, agresji, miłości, wolności pomaga muzyka Andrzeja Smolika. Charakterystyczny dla niego styl wprowadza widzów w swoisty trans i utrzymuje skupienie.

Mimo, że "Boxality" uważam za udany debiut teatralny Egurroli, to jednak reżyserowi nie udało się uniknąć kilku poważnych wpadek. Przede wszystkim mając tak świetny zespół i dobrą muzykę, powinien dopracować całość. Bo w obecnej formie Egurrola - skażony telewizyjnym syndromem - żongluje teledyskami - widz ma wrażenie, że przedstawienie zostało podzielone na kilkanaście krótkich scen. Bo w telewizji co chwilę można puścić reklamę, planszę sponsora, albo zrobić przerwę na wejście prezenterów. W teatrze brak spójności zauważalny jest od razu. Drugą poważna usterką spektaklu jest niedopracowana reżyseria światła. O ile pudła poruszane siłą mięśni aktorów - tancerzy - koncertowo "skaczą po scenie", to oświetlenie momentami trąci amatorszczyzną. I ostatnią rysą na tej i tak przyzwoitej teatralnej tafli, jest zakończenie. Egurrola zdecydował się na nagłe ucięcie akcji. Ten zabieg nie wyszedł. Widz ma niedosyt i wrażenie niewykończenia dzieła.

"Boxality" jako produkt teatralny wymaga dopracowania, ale nie da się ukryć, że mamy do czynienia z rozrywką na bardzo dobrym poziomie.