powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Rynkowy melodramat

Rozmowa z Agnieszką Jakimiak, reżyserką spektaklu "Strach zżerać duszę" na podstawie filmu Rainera Wernera Fassbindera. Premiera spektaklu odbędzie się 9 grudnia w Teatrze Powszechnym w Warszawie. - Film Fassbindera jest dziś traktowany jako historyczny dokument, portretujący narodziny nowych ekonomicznych relacji między imigrantami zarobkowymi a niemieckim społeczeństwem przerażonym perspektywą utraty miejsc pracy, ogarniętym ksenofobią i uprzedzeniami.

Mateusz Węgrzyn: Skąd wziął się pomysł na adaptację teatralną filmu Rainera Wernera Fassbindera? Co w niemieckim filmie jest aktualne dla polskiego widza?

Agnieszka Jakimiak: "Strach zżerać duszę" to melodramat, który - jak najczęściej w wypadku melodramatów bywa - mówi najwięcej o społeczeństwie i sytuacji politycznej, w ramach których niemożliwa, zakazana albo narażona na ostracyzm miłość może w ogóle zaistnieć. W spektaklu podążamy za diagnozą Renaty Salecl z książki "(Per)wersje miłości i nienawiści" - melodramatyczna relacja nie rodzi się dlatego, że istnieje metafizyczne przyciąganie dwóch jednostek, ale właśnie dlatego, że źródłem jej funkcjonowania jest społeczny zakaz. Melodramat nie jest historią miłosnej relacji, ale opowieścią o społeczeństwie, które jest zarówno jej mocodawcą, jak i krytykiem.

Rozpoznanie sprzed ponad 40 lat wciąż jest trafne?

A. J.: Zachodnie Niemcy lat siedemdziesiątych były w zupełnie innym punkcie niż Polska wtedy i Polska obecnie. Film Fassbindera jest dziś traktowany jako historyczny dokument, portretujący narodziny nowych ekonomicznych relacji między imigrantami zarobkowymi a niemieckim społeczeństwem przerażonym perspektywą utraty miejsc pracy, ogarniętym ksenofobią i uprzedzeniami. Fassbinder nie stawia łatwych tez - w "Strach zżerać duszę" przyjezdni zostają przyjęci do systemu gospodarczego, ponieważ ich obecność gwarantuje utrzymanie hierarchii zawodowej i zarobkowej, wzmocnienie podziałów w społeczeństwie i budowanie fałszywych wspólnot, opartych na przekonaniu o wyższości niemieckich obywateli. Jeśli szukać analogii z polskim tu i teraz, to najwyraźniej wybrzmiewają one w porównaniu mechanizmów interioryzowania neoliberalnych światopoglądów. Fassbinder pokazywał, jak wolny rynek potrafi gładko wejść w relację z faszyzmem i rasizmem, w jaki sposób kapitalizm utwierdza konserwatywne podziały, jak bardzo jednostkowe relacje pozostają uwikłane w mechanizmy handlu.

M. W.: Z czego bierze się słaba znajomość filmów Fassbindera wśród polskiej publiczności? Co wynika z Waszej sondy społecznej - jakie są najczęstsze obawy, zastrzeżenia czy źródła wewnętrznego oporu?

A. J.: Fassbinder był anarchistą, lewicującym homoseksualistą, krytykiem takich pojęć, jak naród czy wspólnota, a w dodatku forma jego filmów zawsze była istotniejsza niż psychologiczna głębia. Ani jego światopogląd, ani jego estetyka nie mogły cieszyć się popularnością w Polsce lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Mam numer "Filmu na świecie" z 1982 roku, gdzie jego ostatni film "Querelle" jest określany jako obrzydliwy wytwór chorego umysłu - właśnie przez to, że pozostaje homoseksualną fantazją, pozbawioną tradycyjnej fabuły, badającą figury pożądania i wyzysku. Jego filmy powróciły w Polsce do łask dzięki takim inicjatywom, jak antologia pod redakcją prof. Andrzeja Gwoździa pt. "Filmorób". Trzeba jednak pamiętać, że gra, którą Fassbinder prowadzi z widzem, bywa bardzo wyrafinowana, jego spojrzenie na historię jest uwikłane w konteksty rozpoznawalne w powojennym społeczeństwie niemieckim, ale niekoniecznie pozostają one jasne dla widza spoza niego, a obecne w jego twórczości stanowisko polityczne można zidentyfikować jedynie posiadając wiedzę o kontekście. Filmy Fassbindera wymagają przygotowania i otwartości na określoną estetykę - nie zawsze przystępną, często brutalnie wykalkulowaną i chłodną.

M. W.: Jaki jest związek Waszego scenariusza teatralnego z filmowym Fassbindera? Chyba nie będzie to wierne przeniesienie?

A. J.: Staramy się znaleźć takie gesty i zabiegi, które pozostają analogiczne wobec filmowej estetyki Fassbindera, wobec konwencji aktorskiej i wyobraźni montażowej obecnej w jego filmach. Niektóre filmy nie są wdzięcznym materiałem dla teatru - trudno przełożyć chociażby futurystyczną wyobraźnię Cronenberga na teatralne ograniczenia, ale Fassbinder tworzył kino oparte na programowej sztuczności i skupione na mikrosytuacjach. Opowiadał przede wszystkim o przemocowych konwencjach i opresyjnych społecznych formach, pozbawionych drugiego dna, eksploatujących systemy handlu, wymiany i rynkowych mechanizmów.

M. W.: W jak dużym stopniu wykorzystujecie poetykę filmową Fassbindera: strategie dystansu, surowego realizmu i socjologicznej diagnozy obrazowanej przez romansowe schematy?

A. J.: Melodramat jest u nas estetycznym tłem, umożliwiającym wdrożenie machiny społecznego wyzysku. Kluczową dla filmu historię relacji starszej sprzątaczki z marokańskim gastarbeiterem przedstawiamy z perspektywy ich otoczenia: sąsiadek, rodziny, sprzedawców, koleżanek. U Fassbindera nie ma za wiele surowego realizmu - mamy do czynienia raczej z laboratoryjną optyką, eksponowaniem gestów i zachowań ludzi znajdujących się w pozornie zwyczajnych sytuacjach, które jednak ujawniają w bohaterach wyrachowanie i interesowność. Sam filmowy język Fassbindera jest kopalnią teatralnych strategii - od początku sięgaliśmy po gesty podkreślające sztuczność i nawias, takie jak stop-klatki, przeciągnięte ujęcia, powtarzalność pewnych sytuacyjnych schematów, efekt obcości i niesamowitości.

Agnieszka Jakimiak - dramatopisarka, dramaturżka, reżyserka, recenzentka i eseistka. Jest laureatką I miejsca w Konkursie o Nagrodę im. Krzysztofa Mętraka (2010). Ukończyła Międzywydziałowe Studia Humanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim i dramaturgię na Wydziale Reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. W sezonie 2014/2015 pracowała jako dramaturżka w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. Publikowała na łamach dwutygodnika.com, "Didaskaliów", "Kina", "Res Publiki Nowej" i "Ha!artu".

Premiera spektaklu "Strach zżerać duszę" odbędzie się 9 grudnia w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Kolejne pokazy: 10, 19, 20 i 21 grudnia.