powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Kto zabił Korfantego?

"Korfanty. Hotel Brześć i inne piosenki" Przemysława Wojcieszka w reż. autora w Teatrze Śląskim w Katowicach. Pisze Agata Kędzia w Teatrze dla Was.

Naiwność. Wojciecha Korfantego zabiła naiwność. Wierzył biedak w demokrację i równość obywateli wobec państwa prawa. Sformułowana w ten sposób odpowiedź na tytułowe pytanie, powtarzane jak mantra przez cały spektakl, pada tuż przed jego zakończeniem. Poglądy Korfantego - śląskiego polityka uciskanego przez sanacyjne rządy, przedstawiciela przedwojennej chadecji i przywódcy III powstania śląskiego - stały się dla Przemysława Wojcieszka przykładem wiary i oporu. Wiary w demokrację i społeczną solidarność oraz oporu przeciw dyktaturze, która konieczność "rządów silnej ręki" usprawiedliwia obietnicami spokoju i bezpieczeństwa, czyli towarami uchodzącymi za najbardziej luksusowe w burzliwych czasach politycznej niepewności.

Na deskach Teatru Śląskiego powstało przedstawienie daleko odbiegające od próby realistycznego odtworzenia życiorysu śląskiego bohatera. Przyglądając się rzeczywistości społeczno-politycznej dwudziestolecia międzywojennego oczami Korfantego (Piotr Bułka), reżyser diagnozuje kondycję, w jakiej znalazł się współczesny świat. Katowicka inscenizacja przybiera formę koncertu, którego wykonawcy mają w sobie coś z groteskowych postaci rodem z kabaretu. Trudno ich przejaskrawione wizerunki sceniczne skojarzyć z podobiznami poważnie spoglądającymi na nas z kart podręczników do historii. Za plecami aktorów wisi czarna płachta z niewyraźnym wizerunkiem białego orła. Przez scenę przewija się grono działaczy politycznych międzywojnia, na czele którego stoi oczywiście - w krótkich spodenkach, czarnych podkolanówkach i sportowych butach - Józef Piłsudski (Michał Surówka). Marszałek wraz z Wincentym Witosem czy Wacławem Kostkiem-Biernackim (dowodzącym w Twierdzy Brzeskiej, w której więziono śląskiego polityka w 1930 r.) próbują udzielić odpowiedzi na powracające stale pytanie - kto zabił Korfantego? Aktorzy nie funkcjonują jednak wyłącznie jako postaci historyczne. W przedstawieniu przenikają się bowiem dwie płaszczyzny. W innych jego partiach śpiewają o dzisiejszej Polsce głosem ludzi rozczarowanych rzeczywistością, która dla wielu - mimo obietnic z 1989 r. - okazała się przeciwieństwem spełnienia marzeń. Całości towarzyszy klubowy beat, na tle którego monologi postaci historycznych przeplatają się z songami dotykającymi spraw najbardziej aktualnych.

Jakie tematy zostają poruszone w piosenkach? Głos, który słyszymy, dotyczy m.in. zalewającego przestrzeń publiczną hejtu wobec "feministek, pederastów, cyganów, brudasów", czy kwestii patriotyzmu spod znaku miesięcznic smoleńskich ("Nawet hymn narodowy już więźnie mi w gardle, zbezczeszczony przez miesięcznice smoleńskie"). Wojcieszek kreśli obraz niezdolnego do tolerancji, ideowo podzielonego społeczeństwa, którego członkowie w dobie rozpasanego kapitalizmu zmienili swe życie w "system zamówień" i nie zauważają tych, którym wiedzie się najgorzej. Reżyser mówi też o "lewakach" popijających latte za 20 zł i o pokoleniu, które działanie mające realny wpływ na rzeczywistość realizuje głównie w formie wpłat datków na konto Greenpeace. Abstrahując od tego, czy się z jego poglądami zgadzamy czy nie - sposób ich podania jest momentami zbyt nachalny, zakrawa o banał i irytuje generalizacją. I o ile płaszczyzna spektaklu, w której politycy okresu międzywojnia składają kolejno wyjaśnienia dotyczące śmierci Korfantego, stanowi interesującą formę opowieści zarówno o samym polityku, jak i o dzisiejszej Polsce, to właśnie muzyczne songi o współczesności wypadają najsłabiej. Trudno oprzeć się wrażeniu, że zabrakło pomysłu, by nadać "Korfantemu" kształt będący czymś więcej niż tylko ciągiem przeplatających się ze sobą piosenek i monologów. Owszem - koncertowa konwencja mogłaby ten brak urozmaiconych zabiegów inscenizacyjnych usprawiedliwić, gdyby była odpowiednio wyrazista, natomiast zdaje się, że w wypadku znacznej części spektaklu nie uczyniono niczego więcej, prócz rozmontowania teatralnej formuły.

Niekonwencjonalna forma sceniczna, jaką przybiera "Korfanty. Hotel Brześć i inne piosenki", sprawia jednak, że jego powodzenie w największym stopniu zależy od energii, jaką w czasie przedstawienia uda się wytworzyć między sceną i widownią. I to właśnie w niej tkwi największy potencjał katowickiej inscenizacji. Bo nawet jeśli się z Wojcieszkiem nie zgadzamy, lub mierzi nas sposób formułowania przez niego tez, to bezkompromisowość jego poglądów wymusza na widzu zajęcie wobec nich pewnego stanowiska. W kontekście coraz głośniej toczonej dyskusji na temat stanu demokracji, opowiadanie o Polsce przez pryzmat życia śląskiego polityka może stanowić dosadny głos w sprawie jej kondycji. Głos, którego dźwięczne echo prowokuje do pytań o to, w jakiej perspektywie poglądy Wojciecha Korfantego mogą jawić się jako dowód jego naiwności?