powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Artysta rewolucjonistą?

"Dobra terrorystka" Olsten jest niezwykle ciekawą, intrygującą interpretacją powieści Doris Lessing, ale niestety może być niezrozumiała dla widzów nieznających pierwowzoru i nieinteresujących się sztuką współczesną - o spektaklu Teatrugalerii Studio w Warszawie pisze Marta Żelazowska z Nowej Siły Krytycznej.

Alison Lurie: "...nie czytałam powieści lepiej opisującej mentalność terrorystów" - taką rekomendację znajdziemy na okładce książki Dorris Lessing opisującej życie mieszkańców squatu, socjalistów-rewolucjonistów, jak sami siebie określają. Jako członkowie Unii Centrum Komunistycznego, organizacji działającej w Wielkiej Brytanii za czasów rządów Margaret Thatcher, pragną wyznawane idee wprowadzić w życie, ale nie w sposób demokratyczny. Agnieszka Olsten przenosi zachowania bohaterów "Dobrej terrorystki" w dzisiejsze realia (książka opublikowana w 1985 roku, w Polsce w 2008 - w rok po Nagrodzie Nobla dla Lessing), zastanawiając się kim są. Zadaje pytania czym jest rewolucja i czy działania wywrotowe są jeszcze możliwe?

Zajmując miejsce na widowni zabudowującej z dwóch stron dużą scenę Teatrugalerii Studio, czuję się jakbym znalazła się w starym, opuszczonym domu, w którym przygotowano instalację artystyczną. Imitujące ściany drewniane konstrukcje przystrojone są asymetrycznie przymocowanymi, różniącymi się wielkością, płytami wiórowymi (przywodzą na myśl rzeźby Kajetana Sosnowskiego). Wyświetlane są na nich filmy tworzone przez mieszkańców squatu jak w pracach Nam June Paika. W centrum stoi duży stół, nad nim wiszą dwie lampy. W głębi sceny elegancka granatowa kanapa - to pokój Marry (Dominika Biernat) i Reggie'go (Bartosz Porczyk), Para decydują się tu zamieszkać, by zaoszczędzić pieniądze na kupno własnego lokum. Jeden z boków domu zasypują czarne worki ze śmieciami. Wnętrze przyozdabia wiszące na ścianie naturalne poroże (Reggie wymienia je na recyclingową rzeźbę głowy jelenia) oraz zajmująca dużą część podłogi instalacja wykonana z pomalowanych na biało butelek i puszek. Przywodzi ona na myśl pracę Rasheeda Araeena "Arctic Circle", która oburzyła mieszkańców warszawskiego Bródna. Sławomir Rumiak stworzył intrygującą przestrzeń uporządkowanego, estetycznego chaosu.

Bohaterami Olsten są artyści pragnący zostać rewolucjonistami. Ich aktywność skupia się wokół tworzenia koncepcji performansów i instalacji. Alice (Agnieszka Kwietniewska) siada na środku salonu i obiera ziemniaki jak Julita Wójcik w Zachęcie w 2001 roku. Reżyserka nawiązuje w ten sposób do silnej potrzeby opiekowania się innymi, która to cecha charakteryzuje protagonistkę Lessing. To ona biega po urzędach by załatwić adaptację przeznaczonego do rozbiórki domu na legalny squat. Remontuje i sprząta lokum wywożąc na wysypisko dziesiątki worków śmieci i zakopując w ogródku odchody zgromadzone w wiadrach na strychu, o czym w pierwszej scenie plastycznie opowiada, tym samym przywołując na myśl pracę "Merda d'artista" Piera Manzoniego. Zmienia ruderę w miejsce przystosowane do życia, zaopatrzone w energię elektryczną i ciepłą wodą. Alice gotuje i dostarcza jedzenie mieszkańcom squatu. Sztuka, którą tworzy inspirowana jest sytuacją, w jakiej się znalazła. W performensach wykorzystuje więc codzienne czynności, upraszcza język, chcąc zrównać artystę ze zwykłym człowiekiem. Jednak jak i u Wójcik rzeczywistość nie staje się przez to bardziej znośna, obieranie ziemniaków nadal jest obieraniem ziemniaków. Działalność artystyczna Alice przywodzi na myśl prace Mariny Abramović, między innymi "Seven Easy Pieces" z 2005 roku. W innej scenie każe sobie zrobić zdjęcie w trakcie lizania świeżo zamontowanej w drzwiach klamki. Inspiracją jest nowy trend w japońskiej fotografii, powstały przypadkiem. Rysowniczka Ryuko Azuma wykonała kilka zdjęć i umieściła je na Twitterze, trafiła na nie fotografka Ai Ehara i zdecydowała się kontynuować pomysł. Olsten nawiązuje do tego dziwacznego pomysłu by zadać pytanie o granice sztuki.

W spektaklu dużo jest odniesień do konceptualizmu, rozumianego za R. Atkinsem jako "sprowadzenie sztuki do czystych idei, w które nie ingeruje żadne rzemiosło artystyczne". To na przykład akcja artystyczna, podczas której Faye (Anna Paruszyńska) rozłożonym na stole przyborom kuchennym nadaje inne funkcje (spieniacz do mleka staje się symbolem inspiracji, a zmywak kneblem) jest nawiązaniem do pracy Marthy Rosler "Semioties of Kitchen" i działań Duchampa, który przedmioty codziennego użytku traktował jak dzieła sztuki (w 1917 roku wystawił w galerii pisuar i nazwał go "Fontanną").

Myślą przewodnią działań bohaterów powieści było wprowadzenie w życie koncepcji Karola Marksa. Idolem ich był Włodzimierz Lenin, którego pozbawione twarzy popiersie (przypominające rzeźby Genco Gulana) stoi na stole, w centralnym miejscu squatu. Jest też pomnik Marksa ze zdeformowaną twarzą przypominający jedną z rzeźb w instalacji "Portret totalny Karola Marksa" Krzysztofa Bednarskiego z 1978 roku. Praca kpiła z ideologa marksizmu. W spektaklu jest ona symbolem braku idei przyświecającej współczesnym rewolucjonistom. Alice czyszcząc ją z grubej warstwy kurzu w oczodole znajduje jej "istotę", czyli jajko - Kinder niespodziankę, przedmiot kojarzący się konsumpcjonizmem. Bohaterowie walczą z nadmiernym przywiązywaniem wagi do dóbr materialnych. Jasper (Krzysztof Zarzecki) demonstracyjnie odcina metkę od sukienki Mary kupionej od młodej projektantki mody, a lokatorzy squatu nie zwracają uwagi na podarowany im przez Reggie'go wyciskacz do cytryn słynnego projektanta przedmiotów codziennego użytku Philippe Starcka. Ich krytyczny stosunek do społeczeństwa konsumpcyjnego staje się inspiracją do działań artystycznych, ideą. Dlatego wyrzekają się wszelkich wygód, jak kiedyś Marina Abramović i Ulay mieszkający w citroenie "ogórku". Są radykalni, nie idą na kompromisy. Chcą trwać w permanentnym procesie, zmieniać otoczenie. We współczesnym świecie rewolucjonistą może stać się jedynie artysta, tylko on może pozwolić sobie na przekraczanie granic. Olsten dlatego przywołuje twórców, których działania najpierw uznawane były za niewartościowe i prowokacyjne, a potem trafiły do podręczników historii sztuki. Skłonić społeczeństwo do refleksji ma więc konstruowana z drutów, ziemniaków i butelki coca-coli "wybuchowa" instalacja, a nie prawdziwa bomba, którą podkładają bohaterowie Lessing.

Artyści rewolucjoniści - czy to się może udać? Myślę, że nie. Squattersi doskonale znają konsumpcyjne przyjemności, wiedzą co to luksus, mimo że krytykują go w swojej twórczości. Życie w komunie to tylko poza. Są przekonani, że bez pieniędzy nie można zrobić rewolucji, czytaj robić sztuki. Są przeświadczeni, że wszystko im się należy. Alice bez skrupułów wyciąga pieniądze od matki (Dominika Ostałowska), a Jasper od niej. Działalność artystyczna, wchodzenie "w proces" stają się sposobem na życie. Samorealizacja zastępuje kontakt z drugim człowiekiem. Są osobni (można by rzec wolne elektrony), każdy z nich skupiony tylko i włącznie na sobie. Nawet gdy próbują wejść w relację ze współlokatorem, nie udaje im się nawiązać porozumienia. Doskonała jest scena, w której Reggie wykorzystując coachowe techniki chce zmotywować Philipa (Marcin Pempuś) do podjęcia poszukiwań pracy. Chłopak kompletnie go nie rozumie, a Reggie nie czuje potrzeby poznania jego punkt widzenia.

O bohaterach "Dobrej terrorystki" niewiele możemy się dowiedzieć, poza tym, że są wykształceni, o czym świadczyć mogą leżące na podłodze stosy książek. Nie możemy natomiast wczuć się w ich mentalność. Właściwie nie znamy ich światopoglądu, nie wiemy na jakich podstawach został zbudowany i jakie zmiany chcą wprowadzić w społeczeństwie. Zdają się powtarzać jedynie puste frazesy. Koncepcja jest jedna - chcą działać dla samego działania. Podbudowa ideologiczna nie jest ważna, jest tylko pretekstem. To taka rewolucja "bez twarzy".

Olsten i Rumiak kpią ze swoich bohaterów - pozerów. Snobów zmieniających wygodne mieszkania na squat by poczuć się bardziej trendy. Lansujących się na artystów nowoczesnych, perorujących o sztuce konceptualnej, feministycznej, krytycznej, lecz nieposiadających właściwie wiedzy i predyspozycji by o tym mówić. Ich sposób patrzenia na świat nijak ma się do rzeczywistości, bowiem egocentryzm nie pozwala spojrzeć dalej niż na czubek swojego nosa. Robienie sztuki to tylko moda, dlatego ich "wybuchowa" instalacja nie eksploduje, nie powoduje rewolucji w sztuce i nie zmienia świata.

"Dobra terrorystka" Olsten jest niezwykle ciekawą, intrygującą interpretacją powieści Doris Lessing, ale niestety może być niezrozumiała dla widzów nieznających pierwowzoru i nieinteresujących się sztuką współczesną.

***

(spektakl obejrzany 24 października 2017)

--

Marta Żelazowska - magister pedagogiki, absolwentka studiów podyplomowych Wiedza o teatrze i dramacie z elementami wiedzy o filmie w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk oraz Laboratorium Nowych Praktyk Teatralnych