powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Słuchajmy głosu dzieci

"Król Maciuś I" Janusza Korczaka w reż. Darii Kopiec w Teatrze Lalka w Warszawie. Pisze Wiesław Kowalski w Teatrze dla Was.

Przepis na udany spektakl dla dzieci wcale nie jest taki prosty. Zwłaszcza kiedy bierze się na warsztat jedną z najbardziej popularnych bajek czy pozycję z kanonu lektur szkolnych. Daria Kopiec realizując "Króla Maciusia I" w Teatrze Lalka miała zapewne tego świadomość, dlatego należy docenić fakt, że nie próbowała pójść na skróty. Rozpisując opowieść Korczaka na sześciu aktorów skorzystała z adaptacji Martyny Lechman, w której stosunek do młodego widza wyraża się w umiejętności przełożenia tekstu na język, wrażliwość i wyobraźnię współczesnego dziecka. To, między innymi, a także umiejętne budowanie dramaturgii, opartej również na interakcji z publicznością, stoi u podstaw sukcesu tego artystycznego przedsięwzięcia.

Janusz Korczak w spektaklu Darii Kopiec jawi się jako szlachetny moralista. I nie ma w tym nic dziwnego. Realizatorzy starają się jednak niczego nie uronić z jego autorskiego posłania. Zwracając się do młodych widzów zadają im wcale niełatwe pytania, traktując ich przy tym jako współuczestników wydarzeń z najwyższym poszanowaniem. W pierwszych scenach Maciusia z Ministrami widzimy zresztą jak na dłoni do czego może doprowadzić przedmiotowe traktowanie dziecka w próbach realizacji działań czysto wychowawczych. Reżyserka nie stara się na szczęście, co jest dość częstym przypadkiem w tego typu realizacjach, duplikować obrazów słownymi objaśnieniami. Wie, że to mogłoby osłabić dynamiczność akcji i w konsekwencji wywołać znużenie. Dlatego stawia przede wszystkim na szybkie sekwencje, w których niczym w kalejdoskopie każe się protagonistom przemieszczać na białych schodach to w dół to w górę. Ten ciekawy pomysł choreografa Jacka Owczarka, polegający na nieustających zmianach sytuacyjno-przestrzennych, jest równie sugestywnie zastosowany w warstwie gestu i ruchu tytułowego bohatera, w którego wciela się rewelacyjnie Rafał Derkacz, student IV roku Wydziału Lalkarskiego AT w Białymstoku.

Dzięki tym zabiegom widowisko ma sporą temperaturę emocjonalną, a także zyskuje na żarliwości, jednocześnie oddając całą esencjonalność i klarowność niepokojącej Korczakowskiej myśli. Okazuje się, i to bez zbędnych czy natarczywych komentarzy, że i dzisiaj utwór napisany w 1923 roku wciąż nie stracił niczego ze swojej wyjątkowej aktualności i bezkompromisowości. Zarówno wtedy kiedy dotyka problemów związanych ze sztuką rządzenia, która niebezpiecznie ociera się o polityczno-społeczne rozprzężenie i absolutyzm, jak i tych dotykających pełnych bezwzględności związków między rzeczywistością dzieci, a światem dorosłych. Mamy tutaj również pokazane w interesujący sposób ludzkie słabości i niedoskonałości, a także aberracje prowadzące do konfliktów międzynarodowych - wojen, zbrojnych spisków, czy przekłamywanych trybów działania.

Pomysł adaptacji w pierwszej części przedstawienia wprowadził na scenę, obok tytułowego Maciusia (bardzo poetycka pierwsza sekwencja spektaklu z klockami, które chłopiec rozkłada siedząc na schodach, a zaraz potem śmierci jego ojca) czterech Ministrów - sądownictwa, finansów, szkolnictwa i zdrowia. Beata Duda-Perzyna, Grzegorz Feluś, Aneta Harasimczuk i Wojciech Pałęcki rysują swoje postaci dość ostrą kreską, są jednocześnie agresywni i bezduszni, jakby byli bohaterem zbiorowym, co zwielokrotnia niepodważalną w ich mniemaniu zdolność rządzących do wynoszenia na tron i obalania tych, którzy już na nim zasiądą. Są jakby wszechobecni i ciągłym pojawianiem się i znikaniem bardzo dobrze intensyfikują i podnoszą rytm tego, co oglądamy na scenie. Nie mniej ciekawe rozwiązania inscenizacyjne i interpretacyjne przynosi wprowadzenie na scenę lalki będącej jakby odwzorowaniem samego Króla Maciusia I. Wykorzystana ona została również w części drugiej widowiska, kiedy przeważająca część wydarzeń dotyczy spotkania Maciusia z tajemniczą dziewczyną o imieniu Talika, która trafia w końcu - budząc swą obcością konsternację Ministrów - na dwór królewski. Znakomicie w tę eteryczną, pełną spontaniczności postać wciela się Olga Ryl-Krystianowska.

W atrakcyjnym i mądrym "Królu Maciusiu I" Darii Kopiec najważniejsze jest to, że dzieci odnajdują bohatera, z którym mogą się w pełni identyfikować. Świadczy o tym również to, jak ochoczo młodzi widzowie próbują uczestniczyć w sejmowych obradach i odpowiadać na pytania nieletniego władcy. W warszawskiej Lalce udało się stworzyć bliskie współczesnej wyobraźni, żywe, pozbawione anachroniczności przedstawienie, które o dobrym wychowaniu, choć przecież nie tylko, opowiada z nutką inteligentnej ironii i z dystansem - te niewątpliwej jakości atrybuty z jednej strony muszą wywołać refleksję, z drugiej nie pozbawiony pobłażliwości śmiech, inkrustowany jednak niemałym dreszczykiem ekscytacji, nawet wtedy, kiedy dzieci odważnie wypowiadają się na temat tego, co chciałyby robić, a czego nie. I naprawdę warto z rozmysłem się w ich głosy wsłuchać.