powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Suita na inaugurację sezonu w Operze na Zamku w Szczecinie

Wymarzone miejsce, wspólnota, na której czele stoi charyzmatyczny, inteligentny i pełen uroku człowiek, mówiący o sobie: "Jestem wolnością, jestem pokojem, jestem sprawiedliwością. Jestem bogiem". Ta wspólnota to sekta. O operze Laurenta Petitgirarda "Guru", z dyrektorem artystycznym Jerzym Wołosiukiem rozmawiała Magdalena Jagiełło-Kmieciak.

Zagubieni w normalnym, codziennym życiu wyznawcy oddają swojemu guru wszystko, co mają, od pieniędzy po umysły. Jest wspólna praca, wspólne posiłki, wspólne śpiewy. Jest wspólna myśl, narzucona przez guru, odizolowani od normalności akolici, nakarmieni strachem, paranoicznymi ideami przywódcy, tracą kontrolę nad własną, oddzielną samoświadomością. Tylko guru wie, jak mają myśleć. Idylla zamienia się w koszmar. Wyznawcy popełniają zbiorowe samobójstwo. To fakty z 1978 roku w osadzie w Jonestown, na których osnute jest libretto współczesnej opery francuskiej Laurenta Petitgirarda "Guru" i fragmenty tej opery, czyli suita liryczna "Guru i Marie", która zabrzmi 13 października 2017 roku podczas koncertu inaugurującego nowy sezon artystyczny Opery na Zamku w Szczecinie

Magdalena Jagiełło-Kmieciak: Koncert inaugurujący nowy sezon artystyczny w Operze na Zamku będzie dość awangardowy, świeży, inny. Suita "Guru i Marie", która zabrzmi na scenie, to ?

Jerzy Wołosiuk:

- "Guru i Marie" to suita liryczna, na którą składają się fragmenty opery "Guru" Laurenta Petitgirarda. W przyszłym roku planujemy światowe prawykonanie tej opery. Jej fragmenty były wykonywane w Paryżu, w przyszłym roku zabrzmią w Jerozolimie. Ale najpierw u nas - w Operze na Zamku - podczas inauguracji nowego sezonu artystycznego 13 października. Natomiast w przyszłym roku będziemy mieli przyjemność i wielki zaszczyt prawykonania tej opery w reżyserii Daniela Mesguicha, ze scenografią Jerome'a Bourdina i kostiumami Dominique Louis. Wystąpią światowej sławy artyści, bardzo cenieni na europejskich scenach.

Te fragmenty opery tworzą już jednak pewną całość?

- Suita, która zostanie zagrana w tym roku, skupia się na bardzo istotnym wątku opery - rywalizacji Guru, którego odtwórcą będzie Hubert Claessens, znakomity holenderski bas-baryton, z Marie, czyli jego nową wyznawczynią, która tak naprawdę specjalnie przyjeżdża na wyspę, aby zniszczyć kult. Wykonawczynią tej partii będzie Sonia Petrovna - co ciekawe, jest to rola mówiona, w przeciwieństwie do wszystkich pozostałych - śpiewanych. Historia tej rywalizacji jest niezwykle fascynująca. W suicie zabrzmi też duża scena zbiorowa, finałowa, zaczerpnięta wprost z opery "Guru".

Czy to według Pana jedynie opowieść o sekcie czy sięga głębiej? Sam kompozytor chciałby, by zobaczyć w tej operze problem mentalnego sterowania innymi ludźmi, który jest przecież wszędzie.

- Myślę, że libretto jest bardzo aktualne. Opera zawsze mówiła o tematach aktualnych, o swoich czasach, o sprawach nurtujących zarówno osoby przychodzące do opery, jak i samych twórców. Tu jest podobnie. "Guru" opowiada o umysłowej manipulacji, o pewnym akcie, który dokonał się w latach 70- tych w Jonestown, gdzie ponad 900 osób popełniło zbiorowe samobójstwo. To wydarzenie bardzo wstrząsnęło kompozytorem. Ta opera ma uświadamiać zagrożenia, stawiać pytanie - czy my jesteśmy odporni wobec tych zagrożeń?

Czy ten temat opery jest ponadczasowy? Niektóre się dezaktualizują.

- Dzieło to (L. Petitgirard komponował operę w latach 2006-2009 - dop. MJK) jest niezwykle aktualne na przykład we Francji w kontekście działań Państwa Islamskiego. Umysłowa manipulacja to może być manipulacja polityczna, religijna. Dla Daniela Mesguicha, który w przyszłym roku w Operze na Zamku będzie reżyserował prapremierę, to także manipulacja, która dokonuje się w czterech ścianach domu, pomiędzy małżonkami, kochankami, w pracy. Ten temat istniał i będzie istniał. Na ile go przeżyjemy wewnętrznie, to jedna sprawa, a druga to wrażenia artystyczne, których ja osobiście już nie mogę się doczekać.

Jaka jest muzyka w tej operze?

- Laurent Petitgirard jest kompozytorem, który w 90% czuje się tradycjonalistą. Jego muzyka nie jest awangardowa, jaką znamy z twórczości Ligetiego, Stockhausena czy Pendereckiego. Petitgirard korzysta ze zdobyczy muzyki francuskiej, operowej, symfonicznej. W jego twórczości można wyczuć Poulenca, słyszę też w barwach Strawińskiego. Muzyka ma bardzo bogatą harmonię i instrumentację jak cała tradycyjna klasyczna muzyka francuska, która swoje apogeum osiągnęła w dziełach Maurice'a Ravela, a później rozwijana była przez kolejnych kompozytorów. Elementy melodyczne są dominujące, podobnie jak harmonika. Interesująca jest melorecytacja czy rytmizowana mowa Marie, którą ta przeciwstawia się obłędowi śpiewających.

Czy ta muzyka nie jest zbyt trudna dla odbiorcy przyzwyczajonego do klasycznych brzmień?

- Moim zdaniem - nie. To jest muzyka, której elementy można było spotkać w poprzednim wieku, w granicach 1910, 1920 roku, w czasie rozwiniętego Ravela, początków Strawińskiego. Myślę, że gdyby ktoś usłyszał tę operę w okolicach 1950 roku, nie byłby zupełnie nią zszokowany. To opera współczesna, ale dość tradycyjna. Nie powiela jednak żadnych schematów. To kompozycja oryginalna i w dobrym tego słowa znaczeniu eklektyczna.

Laurent Petigirard to kompozytor światowej sławy. Jak Operze na Zamku udało się zachęcić go, by właśnie w Szczecinie odbyła się prapremiera jego opery?

- Agent Laurenta Petitgirarda szukał teatru, który chciałby "Guru" pokazać. Teraz jest tak, że większość oper powstaje na zamówienie. Tak też było z "Guru". Opera miała być pokazana we Francji, ale nie doszło do jej wykonania. Wtedy Petitgirard nagrał muzykę na płytę i zaczął poszukiwać teatrów partnerskich, które chciałyby ten projekt zrealizować. Zwrócił się do kilku teatrów w Polsce, ale te rzadko kiedy podejmują ryzykowne wyzwania repertuarowe, bo idą za tym pewne zagrożenia: czy widzowie przyjdą, czy będzie to sukces kasowy. Dla Opery na Zamku bardzo ważna jest oryginalność działalności repertuarowej i jej "szerokość". Dla mnie jako dyrektora artystycznego bardzo ważne jest, by sięgać po możliwie zróżnicowane pozycje, jeśli chodzi o muzyczną stylistykę. To niezbędne zarówno dla naszych widzów jak i dla naszych artystów, którzy w ten sposób się rozwijają.