powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Chodzi o coś więcej

"Mefista" Agnieszki Błońskiej można by określić mianem - "Klątwa II". Reżyserka wraz z dramaturżką, Joanną Wichowską, która współpracowała z Oliverem Frljiciem przy "Klątwie", na kanwie tego "obrazoburczego" spektaklu oraz zamieszania jakie wywołał, budują sceniczną wypowiedź o niebezpiecznych związkach sztuki i władzy - pisze Marta Żelazowska z Nowej Siły Krytycznej.

Już pierwsza scena wywołuje konsternację. Kurtyna jest zasłonięta, światło na widowni stopniowo gaśnie. Dobiega głos modlących się aktorów. Proszą by Pan wziął teatr w opiekę i sprawił, by służył narodowi polskiemu. Przywodzi to na myśl "krucjaty różańcowe" towarzyszące pokazom "Klątwy", podczas których modlitwy "wynagradzające Maryi bluźnierstwa" zmieniały się w ataki na widzów chcących obejrzeć przedstawienie. Ukazywało to absurd postępowania środowisk religijnych. W tym kontekście działania artystów stają się parodią, wyszydzają powierzchowny katolicyzm i brak refleksji. Nawiązują do toczącej się w kraju dyskusji o granicach wolności twórczej, a co za tym idzie do pytania, w jakim stopniu teatry finansowane z funduszy państwa powinny podporządkować się wymogom rządzących. Ich wizję Błońska przedstawia cytując fragmenty wypowiedzi Wawrzyńca Rymkiewicza, Wandy Zwinogrodzkiej, Dariusza Karłowicza i Antoniego Libery wygłoszone podczas debaty ,,Teatr polski - tradycja i przyszłość", która odbyła się w Belwederze 20 września 2017 roku.

Arkadiusz Brykalski staje na pustej scenie i streszcza powieść Klausa Manna "Mefisto", naśladując ekspresję Klausa Marii Brandauera, który grał główną rolę w filmie "Mefisto" Istvána Szabó. Bohaterem powieści jest aktor Hendrik Höfgen, który niczym Faust zaprzedaje duszę diabłu. Zmienia poglądy polityczne (zaczyna współpracę z nazistami), by zrobić karierę. Udaje mu się, zostaje dyrektorem teatru, ma wysoką pozycję społeczną. Ale czy realizując propagandowe przedstawienia spełnia się jako artysta? Pierwowzorem Höfgena jest Gustaf Gründgens, wybitny aktor niemiecki (współpracował z Maxem Reinhardtem), oportunista, uchodzący za protegowanego Hermanna Göringa. Mann zaprzeczał domniemanej inspiracji i twierdził, że napisał powieść "z kluczem", która portretuje postawy a nie ludzi. Władze III Rzeszy w to nie uwierzyły i zakazały publikacji tekstu. Książkę wydano w NRD na długo po śmierci autora, także po zgonie sportretowanego aktora. Powieść przywrócił światu w 1981 roku węgierski reżyser Szabó. Jego film zdobył Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego (wygrywając z "Człowiekiem z żelaza"). W roku 2006 reżyser przyznał się, że współpracował ze służbą bezpieczeństwa. W rolę Barbary Bruckner wcieliła się Krystyna Janda, prywatnie opozycjonistka, która we wspomnianym filmie Andrzeja Wajdy zagrała Agnieszkę, reżyserkę aresztowaną za popieranie strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku. Błońska nawiązuje również do inscenizacji "Mefista" zrealizowanej w Teatrze Powszechnym w 1983 roku, w której Teresę von Herzfeld zagrała Maria Robaszkiewicz. Ta sama aktorka przywołuje spektakl Michała Ratyńskiego, opisuje scenografię, wygłasza fragment dawnej roli, przywołuje emocje towarzyszące pracy w kontekście stanu wojennego, strajku artystów. I choć władze nakazały wyostrzenie nazistowskich wątków, przedstawienie nadal odbierane było jako nawiązanie do PRL-u.

"Mefisto" skonstruowany podobnie do spektaklu chorwackiego reżysera, jest kompilacją fragmentów wymienionych inscenizacji, tekstów z ulotek rozprowadzanych przez środowiska narodowo-katolickie, deklaracji ideowej Obozu Narodowo-Radykalnego i dopisanych scen, pozornie niezwiązanych ze sobą, jednak znaczeniowo tworzących spójną całość. Przedstawienie sprawia wrażenie improwizowanego, aktorzy wymieniają się uwagami dotyczącymi sytuacji społeczno-politycznej, zwracają się bezpośrednio do widzów. Momentami spektakl przeradza się w kabaret, czasami w rewię, na przykład gdy artyści śpiewają (zachwyciła mnie brawurowa interpretacja Karoliny Adamczyk utworu "Forever Young" grupy Alphaville), czy wykonują układ choreograficzny inspirowany kankanem, natrętnie powtarzany, lecz za każdym razem coraz bardziej finezyjny. Taniec, który początkowo wywoływał oburzenie obrońców moralności, u Błońskiej jest symbolem teatru rozrywkowego, którego celem jest "przypodobanie się" władzy. Aktorzy w ostatniej części kankana nie tańczą. Muzyka rozbrzmiewa a oni kolejno opuszczają scenę. Wyrażają sprzeciw wobec proponowanej formie wyrazu niezgodnej z ich artystycznym credo. Przekonania wygłaszali z mocą przysięgi, stojąc w zwartej grupie (jak w scenie rozmowy telefonicznej z Bertoldem Brechtem w "Klątwie").

Błońska przyglądając się umiejętności dostosowania się Hendrika Höfgena do sytuacji politycznej, zadaje pytanie o rolę współczesnego artysty. "Polityka nigdy mnie nie obchodziła, więc czemu teraz miałbym się nią interesować? Jedyną formą wolności jest dla mnie teatr. Jestem aktorem: chodzę do teatru, gram swoje role i wracam do domu. To wszystko" - powtarza bohater Manna. "Jestem tylko artystą" - mówią aktorzy Teatru Powszechnego. Czy rzeczywiście jest to dobry argument na usprawiedliwienie elastyczność poglądów i politycznej mimikry? "Aktor jest do grania, a dupa od srania" - mawiał Kazimierz Dejmek w kontekście strajku aktorów w stanie wojennym. Wykonuje zadania, realizując koncepcję reżysera; pracuje i otrzymuje wynagrodzenie. Czy odpowiada za prezentowane na scenie treści? Czy udział w spektaklu zgodnym z narzucaną przez władzę wizją jest równoznaczny z wyparciem się ideałów? Aktor może dokonać wyboru, godząc się lub nie na udział w danym przedsięwzięciu. Nie zawsze jest to łatwa decyzja, zwłaszcza jeśli ma się do spłacenia kredyt, czy rodzinę na utrzymaniu. Ustalenie, gdzie przebiega granica między nagięciem się do proponowanych przez system zasad a oportunizmem, nie jest łatwe, bowiem u każdego wypada to inaczej. Błońska podaje przykłady ("Trumf woli" Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego, prowadzone przez reżyserkę negocjacje w sprawie godziny emisji serialu "Artyści" tego samego duetu, zakładanie zespołów muzycznych przez twórców teatralnych, monolog Klary Bielawki dotyczący wywiadu, który nie ukazał się w prasie), lecz nie po to by motywacje artystów piętnować, ale ukazać przed jakimi dylematami stają.

W "Mefiście" Błońskiej chodzi o coś więcej niż o namysł nad wyborami jednostki. Siedząc na skraju sceny (jak w "Klątwie" w czasie spowiedzi) aktorzy przepraszają widzów za grzechy, które popełnili grając w spektaklu Frljicia. Aleksandra Bożek, Grzegorz Artman i Oskar Stoczyński, targani wyrzutami sumienia, niezwykle plastycznie opisują fragmenty, których się wstydzą, mimo że w "Klątwie" nie wystąpili. Scena ta uświadamia, że zawirowania, jakie powstały wokół przedstawienia Chorwata nie są jedynie sprawą dotyczącą pracowników Teatru Powszechnego, lecz teatralnego środowiska i nie tylko. U podstaw tworzenia teatru powinna być wspólnota. A jak wygląda to w praktyce? Błońska odnosi się do decyzji ministra Piotra Glińskiego o cofnięciu dotacji Festiwalowi Malta, która miała znamiona cenzury, bowiem kuratorzy festiwali teatralnych z obawy przed odebraniem funduszy rezygnują z zaproszenia "Klątwy" (oświadczenie Grzegorza Reske, kuratora 57. Kaliskich Spotkań Teatralnych).

Przed wyborem, jakiego musiał dokonać Höfgen staje dzisiaj nasze środowisko teatralne - podporządkować się władzy czy tworzyć teatr zgodnie z własnymi przekonaniami? Hendrik nie chciał widzieć nic poza pracą artystyczną, nie uświadamiał sobie zagrożeń, wypaczeń, łatwo adaptował się do zmieniających się warunków. Odniósł sukces, ale tylko pozornie. W rzeczywistości stał się narzędziem w rękach władz. Przegrał. Stał się pustą skorupą pozbawioną wartości, ideałów - zdradził samego siebie. A jak będzie z polskim teatrem? Czy da się pozbawić duszy?

***

Marta Żelazowska - magister pedagogiki, absolwentka studiów podyplomowych Wiedza o teatrze i dramacie z elementami wiedzy o filmie w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk oraz Laboratorium Nowych Praktyk Teatralnych